„Cylinder van Troffa” to moje drugie spotkanie z twórczością Janusza A. Zajdla. Jego fantastyka socjologiczna jest do dziś wspominana przez fantastów w Polsce, choć nie da się ukryć, że ten twórca z lat 80. XX wieku jest jednak już coraz mniej rozpznawalny. Jak podobała mi się ta powieść, kiedy pisałam o niej w 2018 roku?

Dowiedz się więcej o Januszu A. Zajdlu!
Ludzie wracaja na Ziemię
Po setkach lat na Ziemię wracają ludzie. Badając stare, opuszczone miasta, natrafiają na „Zielony zeszyt”, stworzony przez kosmonautę, który przybył na planetę po dwustu latach nieobecności, u schyłku cywilizacji.
Janusz A. Zajdel to twórca wyjątkowy i to nie ulega wątpliwości. Choć jego książki są raczej niedługie, to nie brakuje w nich treści, czego doskonałym przykładem jest właśnie „Cylinder van Troffa”. Na nieco ponad dwustu stronach autor opowiedział naprawdę dobrą i zamkniętą w jednym tomie historię, która naprawdę zasługuje na to, by zwrócić na nią uwagę.
„Cylinder van Troffa” to zagadka dla czytelnika
Podobnie jak w „Paradyzji”, tak i w tej powieści Zajdla czytelnik ma za zadanie rozwiązać zagadkę: dlaczego świat przedstawiony wygląda tak, jak wygląda i co do tego doprowadziło? W przeciwieństwie jednak do jego najbardziej znanej historii, nie jest to jedyny temat, na który mamy zwrócić uwagę. Tym razem dostajemy nieco bardziej skomplikowaną formę i linię fabularną.
„Cylinder van Troffa” to książka w książce: ktoś znajduje „Zielony zeszyt” opatrzony już jakimś komentarzem i sam pisze do tego wstęp. W pierwszym momencie może to zdziwić czytelnika lub go zaskoczyć, ale jest to jak najbardziej zrozumiałe.
Trochę z przygodówki
Pod względem fabularnym ta powieść ma w sobie trochę z przygodówki. Nasz główny bohater, Nieśmiertelny, po dwustu latach w kosmosie przybywa w końcu w swoje „rodzinne” strony i próbuje odnaleźć się w społeczeństwie, co oczywiście nie jest zbyt łatwe. Zwłaszcza że w tym czasie na Ziemi doszło do jakiejś katastrofy i niełatwo mu odkryć, do czego dokładnie, jako że trafia nie na planetę, a na Księżyc, na którym mieszka ludzka kolonia.
Osobiście uwielbiam styl Zajdla. Nie jest może ani nadzwyczaj piękny i poetycki, ani z drugiej strony infantylny i bardzo prosty, lecz konkretny i ciekawy, dzięki czemu „Cylinder van Troffa” da się łatwo pochłonąć. To naprawdę niezwykłe, jak, poruszając tak trudną tematykę, autor potrafi tak zręcznie wykorzystywać język. Naprawdę nie widzę możliwości, by ktoś nie zrozumiał, o co w tej powieści chodzi.

Nie trzeba się bać tej powieści!
Choć ta powieść to – jak chyba wszystkie twory Zajdla – science fiction, osoby niezaznajomione z tymi klimatami w moim odczuciu nie muszą się jej bać. Bo to przede wszystkim fantastyka socjologiczna, w której ogromną rolę odgrywa budowa społeczeństwa; technologie są gdzieś w tle. Nie trzeba ich ani rozumieć, ani analizować, by cieszyć się tą historią.
Gdybym miała wybierać, czy wolę „Paradyzję”, czy „Cylinder van Troffa”, raczej wskazałabym tę pierwszą pozycję. Niemniej ta powieść stoi na równie wysokim poziomie, a że jest niedługa i nie zajmuje zbyt wiele czasu, naprawdę warto przeczytać i ją. A mi pozostaje tylko upolować inne książki Zajdla.
Jakże obłędnie konsekwentni byliśmy zawsze w realizacji naszych planów – my, ludzie związani z techniką, nauką, postępem… A wszystko zaczynało się od humanistycznych, głębokich uzasadnień: wszystko dla człowieka, w imię ludzkości… A potem w ferworze realizacji szczytnych celów, ucieleśniając swe zbawienne pomysły, czyniliśmy zadość swym ambicjom, nie umiejąc położyć w odpowiedniej chwili rozsądnej granicy naszym poczynaniom… Wtedy okazało się, że wiemy, czego potrzebuje ludzkość, lepiej niż ona sama… Lekceważyliśmy interesy i pragnienia pojedynczych ludzi, podporządkowując je rzekomym interesom całej społeczności. A równocześnie – kształtowaliśmy nieomal siłą owe „interesy całości” – naginając je do potrzeby samorealizacji wybitnych jednostek…
Fragment „Cylindra van Troffa” Janusza A. Zajdla

Tytuł: Cylinder van Troffa
Autor: Janusz A. Zajdel
Liczba stron: 240
Gatunek: science-fiction, fantatyka socjologiczna
Wydanie: SuperNowa, Warszawa 2000