Po „Świecie Rocannona” nie miałam wcale ochoty na kontynuowanie przygody z twórczością Ursuli Le Guin. Ale zawsze byłam uparta. Dlatego w 2016 przeczytałam i napisałam opinię o kolejnej jej historii. Jakie wrażenie zrobiła na mnie „Planeta wygnania”?
Dwie obce rasy, jeden konflikt
Na jednej z planet Ligii mieszkają dwie nieprzepadające za sobą rasy: przybysze z innego świata, farbornowie, oraz wajowie. Gdy ma nadejść Zima, okazuje się, że barbarzyńskie plemiona Gaalów zjednoczyły się i niedługo mają zaatakować miasta tych dwóch ludów. Muszą się zjednoczyć albo zginą, atakowani przez tysiące zbrojnych…
W międzyczasie dwójka urodzonych w niewłaściwym czasie osób: Rolery oraz Jacob Agat zakochują się w sobie mimo różnic rasowych i kulturowych, które ich dzielą.
„Planeta wygnania” pozytywnie mnie zaskoczyła
Po „Świecie Rocannona” nie miałam większej ochoty sięgać po kontynuacje serii: pierwsza część bardzo mnie wymęczyła, choć nie wiem do końca, czy winna była autorka, czy ja, bo akurat nie miałam większej ochoty na czytanie czegokolwiek. W końcu jednak przemogłam się, sięgnęłam po „Planetę wygnania”… i spokojnie mogę powiedzieć, że to jest dokładnie taka historia, za jaką uwielbiam „Ziemiomorze” Le Guin. Epicka, pięknie napisana, pełna refleksji i baśniowa. Przede wszystkim baśniowa.
To książka SF z pięknymi, obszernymi opisami
Nie jest to pozycja nadzwyczaj lekka. Le Guin stawia na piękne, lecz obszerne opisy, nie buduje za bardzo akcji. Narrator w tej pozycji stoi jakby z boku, obserwuje, unika wnikania głębiej w umysły bohaterów. Całość jest utrzymana w klimacie wielkiej, baśniowej historii.
„Planeta wygnania” jest krótką powieścią SF
„Planeta wygnania” to krótka historia. Trudno więc w niej o rozbudowaną, potężną fabułę. Wszystko właściwie sprowadza się do dwóch kwestii: sporu między dwoma rasami w obliczu wojny oraz relacji Jacoba Agata i Rolery. Obydwa wątki są oczywiście ze sobą bardzo mocno powiązane i właściwie jedno bez drugiego nie istnieje. Ale osoby uczulone na wątki miłosne – nie bójcie się. Le Guin jest wręcz mistrzynią w eleganckim wplataniu miłości w całość tekstu. Romans tu obecny jest tylko idealnym dopełnieniem całości, pokazującym, jak bardzo te dwie pozornie różne od siebie rasy mogą się do siebie zbliżyć.
Świat wykreowany przez Le Guin jest barwny i logiczny, a choć jest to science fiction, mnie osobiście przez klimat bardziej kojarzy się z powieścią high fantasy. Naprawdę zasługuje na uwagę. Przy tym wszystkim, mimo całej tej szczegółowości, jest tak naprawdę tłem dla refleksji, jakie snuje autorka. „Planeta wygnania” zastanawia się między innymi nad różnicami rasowymi, miłością pomiędzy członkami różnych nacji czy homoseksualizmem. Wprawdzie dziś literatura sięga po te tematy wyjątkowo często, ale wydaje mi się, że Le Guin robi to subtelniej i ładniej od większości współczesnych twórców, dlatego jeśli interesują Was takie kwestie, myślę, że jest to lektura obowiązkowa.
Prosta fabuła, ale ten poetycki język!
Ta powieść nie zaskakuje samą historią. Jest dobrze napisana, ładna, ale pod względem fabularnym – bardzo prosta. Z drugiej strony przez obecne w niej rozmyślania i poetycki styl nie jest pozycją wyjątkowo prostą. Polecam ją z zupełnie czystym sumieniem, ale sięgając po nią, należy pamiętać, że założeniem tej pozycji nie jest sprawienie czytelnikowi radości, a pokazanie mu tego, w jaki sposób Le Guin postrzega współczesny świat. Wydaje mi się, że jeśli z takim podejściem podejdziecie do lektury, możecie być z niej naprawdę zadowoleni. Jeśli jednak szukacie zwykłej, lekkiej pozycji fantastycznej, to lepiej zrobicie, unikając „Planety wygnania” – podobnie jak w przypadku całego „Ziemiomorza”, tak i do tej pozycji trzeba się psychicznie przygotować.
— Co życie wykazuje?
— Zdolności adaptacyjne. Dostosowuje się. Reaguje. Zmienia! Przy odpowiedniej presji warunków naturalnych i odpowiedniej liczbie pokoleń zaczyna dominować forma o korzystniejszych zmianach przystosowawczych. Czy promieniowanie słoneczne może na dłuższą metę działać w kierunku dopasowania struktur biochemicznych do miejscowej normy? W takim razie wszystkie poronienia i martwe porody niekoniecznie byłyby wynikiem niezgodności między matką a przystosowanym płodem, ale też efektem adaptacji… — Przestał wymachiwać nożycami do cięcia bandaży i ponownie pochylił się nad robotą, ale już po chwili podniósł głowę i, wpatrując się na powrót gdzieś przed siebie niewidzącym spojrzeniem, mruknął: — Dziwne, dziwne, bardzo dziwne… Czy wiesz, co z tego wszystkiego wynika? Że krzyżowe zapładnianie może być jednak możliwe.
— Słucham cię jeszcze raz — szepnęła Rolery.
— Że ludzie i wify mogą mieć razem dzieci!
Fragment z „Planety wygnania” Ursuli K. Le Guin

Tytuł: Planeta wygnania
Tytuł serii: Ekumena / Sześć światów Hain
Numer tomu: 2
Autor: Ursula Le Guin
Liczba stron: 128
Gatunek: science fiction
1 thought on “Planeta wygnania: Miłość międzyrasowa w czasach wojny [recenzja] [archiwum]”