W 2016 roku testowałam różnorodną literaturę. I choć już wtedy narzekałam na twórczość Stephena Kinga to gdy znalazłam „Lśnienie” za 9 zł w Biedronce to po prostu nie mogłam się wówczas oprzeć. Jak podobał mi się ten klasyczny już horror?

Ten były alkoholik marzy o karierze pisarza
Jack Torrance to ojciec, były alkoholik i niegdyś nauczyciel, a obecnie ktoś, komu marzy się pisarska kariera. Szukając spokoju, znajduje pracę w Panoramie – odciętym od świata hotelu w samym środku gór, gdzie w czasie zimy ma wszystkiego dopilnować. Przybywa na miejsce wraz z rodziną: żoną oraz pięcioletnim synkiem Dannym, licząc, że skończy swoje dzieło, przy okazji zapewniając im bezpieczny i spokojny czas, który spędzą razem. Niestety, nawet nie wie, jak bardzo się mylił…
To moje czwarte podejście do twórczości Kinga
„Lśnienie” to moje czwarte już podejście do powieści Kinga. Do tej pory przeczytałam dwa jego horrory – „Christine” oraz „Czarny Dom” – które raczej mi się nie spodobały, oraz „Oczy smoka”, które uznałam za całkiem fajną, lekką pozycję. Liczyłam, że i tę uznam za przynajmniej przyjemną, ale niestety… okazało się, że ja i „Lśnienie” zdecydowanie się nie polubiliśmy.
Zacznijmy od pozytywów. Znalazłam jeden
Ale dobra, zacznijmy może od pozytywów. A właściwie jednego. Mianowicie King, chcąc nie chcąc, potrafi budować napięcie. Sceny, w których coś naprawdę się działo, były całkiem niezłe i potrafiły mnie w jakimś stopniu zainteresować. Problem polega na tym, że tych scen w „Lśnieniu” wcale tak dużo nie ma. Czemu?
Jak część z Was pewnie wie, horror to gatunek łączący fantastykę z obyczajowością. Historię możemy nazwać więc horrorem w chwili, w której coś niezwykłego dzieje się na zwykłym, codziennym tle – w naszej szarej rzeczywistości. I tak, „Lśnienie” to horror w pełnym tego słowa znaczeniu. Tyle że obyczajowości jest w nim taka ilość, że po prostu historia przez większą część czasu mnie nudziła.
„Lśnienie” ma w sobie wiele z obyczaju
Jeśli po tę pozycję sięgnie ktoś, kto czyta raczej powieści obyczajowe i szuka odrobiny emocji, nie wątpię, że „Lśnienie” mu się spodoba. Niestety ja szarej codzienności w książkach obserwować po prostu nie lubię, a King wciska jej tu od groma. Opisuje swoich bohaterów bardzo dokładnie, całe rozdziały poświęcając na opisy chwil z ich życia. Dobrze opracowuje ich charaktery, a każde ich zachowanie jest w jakiś sposób uzasadnione. Tak, zdecydowanie – on potrafi dobrze poprowadzić psychoanalizę.
Niestety z tego powodu przez większą część książki obserwujemy Jacka Torrance’a, który pije, który rozmawia z kumplami i który zastanawia się nad tym, jakim powinien być ojcem. Jego żona też wcale nie jest pod tym względem lepsza, a wszystkie te scenki razem wzięte po prostu cholernie mnie wynudziły.
Synek Torrance’ów, Danny, to chyba jedyna ciekawa postać z tej trójki. Tamci, choć dobrze zbudowani, są po prostu do bólu zwyczajni, a w nim… jest coś więcej. Budzi zainteresowanie i sprawia, że zaczęłam mu chwilami kibicować, zwłaszcza gdy historia przechodziła z monotonnego życia w akcję. Mimo to nawet on nie zdołał całej historii dla mnie uratować. Dlaczego? Poza toną niepotrzebnych i nudnych opisów sama historia jest w tym momencie bardzo, ale to bardzo sztampowa.
Dawniej ta książka mogła być czymś nowym
Owszem, gdy „Lśnienie” wychodziło, zapewne było czymś nowym – świeżą wizją horroru. Teraz jednak te wszystkie motywy są już tak znane i popularne, że trudno nie domyślić się końcówki już na starcie historii. Nie zaskakuje i z dzisiejszej perspektywy jest po prostu zwyczajna.
A co z klimatem? Jest. Tyle że to nie jest ten rodzaj klimatu, który lubię i który sprawia, że powieść jest dla mnie przyjemna. Śmierdzi mi on brudnymi latami 80., i choć niektórym może to odpowiadać, dla mnie jest zbyt surowy i po prostu nudny.
Bardzo chciałabym polubić horror Kinga, ale niestety – nie potrafię. Lektura nie wywołała u mnie praktycznie żadnych emocji poza irytacją i czytanie jej naprawdę zajęło mi ogrom czasu. Musiałam się porządnie zmusić do lektury, by przez nią przebrnąć. Osobiście więc nie mogę jej polecić… Niemniej wiem, jak wiele osób tę książkę lubi, dlatego jeśli mieliście ochotę po nią sięgnąć albo po prostu lubicie Kinga i jeszcze jej nie znacie – czytajcie. Jeśli się Wam nie spodoba, ja umywam od tego ręce.
Świat to trudne miejsce. Jemu nie zależy. Choć nie żywi nienawiści do ciebie i do mnie, nie darzy nas też miłością. Dzieją się na nim rzeczy straszne, których nie można wytłumaczyć. Dobrzy ludzie umierają w zły sposób i pozostawiają tych, co ich kochali, całkiem samych. Czasem się wydaje, że tylko złym ludziom dopisuje zdrowie i powodzenie. Świat cię nie kocha (…). Pamiętaj jednak: rób swoje. Takie masz zadanie na tym trudnym świecie – musisz podtrzymywać swoją miłość i robić swoje, nieważne co. Bierz się w garść i po prostu rób swoje.
Fragment z książki „Lśnienie” Stephena Kinga

Tytuł: Lśnienie
Tytuł serii: Lśnienie
Numer tomu: 1
Autor: Stephen King
Liczba stron: 543
Gatunek: horror