„Marzyciel” to wciąż jedna z moich ulubionych książek w swojej kategorii, mimo że poniższa recenzja powstała w 2018 roku, a kiedy piszę ten wstęp mamy 2026 rok. To naprawdę baśniowa, ładnie napisana powieść, nie tylko dla młodzieży, choć również jej dedykowana. Jak wówczas o niej pisałam?

Sprawdź więcej młodzieżowego fantasy: „Biały kruk” | „Król magii” | „Ruda sfora” | „Zakazane życzenie”
W poszukiwaniu zaginionego miasta
Lazlo od zawsze miał jedno marzenie: chciał odwiedzić zapomniane, mityczne miasto Szloch. Pracując w bibliotece, skrzętnie zbierał wszystkie informacje na jego temat. Gdy niespodziewanie pojawia się możliwość spełnienia tego marzenia, ma zamiar zrobić wszystko, aby do tego doprowadzić.
Niebieska okładka, na niej złota ćma, a na skrzydełkach zdjęcie autorki z soczyście różowymi włosami – „Marzyciel” zdecydowanie wygląda ładnie, ale przy tym raczej młodzieżowo. Opis Marzyciel też raczej to potwierdza: wynika z niego, że to właśnie takie książki ta autorka pisze. A jak się okazuje… tę pozycję wcale nie tak łatwo zakwalifikować w ten sposób.
„Marzyciel” to przede wszystkim powieść fantasy
„Marzyciel” to bowiem przede wszystkim książka fantasy z elementami realizmu magicznego i to jest jej, można by rzec, główna cecha. I choć owszem, w moim odczuciu ma w sobie elementy młodzieżowe, o których za chwilę napiszę więcej, to jednak wrzucanie tej książki do tego worka byłoby naprawdę sporym nieporozumieniem. Bo w tym przypadku uznanie, że to powieść dla młodzieży, jest pewną jej cechą, a nie — jak zwykle bywa w takich lekturach — definicją.
Laini Taylor serwuje nam naprawdę magiczną powieść. Książkę, która może nie zawiera wybitnie oryginalnych pomysłów, ale tak dobrze bawi się znanymi motywami, że w tym przypadku nie ma to absolutnie żadnego znaczenia. Już sam prolog sugeruje, że to nie jest zwyczajnie napisana książka: język autorki jest bardzo baśniowy i poetycki. Przy okazji jest raczej opisowy, ale w ten pozytywny sposób, który pozwala nam świetnie wyobrazić sobie świat. Przyznam szczerze, że zwykle, czytając coś, bohaterowie w mojej głowie jawią się jako beztwarzowe istoty z włosami w konkretnym kolorze, bo tylko to zostało przez autora podane. W przypadku „Marzyciela” tego problemu nie ma: autorka naprawdę dobrze maluje obrazy zarówno postaci, jak i świata przedstawionego.

„Marzyciel” ma wolny rozpęd
Opowieść, którą snuje autorka, w moim odczuciu zaczyna się naprawdę baśniowo i po prostu dobrze, jednak muszę przed nią niektórych przestrzec. „Marzyciel” zaczyna się od drobnej zabawy z czasem i od rzeczy istotnych fabularnie, ale jednocześnie pozbawionych nadmiernej akcji. Lepiej się jednak tym nie zrażać: w trakcie trwania historii opowieść się rozwija i powoli nabiera tempa, chociaż należy pamiętać, że przez baśniowy klimat całości raczej daleko tej przygodzie do powieści sensacyjnej.
Jak już wspominałam, nie mamy tutaj raczej rzeczy nadzwyczaj odkrywczych. Już sam opis sugeruje, że nasz bohater to ten jedyny, wyjątkowy, który ma do spełnienia pewną misję. Na całe szczęście „Marzycielowi” udaje się ominąć problemy z tym związane. Nie myślcie, że Lazlo od razu będzie strzelał promieniami z oczu i że już po chwili będzie doskonale walczył mieczem — on mimo wszystko cały czas pozostaje bibliotekarzem, człowiekiem umysłu i chwała autorce za to.
Oczywiście pewna powtarzalność schematów w samej historii nie oznacza, że nie mamy tu rzeczy kreatywnych. Autorka zdecydowanie miała dobry pomysł na świat, który przez swoją baśniowość nie wymaga map czy ogromnej ilości krain. Magiczne moce, które się tutaj pojawiają, w większości przypadków są wprawdzie powtarzalne, ale to, w jaki sposób działa umiejętność jednej z głównych bohaterek, Sarai, jest naprawdę pięknym obrazem.
To książka dedykowana młodzieży, ale..
Wróćmy jednak na chwilę do kwestii „Marzyciela” jako powieści młodzieżowej. Bo jak wspominałam, ta książka zdecydowanie ma w sobie takie elementy. Poza motywem wyjątkowego bohatera mamy tu też raczej młodych bohaterów. Pojawia się także romans, który zaczyna się bardzo delikatnie i subtelnie, ale z czasem traci swoją niewinność. No i mamy też czarny charakter, który jest w sumie moim jedynym zarzutem co do całości.
Nie będę tu zdradzać, kto jest tym głównym „złym”, ale przyznaję, że od mniej więcej połowy książki ten charakter z rozdziału na rozdział coraz bardziej mnie irytował. Choć rozumiem zamysł autorki, to po prostu czasem wydawał mi się wręcz infantylny, wyjęty żywcem z pierwszych filmów Marvela, gdy ten nie potrafił jeszcze budować takich postaci. Niemniej, na całe szczęście nie do końca o niego tu chodzi, a koniec końców wszystko splata się tak, że ta postać jest faktycznie bardzo istotna dla całości.
Jak kończy się „Marzyciel”?
Wspomnieć muszę też o zakończeniu. Skłamałabym, mówiąc, że nie domyśliłam się go w trakcie. Nie zmienia to faktu, że całość kończy się olbrzymim cliffhangerem, dlatego jeśli nie lubicie przerywać książki w takich momentach, lepiej zrobicie, jeśli poczekacie na kolejne tomy serii.
„Marzyciel” naprawdę pozytywnie mnie zaskoczył. Po czymś, co często określa się mianem powieści młodzieżowej, nie spodziewałam się wiele, a dostałam naprawdę dobrą historię, która jakością przewyższa wiele książek fantasy. Poza tym dzięki swojej baśniowości być może trafi do tych, którzy nie lubią mocnych, bardzo konkretnych światów rodem z „Władcy Pierścieni”, i może okazać się świetnym startem z fantastyką samą w sobie. Nie pozostaje mi nic innego, jak ją po prostu polecić: to kawałek bardzo przyjemnej przygody, którą warto przeżyć na własnej skórze.
Bo czymże innym jest człowiek, jak nie kompletem złożonym z wycinków pamięci i skrawków doświadczeń, zestawem określonych komponentów, które można nieograniczenie układać w rozmaite wzory?
Fragment „Marzyciela” Marzyciel

Tytuł: Marzyciel
Tytuł serii: Strange the Dreamer
Numer tomu: 1
Autor: Lani Taylor
Tłumaczenie: Bartosz Czartoryski
Liczba stron: 512
Gatunek: fantasy
Wydanie: SQN, Kraków 2018