Skip to content

Fantastyka Codzienna

Portal o fantastycznych książkach, filmach i kulturze

Menu
  • Literatura fantastyczna
    • Aktualności książkowe
    • Recenzje
  • Kultura fantastyczna
    • Fantastyczne filmy i seriale
      • Recenzje filmów i seriali
    • Fantastyczne gry
      • Recenzje gier
    • Komiksy fantastyczne
      • Recenzje komiksów
    • Wydarzenia fantastyczne
  • O redakcji
    • Kontakt
Menu

Grom i szkwał: Powrót do Krainy Martwej Ziemi [recenzja] [archiwum]

Opublikowano 7 marca, 2018

„Grom i szkwał” to kontynuacja książki Jacka Łukawskiego. To dark fantasy podobało mi się chyba bardziej, niż pierwsza część, jednak w dalszym ciągu po lekturze nie byłam nią zachwycona. Sprawdź, dlaczego i czy warto po nią sięgać.

Spis treści:

Toggle
  • Powrót do Martwicy
  • Co „Grom i szkwał” robi lepiej?
  • Nie kupuje tego dark fantasy
  • „Grom i szkwał” sprawiał, że nie mogłam się zdecydować
Grom i szkwał

Sprawdź poprzedni tom: „Krew i stal”


Powrót do Martwicy

Zamek, w którym zatrzymał się Arthon, został przejęty przez zdrajców: drużynnik musi znów wyruszyć w Martwicę, aby odbić młodą królową.

Po zetknięciu z „Krwią i stalą” już chyba ponad rok temu uznałam, że raczej nie będę kontynuowała przygody z serią, bo najzwyczajniej w świecie po prostu mnie nudziła. Upłynęło jednak trochę wody w rzece, naczytałam się, że kontynuacja wypada lepiej, a na dodatek niedługo ma ukazać się ostatnia część tej trylogii… dlatego uznałam, że może dam twórczości Łukawskiego jeszcze jedną szansę. Z tym że choć „Grom i szkwał” wypada lepiej od pierwszego tomu, to w dalszym ciągu jest to dla mnie przede wszystkim bardzo nudna przygoda.

Co „Grom i szkwał” robi lepiej?

Zacznijmy jednak od tego, co w tej książce uległo znaczącej poprawie. Przede wszystkim jest to brak bohatera zbiorowego: przez połowę „Krwi i stali” w tej niby przygodowej powieści brakowało jakiegokolwiek wyraźnie dominującego charakteru. Na całe szczęście w przypadku kontynuacji od razu obserwujemy Arthona oraz – choć w dużo mniejszym stopniu – inne postacie, które możecie znać z pierwszej części trylogii. Poza tym stylizacja językowa nie jest aż tak mocna, by chwilami nie dało się zrozumieć, o co chodzi (na co niestety „Krew i stal” także cierpiała), a sama historia wydaje się być jednak czymś trochę więcej niż podróżą w nieznane.

Grom i szkwał

Nie kupuje tego dark fantasy

Niestety ja najzwyczajniej w świecie historii Łukawskiego nie „kupuję”. Choć doceniam starania dotyczące archaizacji języka i widzę, że autor robi to z pasją, to dalej w moim odczuciu jest tego po prostu za dużo. Sam świat kompletnie mnie nie interesuje: niby jest rozwijany, niby jest rozszerzany, ale chyba przez uraz po części pierwszej za żadne skarby nie potrafię ani w niego wsiąknąć, ani przyzwyczaić się do zawartego w nim słownictwa. To samo dotyczy historii — w pierwszym tomie do mnie nie przemówiła, a że to, bądź co bądź, kontynuacja, to właściwie w moim przypadku cierpi na tę samą przypadłość.

„Grom i szkwał” sprawiał, że nie mogłam się zdecydować

Szczerze mówiąc, w trakcie czytania przeżywałam dość mocne wahania: najpierw uznałam, że hej, chyba faktycznie jest lepiej. Później, w trakcie, ogarnęło mnie znużenie, by moje zainteresowanie powróciło na kilka stron, w trakcie których główny bohater rozmawia z pewną panią, zaś pod koniec znów niemal usypiałam. Nie świadczy to raczej dobrze o przygodowym, epickim fantasy, prawda?

Naprawdę źle mi z tym, że tej historii po prostu nie lubię. Chciałabym wierzyć, że to kwestia mojego gustu, ale ja w tego typu powieściach zwykle odnajduję się bez najmniejszego problemu. Liczyłam, że po „Gromie i szkwale” bez wahania sięgnę po kontynuację, tak aby wszystkie trzy tomy mieć na swojej półce, ale choć seria w komplecie wyglądałaby naprawdę ładnie, to chyba jednak dwa spotkania z „Krainą martwej ziemi” wystarczą mi do końca życia.


Oparł się o spękany kawał drewna wieńczący niską dziobnicę, zmieniony przez dłuto szkutnika w łeb wielkiego orła. Jego groźny dziób i wielkie oczy miały budzić lęk, jednak Salabeshowi od początku ptaszysko kojarzyło się z przerośniętą kurą i uważał, że jego własny fiut wygląda groźniej. Gdyby zamiast rzeźby szkutnik umieścił w tym miejscu pomost, mógłby stawać na nim z opuszczonymi portkami i z pewnością osiągałby lepsze efekty.

Fragment „Gromu i szkwału” Jacka Łukawskiego


Grom i szkwał

Tytuł: Grom i szkwał

Tytuł serii: Kraina martwej ziemi

Numer tomu: 2

Autor: Jacek Łukawski

Liczba stron: 400

Gatunek: high fantasy

Wydanie: SQN, Kraków 2017

Autor: Aleksandra Brzezińska

Tagi: dark fantasy, fantasy, high fantasy, Jacek Łukawski, literatura polska, słowiańskie fantasy, Wydawnictwo SQN

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ostatnie posty

  • Specjalistka od słoni szkoli mamuty. „Ciosy zagłady” Raya Naylera [recenzja]
  • „Papierowy Mag” Holmberg wcale nie jest o origami. Mormonka i jej powieść fantasy [recenzja]
  • „Daleka droga do małej, gniewnej planety” Chambers to przykład cozy SF [recenzja]
  • Edycja limitowana „Death Note” już (i tylko) w przedsprzedaży
  • Vesper wyda Robin Hobb. Niedługo wznowienie „Ucznia skrytobójcy” 

Alternatywna historia dark fantasy Dom Wydawniczy Rebis Dystopia fantastyka naukowa fantastyka socjologiczna fantasy fantasy historyczne high fantasy horror komedia kryminał kryminał fantastyczny kryminał fantasy literatura amerykańska literatura brytyjska literatura dziecięca literatura faktu literatura historyczna literatura młodzieżowa literatura niemiecka literatura obyczajowa literatura polska Literatura postapokaliptyczna literatura przygodowa przygodowe fantasy retellingi i baśnie romans romantasy science fantasy Smoki space opera steampunk thriller urban fantasy Wydawnictwo Dolnośląskie Wydawnictwo Fabryka Słów Wydawnictwo Mag Wydawnictwo Muza Wydawnictwo Powergraph Wydawnictwo Prószyński i S-ka Wydawnictwo SQN Wydawnictwo Uroboros Wydawnictwo Zysk i S-ka zbiór opowiadań

©2026 Fantastyka Codzienna | Design: Newspaperly WordPress Theme