W 2016 roku ogarnęło mnie istne szaleństwo. Nie tylko poznałam wielu polskich autorów, ale też zapoznawałam się z rozpoznawalnymi i cenionymi książkami. Ursulę Le Guin zaczęłam czytać na początku roku, a gdy dobiegał końca, czytałam dalej, książka po książce. „Miasto złudzeń” było kolejne na mojej liście. Co wówczas o nim sądziłam po tym, jak spodobał mi się poprzedni tom z cyklu o Ekumenie?
Na Ziemi panuje chaos
Liga Wszystkich Światów rozpadła się, a na Ziemi zapanował chaos – ludzkość podzieliła się na tych, którzy rządzą, oraz na tych, którzy uciekają przed władzą. Pewnego razu do osady buntowników trafia Falk – żółtooki niby-człowiek z pustką w głowie. Uczy się funkcjonować w społeczeństwie i zdobywa zaufanie Ziemian. W pewnym momencie postanawia jednak wyruszyć w podróż, aby odnaleźć samego siebie.
Tym razem Le Guin zabiera nas na wycieczkę po Ziemi. Ta jednak zmieniła się nie do poznania: ludzkość jest rozbita. Nie istnieją miasta, nie ma większych skupisk ludności. Za to mamy ogrom małych plemion, które przemykają przed Władcami – tymi, którzy przybyli nie wiadomo skąd i pilnują, aby nikt nie stworzył większej cywilizacji.
Le Guin sięga po SF, by mówić o ważnych sprawach
Autorka znów wykorzystuje science fiction do tego, by poruszyć filozoficzne tematy. Tym razem skupia się na tym, czym jest ludzkie życie? Kiedy możemy zabijać, a kiedy nie? Co jest tak naprawdę zabójstwem i czym jest moralność? Nie będę wyjaśniać Wam, jak to robi, byście nie stracili chęci na lekturę, niemniej uwierzcie mi, że jej rozważania nie tylko są na tyle delikatne, by nie zburzyć klimatu historii, ale są również na tyle widoczne i trafne, że nie da się przejść obok nich obojętnie.
Jak na Le Guin przystało, styl jest na jak najwyższym, literackim poziomie. „Miasto złudzeń” napisane jest w typowy dla niej sposób – przypomina bardziej baśń niż powieść. Świat jest bardzo rozbudowany, opisy tego, co otacza bohatera, są naprawdę piękne, a przy tym na samą historię patrzymy jakby z boku. Jak zawsze uważam, że nie każdemu może to przypaść do gustu, bo do takiej opowieści trzeba na swój sposób dojrzeć, ale mimo to sądzę, że autorka naprawdę dobrze przekazuje czytelnikowi to, co uznała za najważniejsze, a o to chyba w powieściach chodzi, prawda?
„Miasto złudzeń” pozwala nam poznać Falka
Falk to jedyna postać, jaką poznajemy naprawdę blisko. Obserwujemy, jak uczy się żyć na Ziemi, jak przestaje być mentalnie dzieckiem i jak zmienia się w mężczyznę, który trafił znikąd w sam środek rozgardiaszu panującego na naszej planecie. Musi sobie z tym poradzić, a to nie jest wcale proste zadanie, gdy nie wie, która ze stron konfliktu ma rację i nie ma pojęcia, komu może ufać, a komu nie.
By nie było – to nie kolejna historia o tym, jak człowiek znikąd ratuje wszechświat. Nie. „Miasto złudzeń” to opowieść o szukaniu samego siebie, a nie kolejna wielka, epicka historia. Działania Falka oddziałują właściwie tylko na niego, co uważam za bardzo dobry zabieg. Za dużo mamy w fantastyce historii, gdy od jednego losowego bohatera zależy życie całej nacji.
Mimo wszystko muszę przyczepić się do samego bohatera. Falk, jako jedyna postać w historii, jest zbyt… zwyczajny i szary, bym mogła go uwielbiać. Le Guin wprawdzie dobrze nakreśla jego historię, ale gubi przy tym coś, co sprawiłoby, że postać wyróżniałaby się na tle innych książkowych bohaterów. Myślę jednak, że bardziej wynika to ze specyficznego stylu autorki, a nie z tego, że zrobiła coś nieumiejętnie.
To kolejne SF warte polecenia
Cóż mogę zrobić poza poleceniem Wam kolejnej części Ekumeny? Może jeszcze dodać, że jeśli nie czytaliście poprzednich części, spokojnie możecie sięgnąć po tę – poza kilkoma wspólnymi punktami (jak rozbita Liga Światów) „Miasto złudzeń” nie łączy się fabularnie z poprzednimi tomami, dlatego nikt nie powinien pogubić się w tej historii 🙂 Jeśli więc macie ochotę – bez wahania sięgajcie.
Któregoś ranka, kilka dni po jego przybyciu, gdy dotarła do miejsca, w którym kończył się wzór tkanego przez nią materiału, Parth pozostawiła w ogrodzie powarkujący cicho, napędzany energią słoneczną warsztat i wspięła się na osłonięty parawanem balkon, gdzie umieszczono Falka. Nie spostrzegł jej. Siedział na sienniku, wpatrując się uważnie w zasnute mgiełką letnie niebo. Blask wypełnił jego oczy łzami, więc otarł je energicznie ręką. I wówczas, zobaczywszy swoją dłoń, utkwił w niej wzrok, oglądając grzbiet i wnętrze. Marszcząc brwi, zginał i rozstawiał palce. Potem znów uniósł twarz w stronę słońca i powoli, niepewnie wyciągnął ku niemu rękę z rozpostartymi palcami.
– To jest słońce, Falk – powiedziała Parth. – Słońce…
– Słońce – powtórzył, wpatrując się w nie ze skupieniem, tak jakby pustka jego istoty została wypełniona światłem i brzmieniem słowa.
Tak rozpoczęła się jego nauka.
Fragment „Miasta złudzeń” Ursuli Le Guin

Tytuł: Miasto złudzeń
Tytuł serii: Ekumena / Sześć światów Hain
Numer tomu: 3
Autor: Ursula Le Guin
Liczba stron: 192
Gatunek: science fiction