„Riverdale” obejrzałam w 2018 roku. W momencie premiery to był naprawdę popularny serial, dlatego zależało mi, by się z nim zapoznać. Jak mi się wówczas spodobał? Sprawdź!

Sprawdź więcej filmów i seriali dla młodzieży!
Zagadka śmierci nastolatka z bogatej rodziny
Riverdale do niedawna było spokojnym, niezbyt dużym miasteczkiem. Wszystko zmienia śmierć nastolatka pochodzącego z wpływowej, bogatej rodziny. Grupa przyjaciół z liceum postanawia więc rozwiązać wiążącą się z nią zagadkę.
O tym serialu jest głośno, odkąd tylko się pojawił. Ekranizacja komiksów o Archiem Andrewsie wzbudziła nostalgiczne uczucia zarówno u tych, którzy czytali jego przygody, jak i u młodszego pokolenia, przedstawiając mu historię paczki przyjaciół z Riverdale. Ja sama postanowiłam obejrzeć pierwszy sezon, aby sprawdzić, o co w tym wszystkim chodzi. Nie żałuję, chociaż skłamałabym, mówiąc, że jestem wielką fanką tej historii.
„Riverdale” wygląda ładnie
Zacznijmy od tego, co od razu rzuca się w oczy. „Riverdale” po prostu wygląda bardzo ładnie. Zdjęcia do serialu są kolorowe i bardzo „klarowne”, zwracają uwagę i sprawiają przyjemność oglądającemu.
Sama historia serialu to po prostu teen drama połączona z wątkiem kryminalnym. Opowieść raczej prosta i przyjemna, która spokojnie mogłaby lecieć na kanałach pokroju Disney XD, gdyby nie jej wysoki budżet. W niektórych sytuacjach mocno kojarzyła mi się ze „Scooby-Doo”: tak jak i tam, czasem w „Riverdale” nasza paczka przyjaciół postanawia odkryć prawdę, zakradając się do różnych miejsc.
Stereotypowi bohaterowie ciekawie się rozwijają
Bohaterowie serialu to postacie stosunkowo stereotypowe, które jednak ładnie rozwijają się na przestrzeni wszystkich odcinków, czasami łamiąc przypisane sobie cechy. Mimo to i tak w gruncie rzeczy można raczej nazwać ich jednym słowem. Betty (Lili Reinhart) to „ta grzeczna”. Veronica (Camila Mendes) jest „tą fajną”, a Jughead (Cole Sprouse) to „ten z problemami”. Nie brakuje nam też ani „cheerleaderki”, czyli Cheryl (Madelaine Petsch), ani „geja”, czyli Kevina (Casey Cott).
Archie (K. J. Apa) także jest raczej stereotypową postacią: to ten idealny chłopiec, który jest przystojny, gra w futbol i potrafi „w muzykę”. Z tym że… jednocześnie jest najbardziej irytującą postacią w serialu, przynajmniej przez większość czasu. Jeśli coś robi, wiedz, że to zniszczy. Jeśli pojawi się jakiś problem, wiedz, że prawdopodobnie on będzie jego źródłem. W pewnym momencie robi się to wręcz nudne, zwłaszcza że to wokół niego wszyscy skaczą… Cóż, bywa i tak, prawda?
Poza głównym bohaterem pozostałe postacie są raczej sympatyczne. Chyba że mają irytować, tak jak Cheryl: wtedy irytują aż do bólu. Niemniej chyba największą sympatią zapałałam do dwójki z nich. Pierwszą jest Veronica: fajna laska, która nie da sobie w kaszę dmuchać i zwykle myśli dość logicznie. Drugim bohaterem jest Jughead, grany przez aktora, który zabłysnął dzięki Disney Channel, przez co serial tym bardziej kojarzy mi się z tego typu produkcjami. Niemniej Cole Sprouse zagrał tę postać naprawdę przyzwoicie, a ona sama w sobie jest chyba najbardziej rozbudowanym charakterem w „Riverdale”.
Muszę wspomnieć też nieco o rodzicach naszych bohaterów. O ile nasza młodzież to raczej dobre dzieciaki, o tyle ta dorosła część obsady, z jednym wyjątkiem, to banda dziwaków, z których każdy ma coś za uszami. Nie jest to bezcelowe: to właśnie spośród ich kłamstewek i knowań nasi bohaterowie będą musieli wyciągać wnioski i rozwiązywać zagadkę, która zostanie przed nimi postawiona.

Co z zagadką kryminalną w „Riverdale”?
Sama zagadka zaś… czasami nie ma sensu. Zwłaszcza na początku wydawała mi się po prostu głupia. Niemniej… w dziwny sposób wciąga i sprawia, że chcesz wiedzieć, co będzie dalej. Co z tego, że większość odcinków to romanse i prywatne dramaty postaci, które są raczej średnio intrygujące: będziesz oglądać kolejny odcinek, bo przecież trzeba dowiedzieć się, kto zabił. Wydaje mi się, że to właśnie to, w połączeniu z sympatycznymi postaciami, sprawia, że „Riverdale” tak dobrze działa.
Oglądanie „Riverdale” sprawiło mi pewną przyjemność. To była po prostu miła przygoda. Czy coś więcej? Nie wydaje mi się – za dużo w tym dramy dla nastolatków, z której już dawno wyrosłam, a z samymi komiksami nie byłam nigdy związana. Ale jeśli lubicie tego typu klimaty, to polecam zapoznać się z „Riverdale”, bo raczej nie będziecie żałować.

„Riverdale”, sezon 1
serial młodzieżowy