„Wieczny dwór” czytałam w ramach współpracy z portalem Czytam Pierwszy w 2018 roku. To drugi tom z cyklu „Rycerze Pożyczonego Mroku”, książek fantasy dla młodzieży, które trafiły na irlandzką listę lektur szkolnych. Niestety, kolejne części chyba u nas w ogóle się nie ukazały. Jak podobała mi się wówczas ta książka i czy warto zabrać się za ten cykl?

Sprawdź poprzedni tom: „Rycerze Pożyczonego Mroku”
Denzin dostaje podziękowanie od Bezkresnego Króla
Denzin szkoli się na Rycerza Pożyczonego Mroku, osobę chroniącą świat przed przybywającym z innego świata złem. Niespodziewanie cały jego Zakon dostaje list od Bezkresnego Króla, który chce odwdzięczyć się chłopcu za to, że pół roku wcześniej uratował jego córkę.
Powieści fantasy dla tej młodszej młodzieży rzadko kiedy są wybitnymi dziełami: zwykle powtarzają znane schematy i nie wnoszą nic nowego do gatunku. Drugi tom „Rycerzy Pożyczonego Mroku”, czyli „Wieczny dwór”, nie jest od tej reguły wyjątkiem. Na dodatek niewątpliwie cierpi na coś, co często przydarza się trylogiom: jest częścią mocno przejściową.
„Wieczny dwór” to dwa główne wątki
W drugiej części powieści jednocześnie obserwujemy dwa wątki: ten dotyczący Denzina oraz jego szkolenia i perypetii oraz inny, zupełnie nowy w serii. Dotyczy on pary bliźniąt wychowywanych w zamknięciu i szkolonych przez Dziadka, będącego fanatycznym wyznawcą Łaski. I choć obydwa wątki zazębiają się, a w końcu łączą, to naprawdę nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że ten tom jest po prostu mocno chaotyczny. Dlaczego?
Z jednej strony opowieść dotycząca Denzina nie jest już tak konkretna jak w tomie pierwszym. Bohater wraz z sojusznikami ma spotkać się z przedstawicielami odwiecznych wrogów Zakonu, jednocześnie przeżywa pierwsze młodzieńcze zakochanie i… właściwie to byłoby na tyle. Drugi wątek zaś próbuje być tym „mrocznym”, tajemniczym. Niemniej całość łatwo da się przewidzieć, mimo że autor usilnie stara się trzymać jak najwięcej w tajemnicy, tworząc sporą liczbę niedopowiedzeń. Zakończenie zaś niekoniecznie wyjaśnia wszystko w sposób zupełnie dosłowny i sprawia, że z wątku Denzina w gruncie rzeczy absolutnie nic nie wynika: równie dobrze chłopiec mógłby pojawić się tylko w pierwszym rozdziale i w finale, a w środku powieści mogliby istnieć jedynie nowi bohaterowie.
Muszę jednak przy okazji przyznać, że w takiej sytuacji mogłabym skończyć lekturę mocno zirytowana: ta tworzona na siłę tajemniczość nie była czymś dla mnie przyjemnym, a sielskie życie Denzina miało w sobie jakiś urok.

Ta książka fantasy trochę mnie zaskoczyła
Rudden zaskoczył mnie jednak jedną rzeczą: opisami. W niektórych fragmentach kreuje rzeczywistość naprawdę elegancko. Niestety raczej się na tym nie skupia, woląc opisywać, jak Denzin wymyśla kolejne „Zmarszczenie brwi nr X”, co pojawia się już od pierwszego tomu i teoretycznie jest żartem, ale… mnie osobiście absolutnie „nie rusza”. Niemniej jego styl w dalszym ciągu jest prosty i lekki, przez co tę lekturę można niemal dosłownie połknąć. Jej przeczytanie zajmie dorosłej osobie co najwyżej kilka godzin.
Muszę dodać, że dość dużo chaosu do tekstu wprowadzają myśli bohaterów: zapisane kursywą skutecznie wytrącają z lektury, a na domiar złego jest ich tu naprawdę dużo. Ponadto mam wrażenie, że w oryginale tekst wypada lepiej: wiele tłumaczonych na język polski „magicznych” nazw brzmi wręcz śmiesznie i głupio.
Moje „ogólne” zdanie na temat „Rycerzy Pożyczonego Mroku” jako serii nie ulega zmianie: to książki dla młodszej młodzieży, które jako takie prawdopodobnie sprawdzą się całkiem nieźle. Niestety, zamiast po debiucie napisać lepszą powieść, Rudden nie najlepiej rozplanował akcję drugiego tomu, przez co tak zwana „klątwa drugiego tomu” dotknęła także „Wieczny dwór”.
– Och, przepraszam, nic ci nie jest?
Niestety, nauka niektórych lekcji przychodziła łatwiej niż innych.
– Nie – mruknął w podłogę. – Tylko daj mi chwilę.
Nie widział, jak Darcie rusza stopą. Dlaczego ludzie mają tyle kończyn?
Ogień warczał i szczerzył kły w jego sercu, Denzin wyobrażał sobie, jak zlizuje krople bólu. To trochę pomogło, choć jutro w tych miejscach i tak zakwitną sińce.
Fragment „Wiecznego dworu” Dave’a Ruddena

Tytuł: Wieczny dwór
Tytuł serii: Rycerze pożyczonego mroku
Numer tomu: 2
Autor: Dave Rudden
Tłumaczenie: Dominika Rzepeczko
Liczba stron: 351
Gatunek: młodzieżowe fantasy
Wydanie: Wydawnictwo Jaguar, Warszawa 2018
1 thought on “Wieczny dwór: Klątwa drugiego tomu [recenzja] [archiwum]”