W 2017 roku wydałam resztki moich oszczędności, by zobaczyć „Notre Dame de Paris” w Gdyni. Kupiłam jedne z tańszych biletów: razem z moim ówczesnym chłopakiem siedzieliśmy w ostatnim rzędzie. Po spektaklu oczywiście chciałam o nim porozmawiać. Do dziś pamiętam, że gdy spytałam się go, co mu się najbardziej podobało, to odpowiedział, że… nogi tancerek. I tyle się właściwie dowiedziałam. Więc oczywiście, że musiałam się wygadać, pisząc. Co sądziłam o tym spektaklu?

Poczytaj więcej o niefantastycznej kulturze!
Musiałam na to iść!
„Notre Dame de Paris” jest dla mnie dość nostalgicznym musicalem. Już będąc w gimnazjum znałam kilka piosenek z niego i słuchałam ich głównie po francusku, mimo że tego języka wcale nie znam. Dlatego gdy okazało się, że Teatr Muzyczny w Gdyni im. Danuty Baduszkowej go wystawia, a na dodatek jedna z głównych postaci grana jest przez Janka Traczyka (możecie go znać ze Studia Accantus), po prostu musiałam się na niego wybrać.
Bilety rezerwowałam zaraz po świętach, lecz mimo że na spektaklu byłam 30 marca, udało mi się kupić je dokładnie w ostatnim rzędzie, na samym boku sali. Innych już po prostu nie było. Nie miałam pojęcia, jak ona wygląda i bałam się, że będę z tego miejsca źle widzieć, ale… choć owszem, miałam daleko do sceny, to widoczność była naprawdę niezła.
O czym jest musical „Notre Dame de Paris”?
Jeśli nie wiecie, czym w ogóle jest „Notre-Dame de Paris”, już śpieszę z wyjaśnieniami. Musical powstał na bazie romantycznej powieści, francuskiej klasyki pt. „Katedra Najświętszej Maryi Panny w Paryżu” Wiktora Hugo, a na połączeniu tych dwóch dzieł bazował Disney, nagrywając „Dzwonnika z Notre Dame”. Choć… z książki Disney wziął chyba tylko kozę Esmeraldy, której po prostu nie ma w musicalu z przyczyn dość oczywistych 🙂 EDIT: błąd rzeczowy się wkradł: bajka Disneya powstała przed musicalem. Najwyraźniej albo twórcy mieli podobne pomysły, albo musical bazował nieco na paru pomysłach z bajki 🙂
Historia opowiada o młodej Cygance żyjącej w XV wieku w Paryżu. Esmeralda, bo – jak się domyśliliście – tak ma na imię, słynie z tego, że tańczy pod katedrą Notre-Dame, kradnąc serca wszystkich wokół, w tym księdza Frolla, strażnika Febusa oraz dzwonnika Quasimodo. Musical porusza także problematykę uchodźców, ale z tego, co wiem, między innymi w tym odbiega od oryginału.
Miałam problemy ze zrozumieniem go
Szczerze przyznam, że gdybym nie znała wcześniej choćby częściowo historii, chwilami nie wiedziałabym, o co w ogóle chodzi: nie znałam wszystkich piosenek, a na scenie wiele rzeczy dzieje się w sposób symboliczny. Jeśli przypadkiem umknęło mi któreś słowo z tekstu, musiałam chwilę pomyśleć, o co w ogóle chodzi. Dlatego jeśli planujecie zapoznać się z tym musicalem, czy to w Gdyni, czy gdziekolwiek indziej – najpierw zorientujcie się, o co w nim mniej więcej chodzi 🙂
Początek „Notre Dame de Paris” zawierał znane mi utwory
Najbardziej emocjonalny dla mnie osobiście był początek spektaklu. To właśnie w pierwszej połowie pojawiły się piosenki, które znałam, i skłamałabym, mówiąc, że nie zeszkliły mi się oczy. Nostalgia i sam „wybuch” muzyki sprawiły, że emocje trochę mi „puściły”. Niemniej później zdecydowanie się uspokoiłam, a że zakończenie było mi znane, szczerze mówiąc, wcale mnie nie ruszyło. Chociaż dziwnie poczułam się w trakcie oklasków: musical nie kończy się wielką sceną, jak to zwykle bywa, a czymś stosunkowo niewielkim, na dodatek smutnym… a ja mam wstać i klaskać?
Na moje nieprofesjonalne oko cała ekipa sprawdziła się naprawdę dobrze. Może nie czuję się na tyle kompetentna, by oceniać wokale, ale były dobrze dobrane, a całość po prostu bardzo ładnie współgrała ze sobą. Niestety uważam, że z tłumaczeniami mogłoby być nieco lepiej… Miałam wrażenie, że przez większą część spektaklu aktorzy mieli do wyśpiewania za dużo słów na za małą ilość nut :c
Mimo tej małej „wpadki” z tłumaczeniem jestem szczęśliwa, że udało mi się zobaczyć tę sztukę na żywo – musical jest naprawdę cudowny. Jeśli tylko możecie, zapraszam do odwiedzenia teatru w Gdyni, a jeśli nie możecie, sięgnijcie chociaż po książkę Hugo (której ja nie znam i nie planuję, ale jeśli wolicie – samą historię polecam), albo po francuską wersję musicalu: możecie go znaleźć na YouTube z polskimi napisami.