„Północna granica” to pierwszy tom polskiego cyklu high fantasy, który stworzył zmarły już Feliks W. Kres. Zabrałam się za tę powieść w e-booku w 2017 roku, ponieważ mniej więcej od 2012 roku miałam na swojej półce kontynuację. W tamtym czasie te książki były dość tudno dostępne i nie byłam w stanie kupić wersji papierowej. Co sądziłam o tej militarnej powieści?
Poznaj kontynuacje: „Król Bezmiarów”
Północna granica jest atakowana
W świecie Szereru panuje wojna. Północna Granica atakowana jest przez ogromne ilości stworzeń zwanych Alerami. Oficer Rwat, mając do dyspozycji jedynie niewielkie wojsko oraz kota-zwiadowcę, musi odeprzeć ataki.
Sięgając po książkę Kresa, naprawdę nie miałam pojęcia, czego mogę się spodziewać. Nie miałam wcześniej kontaktu z autorem, opis z okładki przeczytałam tylko pobieżnie. Nie miałam ani specjalnych wymagań co do tej książki, ale z drugiej strony, z racji pochodzenia autora, liczyłam, że po prostu będzie fajnie. Ostatecznie trafiłam na lekturę całkiem niezłą, ale… po prostu nie dla mnie.
Widć, że to nie jest tłumaczenie
Czytając „Północną granicę”, pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to styl Kresa. Dość specyficzny, wyraźnie „polski” – widać, że to nie jest tłumaczenie. Autor pisze w sposób surowy, konkretny, męski. W tej powieści nie ma tak obecnie modnych żartów i żarcików czy nawiązań do popkultury. Twórca ma do opowiedzenia konkretną historię i trzyma się swojego założenia. Dzięki temu dostajemy po prostu kawałek porządnie napisanej opowieści, bez nadmiernego przedłużania.
Dla mnie ta powieść jest zbyt militarna
Niestety książka nie przypadła mi do gustu przez… ogromną ilość militaryzmu. Świat Kresa może i jest ciekawy, ale tak naprawdę „Północna granica” ma jeden wątek i skupia się bezustannie na wojsku. Na atakach, obronie, planowaniu; tu nie ma nadmiaru emocji, tu nie ma bliskiej zażyłości z bohaterami. Jest walka. I tyle. Nie wątpię, że takie podejście spodoba się wielu, zwłaszcza panom, którzy częściej wolą konkrety, ale dla mnie okazało się ono zbyt monotonne i czasami wręcz nużące. Choć częściej sięgam po męską niż kobiecą literaturę, to jednak w tym przypadku takie rozwiązanie mi nie odpowiadało.
„Północna granica” ma ciekawe koty
Jeśli chodzi o sam świat przedstawiony, to zdecydowanie podoba mi się pomysł związany z… kotami. Kres postanowił, że w jego świecie te zwierzaki będą istotami myślącymi, a jedna z głównych postaci to właśnie przedstawiciel tego gatunku. Nie będę ukrywać – to jeden z niewielu (na swój sposób) uroczych elementów w tej bardzo męskiej książce. Poza tym sama kreacja świata jest ciekawa, ale nic nie zwróciło mojej uwagi aż tak bardzo jak ten wątek.
Trudno mi powiedzieć więcej o bohaterach niż to, że są wykreowani porządnie, na miarę tej właśnie historii. Czytając, miałam wrażenie, że Kres położył bardzo duży nacisk na pokazanie roli kobiety w wojsku i problemów związanych z małą liczbą pań wśród ogromnej liczby mężczyzn. Na pewno też nie znajdzie się tu żadnych płaczliwych i delikatnych dziewczynek. Poza tym, choć postacie mają swoje cechy charakterystyczne, nie ma się co spodziewać dużej ilości psychoanalizy i innych tym podobnych rzeczy, bo w końcu to nie jest książka o tym.
„Północną granicę” mogę polecić przede wszystkim fanom militaryzmu oraz kotów – te osoby zdecydowanie powinny odnaleźć się w tej lekturze. Poza tym nie chcę odradzać tej książki nikomu chętnemu, bo to kawałek dobrej, polskiej literatury, aczkolwiek dobrze wiem, że nie jest to książka dla każdego (w tym nie do końca dla mnie :D).
Agatra przyjaźniła się z kotem. Nigdy nie kochała żadnego mężczyzny i nie miała rodziny. Lecz tutaj, pod Północną Granicą, spotkała i obdarzyła szczerą, siostrzaną miłością zwinnego kociego zwiadowcę. Trochę śmiano się z tej przyjaźni, ale rzadko złośliwie; wszyscy o niej wiedzieli i lubili tę przyjaźń, bo było w niej coś delikatnego i bardzo, bardzo pięknego. Była ogromna… czystość, którą widziały nawet oczy szorstkich, twardych żołnierzy. W jakiś sposób otoczono tę przyjaźń opieką. W stanicy, pośród ciągłych patroli i „wyjść”, było tak niewiele rzeczy pięknych i czystych… Wszyscy chcieli, by ta przyjaźń trwała i trwała. Nikt nic do niej nie miał. Ale każdy chciał ją oglądać.
Fragment „Północnej granicy” Feliksa W. Kresa
Poznaj więcej militarnego fantasy!

Tytuł: Północna granica
Tytuł serii: Księga całości
Numer tomu: 1
Autor: Feliks W. Kres
Liczba stron: 238
Gatunek: high fantasy
1 thought on “Północna granica: Militaryzm i koty [recenzja] [archiwum]”