„Podręcznik perswazji” czytałam w 2018 roku w ramach współpracy z portalem Czytam Pierwszy. Choć gdy piszę te słowa mamy 2026 rok to dalej uważam, że to jeden z największych książkowych scamów na jaki wpadłam. Bo ta książka miała być podręcznikiem, a tak naprawdę jest… No właśnie czym? Sprawdź poniższy tekst, aby się dowiedzieć.

Dowiedz się więcej o literaturze naukowej!
„Podręcznik perswazji” miał mi pomóc zdobyć wiedzę
Perswazja nas otacza: można ją znaleźć we wszystkich stosunkach międzyludzkich, od tych najbardziej prywatnych do wszelkiego rodzaju reklam i publicznych przemówień. Jakie są jednak jej konkretne techniki?
Czytałam i słuchałam na uniwersyteckich wykładach nieco o retoryce, o manipulacji czy o prowadzeniu firm pod kątem wizerunkowym. Nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się jednak, abym miała bezpośredni „kontakt naukowy” z perswazją: nie czytałam niczego z czymś takim w tytule, nie byłam też na żadnych wykładach czy prelekcjach, które miałyby bezpośrednio jej dotyczyć. Dlatego uznałam, że „Podręcznik perswazji” Mateusza Grzesiaka może dobrze sprawdzić się jako sprawdzenie mojej wiedzy czy możliwość douczenia się. Gdy jednak książka do mnie doszła, złapałam się za głowę, mając po prostu ochotę pytać się wszem i wobec: „Co to k***a jest?”.

Ta książka przypomina żart
Naprawdę, nie przesadzam. Nie należę do osób, które bardzo mocno szastają przekleństwami, ale po prostu bardzo zdziwiło mnie to, co dostałam. „Podręcznik perswazji” (umyślnie nie posługuję się całym, długim tytułem) najzwyczajniej w świecie przypomina żart. Książka nie jest długa: ma nieco ponad dwieście stron. Niemniej to normalne przy literaturze tego typu. Normą jednak jest też niewielka czcionka, dość duża liczba literek oraz raczej naukowy styl treści. „Podręcznik perswazji” wymyka się jednak wszelkim schematom. Czcionka jest olbrzymia, literek niemal w nim nie ma, a o jakimkolwiek stylu po prostu trudno mówić.
„Podręcznik perswazji” to wiele pustych stron
Po niedługim wstępie otwieramy bowiem magiczny rozdział „Techniki”, w którym autor już właściwie do końca książki przedstawia nam właśnie je, ale w sposób najuboższy z możliwych. To, co od razu rzuca się w oczy, to właśnie wspomniany przeze mnie brak liter. Każda „lewa” kartka książki jest po prostu pusta, z miejscem na notatki. Po prawej zaś mamy bardzo „głęboki” opis przedstawionej techniki, który zawiera: teorię (składającą się z dosłownie kilku zdań), praktykę (czyli jeden bardzo skrótowy przykład, jak praktycznie wykorzystać metodę) oraz przykłady (zwykle 2–4, w formie zdań wyjętych z dialogu i kontekstu). I właściwie to tyle: oto cały nasz „Podręcznik perswazji”.
Gdy zaczęłam „wgłębiać” się w techniki przedstawione przez autora, prędko odkryłam, że ja właściwie zdecydowaną większość z nich już znam. Jeśli nie poznałam jej z książki Roberta Cialdiniego „Wywieranie wpływu na ludzi” (która dla laika sprawdzi się o wiele lepiej od tego tytułu, bo jest po prostu opisowa i dość emocjonalna), to miałam ją na uniwersyteckich zajęciach z retoryki albo innego podobnego przedmiotu. Jednocześnie większość z tych technik to rzeczy, o których każdy z nas właściwie wie i potrafiłby je przeanalizować bez znajomości odpowiedniego nazewnictwa. Jedynie wielu z nas po prostu zapomina, by się czasem zatrzymać i pomyśleć nad tym, jak przebiega międzyludzka komunikacja.

A co z działem teoretycznym?
W trakcie lektury naszła mnie jeszcze jedna myśl. W większości przypadków autor mógłby kompletnie zrezygnować z działu „Teoria”. Wiele z tych technik to rzeczy bardzo, bardzo proste, których nazwa już wyjaśnia, o co w tym chodzi (a ewentualny przykład mógłby jedynie wyraźnie nam pokazać, że faktycznie o to chodzi), a sam opis potrafi być na tyle niekonkretny, że w chwili, w której czytałam go na głos drugiej osobie znającej tę technikę, nie podając jej nazwy, mój odbiorca nie był w stanie powiedzieć, o co w tym chodzi.
Notatki studenta na egzamin
To książka, która w swojej formie przypomina mi notatki studenta na egzamin, czy to z retoryki, czy z perswazji, a nie wygląda na odrębne, naukowe dzieło. Brakuje mi w niej właściwie wszystkiego. Dokładnej analizy perswazji i manipulacji, zastanowienia się nad tym tematem. Rozwinięcia technik. Faktycznego pokazania, jak wpływają na nas i jak możemy je wykorzystać. Jeden przykład to niestety zwykle za mało. Gdy czytałam wspomnianą już przeze mnie książkę Cialdiniego, miałam wrażenie, że właśnie tych opisów jest wręcz za dużo, ale jak widać, zupełne pozbawienie ich książki to też nie jest dobra droga.
Naprawdę nie mam pojęcia, dla kogo może to być dobra lektura. Dla studentów? Nie, student nauk społecznych czy humanistycznych będzie już znał rzeczy podane przez Grzesiaka. Marketingowca? On też będzie miał to wszystko w małym palcu. Dla osoby, która chce dowiedzieć się czegokolwiek w tym temacie i nigdy nie miała z nim styczności? Nie sądzę, aby taka „wyliczanka” technik faktycznie jej pomogła. Być może faktycznie to tytuł, który sprawdzi się jako repetytorium dla studentów, zwłaszcza biorąc pod uwagę ilość miejsca na notatki, ale wydaje mi się, że taniej wyjdzie po prostu wydrukowanie sobie definicji podanych na zajęciach.
Oczekiwałam, że z tego tytułu po prostu się czegoś dowiem albo przynajmniej przeczytam jakąś ciekawą, błyskotliwą myśl, coś, co zapadnie mi na dłużej w pamięć. A jednak – mam wrażenie, że nie dowiedziałam się absolutnie niczego. Że ta książka bardziej przypomina w swojej formie dziennik albo notatnik z ciekawostkami, a nie faktyczne dzieło o naukowej wartości. Nie polecam, chyba że kogoś w jakiś sposób naprawdę fascynuje forma, w jakiej autor postanowił pisać o perswazji.

Tytuł: Podręcznik perswazji
Liczba stron: 232
Gatunek: literatura naukowa
Wydanie: Onepress, Gliwice 2018