„Baśnie Barda Beedle’a” chciałam kupić jeszcze w szkole podstawowej, w starym wydaniu. Niestety, rodzice na zakupach powiedzieli „nie”. Więc przeczytałam tę książkę już jako dorosła, 20-letnia osoba. Jak odebrałam tę książkę w 2017 roku?

Sprawdź więcej książek J. K. Rowling!
Magiczne baśnie w tłumaczeniu Hermiony Granger
Młodzi czarodzieje w dzieciństwie nie słuchają historii o Kopciuszku czy Śpiącej Królewnie: mugolskie baśnie nie są im znane. Za to ich rodzice opowiadają im „Baśnie Barda Beedle’a”, które dzięki tłumaczeniu Hermiony Granger stały się ogólnodostępne.
„Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć” odebrałam jako małą katastrofę: książkę, która poza wartością kolekcjonerską kompletnie nic nie wnosi do życia i jest po prostu stekiem bzdur. Na całe szczęście „Baśnie Barda Beedle’a” na jej tle wypadają zdecydowanie lepiej, mimo że w dalszym ciągu to nie jest zwykła książka do poczytania, a coś kolekcjonerskiego.
„Baśnie Barda Beedle’a” to ładna książeczka
Do rąk dostajemy książeczkę w ładnej, twardej oprawie, z rysunkami wewnątrz: wygląda jak „typowe” wydanie baśni, zwłaszcza że nawet rysunki z czymś takim mi się kojarzą. Wygląda bardzo przyjemnie, przez co po prostu miło jest mieć ją na półce, zwłaszcza jako część kolekcji.
Treść nie zachwyca, ale to zrozumiałe
Sama treść jest jednak dość… zwyczajna. Nie mam serca się jej jakoś szczególnie czepiać, biorąc pod uwagę, że jako historie dla dzieci nie muszą być górnolotne, ale skłamałabym, mówiąc o czymś wyjątkowym. To po prostu przeciętnie napisane opowieści, które czerpią z naszych, „mugolskich”, baśni i które próbują nimi być, choć jest im do nich daleko.
Każde opowiadanie zawiera „komentarz” Albusa Dumbledore’a, który nie ciekawi jakoś szczególnie. To znaczy można w nim wyłapać jakieś ciekawostki dotyczące świata czarodziejów, ale większość z nich fani serii i tak znają, dlatego nie jest to coś nadzwyczaj innowacyjnego.

Nie czytałabym tego dzieciom
Muszę przy tym przyznać, że nie czytałabym tych opowieści dzieciom: na rynku jest wiele lepszych i bardziej wartościowych historii. „Baśnie Barda Beedle’a” to coś stworzonego dla fanów uniwersum Rowling i to przez nich powinno być czytane. To nie jest książka dla osoby postronnej. Gdyby nie trafiła na moją półkę przypadkiem, nawet nie wzięłabym jej do ręki.
Jeśli jesteście fanami Rowling i zastanawiacie się nad zakupem tej książki do swojej kolekcji, nie wahajcie się. To ładnie wyglądający, typowo kolekcjonerski egzemplarz, który pewnie sprawi Wam radość. Dobrze też nada się na prezent dla kogoś zainteresowanego Potterem. Jeśli jednak sceptycznie podchodzicie do serii, nie przepadacie za nią lub po prostu jej nie znacie, naprawdę nie macie po co po tę pozycję sięgać.
Jest to sposób myślenia bardzo typowy dla mugoli: nic nie wiedząc o prawdziwej magii, są gotowi uwierzyć w największe o niej bzdury, a więc i w to, że Mara mogła się zamienić w myślące i mówiące drzewo.
Fragment „Baśni Barda Beedle’a” J. K. Rowling

Tytuł: Baśnie Barda Beedle’a
Tytuł serii: Harry Potter
Autor: J. K. Rowling
Tłumaczenie: Andrzej Polkowski
Liczba stron: 144
Gatunek: zbiór opowiadań
Wydanie: Media Rodzina, Poznań 2017