„Hotel Bertam” był chyba jednym z moich największych rozczarowań, jeśli chodzi o książki Aghaty Christie. Nie wiedzieć czemu w 2018 roku, kiedy się za niego zabierałam, spodziewałam się dreszczowca. Co wówczas pisałam o tej powieści i czy to może być coś dla Ciebie?

Dowiedz się więcej o Aghacie Christie i jej twórczości!
Panna Marple odkrywa, że coś tu nie gra…
Panna Marple przybywa do Hotelu Bertram: niezwykłego miejsca utrzymanego w staroangielskim stylu. Prędko odkrywa, że coś jest z nim nie tak… ktoś znika, coś zostaje skradzione. Nie brakuje także zamachu. Starsza pani postanawia rozwikłać zagadkę hotelu.
Często piszę opinię o książce tego samego lub następnego dnia po jej przeczytaniu. W przypadku „Hotelu Bertram” minął ponad tydzień… i przyznam szczerze, że była to powieść na tyle nijaka, że po prostu jej detale zaczynają mi już umykać. W ostatnim czasie poznałam kilka książek Agathy Christie i ta, jak na razie, była chyba tą najsłabszą. Kolejna przygoda panny Marple jest po prostu ze wszech miar przeciętna, a na dodatek dość chaotyczna.
Christie nie potrafi pisać mroczniejszych historii
Opis z tyłu okładki w moim wydaniu sugeruje thriller, ale w praktyce z thrillerem „Hotel Bertram” raczej nie ma nic wspólnego. Christie chyba po prostu nie potrafi pisać mrocznych, budzących dreszcze powieści: jej styl jest na to zbyt „czysty”. Brakuje w niej tej specyficznej tajemniczości, która sprawia, że mamy do czynienia z thrillerem, a nie z kryminałem.

„Hotel Bertam” to eksperyment Christie?
Inne poznane przeze mnie powieści tej autorki były bardzo proste fabularnie. Mamy zagadkę i dążymy do jej rozwiązania, co jest po prostu typowe dla klasycznego kryminału. W „Hotelu Bertram” autorka chyba chciała trochę poeksperymentować, dlatego zamiast jednej głównej zagadki wrzuciła nam ich kilka, z czego dwie wychodzą na pierwszy plan. Teoretycznie wszystko potem jakoś łączy się w całość, ale w trakcie czytania śledzenie tego jest po prostu chaotyczne i niezbyt przyjemne. Jednak od książek Christie oczekuje się czegoś innego. Poza tym jej powieści są raczej krótkie, przez co przy większej liczbie wątków trudno o brak chaosu.
Sam hotel, w którym ma miejsce większa część akcji, to ciekawe miejsce, a osoba, która go prowadzi, ma naprawdę interesującą filozofię dotyczącą tego, jak należy nim zarządzać. Dlatego to zdecydowanie miejsce, w którym fajnie byłoby się znaleźć. Niemniej na tym jego zalety w tej książce raczej się kończą. Jak już wspominałam, styl Christie nie jest na tyle klimatyczny, by wydobyć z tej lokacji tyle, ile można by było.
Do tej powieści Christie na pewno nie wrócę. Jeśli czytacie (lub planujecie przeczytać) wszystkie książki tej autorki, pewnie tak czy siak po nią sięgniecie. Jeśli nie, lub po prostu chcecie przeżyć swoje pierwsze spotkanie z tą pisarką, „Hotel Bertram” po prostu odradzam. Christie ma w swoim dorobku zdecydowanie lepsze rzeczy.
Czasem widzimy ludzi, którzy robią coś niemądrego, nawet niebezpiecznego. Ale czy mamy prawo interweniować? Jestem zdania, że z reguły nie.
Fragment „Hotelu Bertram” Agathy Christie.

Tytuł: Hotel Bertam
Tytuł serii: Panna Marple
Numer tomu: 10
Autor: Aghata Christie
Tłumaczenie: Krystyna Bockemheim
Liczba stron: 248
Gatunek: kryminał
Wydanie: Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2016