„Planeta małp” to klasyk SF z którym zapoznałam się w 2018 roku. Nie wiedziałam, czego mam się spodziewać. Co wówczas sądziłam o tej powieści? Sprawdź, czy warto poznać tę książkę.

Dowiedz się więcej o fantastyce socjologicznej!
Podróż na odległą planetę
Rok 2500. Dwóch naukowców i dziennikarz Ulisses wyruszają w podróż na odległą planetę. Lądują w dżungli: świat, który odkrywają, jest niezmiernie podobny do ziemskiego. Atmosfera i flora pozwalają im swobodnie się poruszać. Odkrywają też ludzi zachowujących się jak zwierzęta oraz małpy, które wytworzyły na planecie cywilizację.
Gdy otworzyłam „Planetę małp”, nie miałam pojęcia, za jaki typ książki się biorę. Nie oglądałam wcześniej filmu ani z nikim na jej temat nie rozmawiałam. Dzięki temu tę francuską powieść mogłam odkrywać sama, zupełnie po swojemu.
„Planeta małp” przypomina mi powieści Zajdla
To nie jest długa książka: bez problemu da się ją przeczytać w ciągu jednego dnia. Nieco ponad dwieście stron czyta się jednym tchem. „Planeta małp” przypominała mi w swojej formie nieco bardziej absurdalną niż zwykle powieść Zajdla: krótka, ale konkretna, miała za zadanie przede wszystkim pokazać nam system działania pewnego społeczeństwa. Przy tym miałam wrażenie, że to lektura nieco lżejsza niż twórczość naszego rodzimego autora.
Czemu lżejsza? Bo, jak już wspominałam, jest bardziej absurdalna. To science-fiction powstało w 1963 roku i jak najbardziej jest to widoczne. Autor nie próbuje nam wyjaśniać mechanizmów lotu w kosmos ani powodów ich wycieczki: ot, lecą sobie, bo mogą. Jeśli wyjaśnia jakieś mechanizmy, to tylko dlatego, że są niezbędne dla linii fabularnej. Zresztą nie sądzę, by miały jakiś większy sens: w końcu to nie jest sedno tej książki. Sednem jest sama idea – świat, w którym to małpy, nie ludzie, wyewoluowały na władców planety.
Ta książka nie ma wiele współnego z ekranizacją
Po spotkaniu z książką prędko zabrałam się za ekranizację z 2001 roku, bardzo szybko ją wyłączając: jeśli oglądaliście ją, wiedźcie, że przedstawione tam społeczeństwo zwierząt nie ma kompletnie nic wspólnego z oryginałem. Tu ludzie nie mówią. Tu ludzie są zwierzętami i jak takowe są traktowani; małpa oznacza człowieka, zaś człowiek jest jej odpowiednikiem w społeczeństwie. Traktowany jest z pewną dozą szacunku, jednak wykorzystuje się go do badań. Miałam wrażenie, że autor zastanawia się przede wszystkim nad traktowaniem zwierząt na Ziemi: dzięki odwróceniu ról zostajemy zmuszeni, by nad tym pomyśleć i się nad tym zastanowić.
Naszym głównym bohaterem jest Ulisses i to jego oczami obserwujemy świat przedstawiony. To całkiem sympatyczny i odważny człowiek, który próbuje poradzić sobie w obcym, niekoniecznie przyjaznym świecie. Poza nim bardzo istotna jest jego małpia powierniczka Zira, bez której fabuła stałaby w miejscu: tak samo jak on jest dość bystra i miła. Jednocześnie nie brakuje jej oddania w przyjaźni, przez co trudno nie poczuć do niej nici sympatii. Poza tą dwójką postacie pojawiają się raczej sporadycznie, w czym zresztą nie ma nic dziwnego: to w końcu niedługa książka i trudno byłoby porządnie scharakteryzować ogromną liczbę bohaterów. Mimo to postacie drugoplanowe także występują i są na tyle klarowne, że nie sposób ich ze sobą pomylić.
Nie powiedziałabym, że „Planeta małp” Pierre’a Boulle’a to nadzwyczajna powieść, niemniej wpisała się już w kanon science fiction. A że jest krótka, przyjemna w odbiorze i porusza ciekawy motyw, wydaje mi się, że warto zajrzeć do jej wnętrza, by przekonać się, co takiego skrywa.
Widziałem już wiele dziwnych rzeczy do czasu przybycia na planetę Soror. Sądziłem, że jestem do tego stopnia oswojony z obecnością małp i ich zachowaniem, że już nic nie będzie w stanie mnie zaskoczyć. Tymczasem wobec niesamowitości widoku, który roztaczał się przed moimi oczami, doznałem zawrotu głowy i znowu wydawało mi się, że śnię.
Fragment „Planety małp” Pierre’a Boulle’a

Tytuł: Planeta małp
Autor: Pierre Boulle
Tłumaczenie: Krystyna i Krzysztof Pruscy
Liczba stron: 208
Gatunek: science-fiction
Wydanie: Amber, Warszawa 2014