„Dżozef” to było moje pierwsze spotkanie z realizmem magicznym w dość czystej postaci oraz z twórczością Jakuba Małeckiego. Czytałam ją w ramach współpracy z portalem Czytam Pierwszy. Jak podobała mi się ta powieść w 2018 roku i czy warto po nią sięgnąć? Dla kogo będzie najlepsza?

Dowiedz się więcej o twórczości Jakuba Małeckiego!
Joseph Conrad w szpitalu?
Grzegorz trafia do szpitala. Przebywa w sali wraz z trójką innych pacjentów. Jeden z nich, Czwarty, zaczyna podawać się za Josepha Conrada i opowiada historię kilkuletniego Stasia, który z drewna tworzy figurkę kozła.
Są autorzy, o których nie słyszałam praktycznie słowa krytyki. Do takich niewątpliwie zalicza się Jakub Małecki: nie pamiętam, bym choć raz przeczytała lub usłyszała opinię kogoś, kto otwarcie by go krytykował. Gdy nadarzyła się okazja, sięgnęłam więc po jego „Dżozefa”, z jednej strony nie spodziewając się niczego konkretnego (unikałam nawet czytania opisu z tyłu okładki), z drugiej mając dość wysokie oczekiwania. Muszę przyznać, że twórczość tego autora mnie nie zawiodła, chociaż książki pokroju tej konkretnej nie są literaturą, którą mam ochotę czytać na co dzień. Czemu?
Realizm magiczny wzbudza we mnie dyskomfort
„Dżozef” to powieść, która była dla mnie pierwszym tak bliskim spotkaniem z realizmem magicznym, dokonanym z własnej woli. Moja relacja z tym gatunkiem nie należy do prostych: nie wiem o nim zbyt wiele i jednocześnie wzbudza we mnie pewien dyskomfort. Często zawiera dużą ilość absurdu i sytuacji, których nie do końca da się wytłumaczyć, a to jest dla mnie źródłem niepokoju. Niemniej Małecki tak zgrabnie połączył wątki w „Dżozefie” i dodał do tej lektury tyle ciepłej, przyjemnej polskości, że czas spędzony z nią upłynął mi naprawdę szybko i całkiem sympatycznie.
Całkiem — bo tak czy siak odrobinę tego dyskomfortu jednak odczuwałam. Nie zmienia to jednak faktu, że styl autora jest naprawdę dobrze wyważony, dzięki czemu z jednej strony tekst bardzo szybko się czyta, a z drugiej nie ma się wrażenia, że to jedynie puste słowa, absolutnie nic niewnoszące do naszego życia. Na dodatek Małecki bardzo dobrze prowadzi dwa istotne dla fabuły wątki, które wzajemnie się przeplatają i łączą, tworząc ostatecznie jednolitą historię.
Czy „Dżozef” to dresiarska historia?
Czytając o „Dżozefie” w sieci już po lekturze, wyczytałam, że wiele osób widzi w tej historii „powieść dresiarską”. Ja osobiście nie do końca potrafię się z tym stwierdzeniem zgodzić. Owszem, główny bohater, Grzegorz, jest przedstawiany jako „dres”, jednak nie jest to istota historii. Ta postać to przede wszystkim narrator całej opowieści, który przez większość czasu obserwuje dziejące się wokół niego dziwy: ci, którzy szukają w tej książce z żółtą okładką kibolskich bójek i dyskusji spod monopolowego, raczej tego w niej nie znajdą.
Ta powieść Małeckiego mocno nawiązuje do twórczości Josepha Conrada. Przyznaję bez bicia: nie znam za dobrze tego autora. „Jądro ciemności” czytałam co najwyżej we fragmentach i absolutnie nie byłam nim zainteresowana, po inne tytuły nie próbowałam sięgać. Mimo to i tak wyczułam duży szacunek autora do tego twórcy, jednocześnie nie mając wrażenia, że nie rozumiem tej opowieści. Dlatego mam wrażenie, że z jednej strony osoby lubiące Conrada będą dobrze się bawić, wyszukując nawiązania do jego historii (których ja oczywiście zapewne nie wyłapałam), a osoby, które go nie znają, po prostu zwrócą uwagę na inne szczegóły tej historii.
Swoboda interpretacji
Zdecydowaną zaletą „Dżozefa” jest fakt, że to powieść pozwalająca czytelnikowi na pewną swobodę interpretacji: nie każdy szczegół mamy tu podany na tacy, nie wszystkiego możemy być pewni. To zdecydowanie lektura, która może zmusić do przemyśleń, choć muszę dodać, że jedno z „podsumowań”, które na końcu wysnuwa narrator, wydało mi się nieco naciągane w kontekście całej historii. Nie będę go tutaj jednak przytaczać, bo musiałabym przytoczyć zbyt dużo treści samej książki.
„Dżozef” był lekturą nieco inną niż te, które czytam zazwyczaj, ale chyba taka odskocznia była mi naprawdę potrzebna. Cieszę się, że miałam okazję poznać kolejnego dobrego polskiego autora: niewątpliwie polecę tę książkę jeszcze niejednej osobie, a sama pewnie za jakiś czas sięgnę po inne dzieła Małeckiego.
Trzeba przecież do tego nie lada jajec, żeby rzucić tak drugą osobę, z którą się tyle przeżyło. Wspólne doznania, przygody i wspaniałe chwile oblepiają człowieka jak taki słodki lep — coś miłego w dotyku, a jednocześnie cholernie zdradliwego, bo ani się człowiek zorientuje, a ten lep prowadzi przed ołtarz, do żłobka i życia bez sensu. Czasem dochodzi do tego miłość, i tym szczęściarzom zazdroszczę. Dużo częściej jednak, tak mi się przynajmniej wydaje, nie jest to miłość, ale ten zwyczajny słodki lep.
Fragment „Dżozefa” Jakuba Małeckiego

Tytuł: Dżozef
Autor: Jakub Małecki
Liczba stron: 320
Gatunek: realizm magiczny
Wydanie: SQN, Kraków 2018