„Czterdzieści i cztery” to moje drugie spotkanie z twórczością Krzysztofa Piskorskiego. Gdy czytałam tę książkę i pisałam poniższa opinię w 2017 roku nie wiedziałam jeszcze, że nie tylko zgarnie nominacje do Zajdla, ale też go wygra. Nie zmienia to faktu, że ta powieść zrobiła na mnie pozytywne wrażenie. Dlaczego?

Sprawdź też: „Cienioryt”
Ludzkość wynalazła ether
Historia świata uległa zmianie. XIX wiek. Ludzkość wynalazła ether, czyli energię próżni, dzięki której może podróżować po innych wymiarach oraz tworzyć bronie o niezwykłej sile. Wszelkie wojny wyglądały inaczej i, jak się zdaje, poeci odgrywają w tym świecie większą rolę niż kiedykolwiek wcześniej.
Kapłanka słowiańskiego bóstwa, Eliza Żmijewska, podróżuje do Londynu; ma wykonać wyrok śmierci na zdrajcy narodu, wybrana do tego celu przez samego Juliusza Słowackiego. Nie będzie to jednak najłatwiejsze: już samo dostanie się do Anglii niesie ze sobą problemy, a znalezienie jednego człowieka w dwumilionowym mieście to jak szukanie igły w stogu siana.
Ta narracja nie do końca mi się podoba…
Gdy czytałam „Cienioryt” Piskorskiego, byłam wręcz zachwycona stylem autora, zaś świat przedstawiony niezwykle mnie zaciekawił; druga część powieści wypadła gorzej, ale w dalszym ciągu byłam bardzo zadowolona z lektury. Wobec „Czterdzieści i cztery” miałam więc spore wymagania i szczerze mówiąc, nie zostały w pełni spełnione: powieść okazała się dobrą lekturą, ale nie aż tak wybitną, jak bym sobie tego życzyła.
W porównaniu do „Cieniorytu” zmianie uległa stylizacja językowa Piskorskiego. Tam mieliśmy ostry, bardzo konkretny język z ironicznym żartem; „Czterdzieści i cztery” to lektura delikatniejsza, bardziej baśniowa, „gdybająca”. Czytanie jej jest bardzo przyjemne, ale narracja poprowadzona jest w na tyle zwyczajny sposób, że spokojnie potrafiłam odłożyć lekturę i zapomnieć o niej na dzień lub dwa. Wciągała? Jasne, że tak! Ale po prostu nie na tyle, by zupełnie w niej utonąć.
Właściwie powiedziałabym, że to jest główny problem tej historii: jest dobra, poprawna, ale chyba nie da się w niej zupełnie przepaść. Sprawia to, że po lekturze czuję po prostu lekki niedosyt, zwłaszcza że liczyłam na coś naprawdę wyjątkowego i… winny temu jest prawdopodobnie właśnie język autora. Bo reszta po prostu w miarę gra.
„Czterdzieści i cztery” ma ciekawy świat przedstawiony
Świat przedstawiony jest na pewno wykreowany niezwykle ciekawie. Zabawa z wymiarami pozwala na wiele, a Piskorski chyba zdaje sobie z tego sprawę. Chwilami niektóre elementy wydawały mi się zbyt abstrakcyjne albo naciągane, ale taki już urok fantasy: tu nie wszystko musi być bardzo logiczne 🙂 Przy okazji powieść wbija szpileczki naszym wielkim wieszczom narodowym, co widać już po samym tytule, co uważam za bardzo przyjemny pomysł. Przez niego oraz przez liczne odniesienia do historii w lekturze na pewno odnajdą się osoby zainteresowane tematem, nawet jeśli nie przepadają za samą fantastyką.
Eliza Żmijewska to moim zdaniem naprawdę niezła postać. Pewna siebie, ale jednocześnie niemająca w sobie nic z wulgarności i bardzo kobieca, doskonale nadaje się na główną bohaterkę. Nie umiem nie czuć do niej sympatii, podobnie jak do bohaterów pobocznych, których też znajdziemy w powieści sporą ilość, a przy tym którzy są na tyle charakterystyczni, że nie sposób ich ze sobą pomylić. Jeśli pamiętałam na końcu powieści o postaci trzecioplanowej z jej początku, to uwierzcie mi, pod tym względem musi być dobrze!

Na początku to było detektywistyczne dochodzenie
Muszę przyznać, że dopóki historia opierała się na małym, detektywistycznym dochodzeniu, bardzo uważnie śledziłam fabułę, ale gdy doszło do wielkich akcji i rewolucji, nieco straciłam zainteresowanie historią… Niby to właśnie wtedy steampunkowy klimat był najlepiej wyczuwalny, ale również wtedy wszystko powoli zaczęło stawać się dla mnie mało istotne… Jeśli połączę ten fakt z moim zdaniem o „Cieniorycie”, mam wrażenie, że Piskorskiemu doskonale wychodzi początkowa kreacja świata i fabuły, a potem nie do końca wie, jak ma to wszystko skończyć.
Nie mogę nie polecić „Czterdzieści i cztery” – to pięknie wydana, dobra fantastyka. Przystępnie napisana, poruszająca ciekawe tematy, kreatywna i z dobrymi bohaterami. Choć brakuje jej „tego czegoś”, bym książkę pokochała, warto się z nią zapoznać, zwłaszcza jeśli szuka się czegoś bezpiecznego. Bo nie mamy tu ani nadmiernej ilości krwi, ani nieprzyjemnych żartów, ani innych rzeczy, które mogłyby bardzo odstraszać. „Czterdzieści i cztery” to przykład fantastyki dla każdego, w której większość osób znajdzie coś dla siebie, choć prawdopodobnie wielu czytelników będzie czuło po niej pewien niedosyt 🙂
…A może dlatego, że przeczytała w życiu zbyt wiele książek. Już dawno odkryła, że kiedy przeżywa się tysiące innych żyć, nawet fikcyjnych, łatwiej jest wcisnąć się w głowę każdego człowieka; zrozumieć, co go napędza. Pojąć motywacje kata i ofiary. Ryczącego w świętym szale biskupa i kradnącej portfele nierządnicy.
Fragment „Czterdzieści i cztery” Krzysztofa Piskorskiego
Dowiedz się więcej o alternatywnej historii.

Tytuł: Czterdzieści i Cztery
Autor: Krzysztof Piskorski
Liczba stron: 458
Gatunek: historyczne fantasy, steampunk
3 thoughts on “Czterdzieści i cztery: Moc etheru [recenzja] [archiwum]”