„Beatrycze i Wergili” to powieść, którą kupiłam na promocji w trakcie wycieczki do sklepu spożywczego. Nawet pamiętam jakiego. Nie był to więc zakup przemyślany; zobaczyłam, kupiłam i przeczytałam, it co. Jak podobało mi się to spotkanie z niekoniecznie typową dla mnie powieścią w 2018 roku?

Sprawdź też recenzję „Złodziejki książek”!
„Beatrycze i Wergili” to dziwna pozycja
Henry jest pisarzem. Gdy wydawca odrzuca jego powieść o Holokauście, wyprowadza się z żoną do wielkiego miasta. Tam poznaje mężczyznę zajmującego się wypychaniem zwierząt, który przez całe swoje życie próbuje stworzyć sztukę teatralną.
Czasem, gdy widzę książkę za dosłownie trzy, cztery złote, po prostu nie potrafię jej nie kupić. „Beatrycze i Wergili” to niedługa powieść, która właśnie w ten sposób wylądowała w moim koszyku w trakcie jakichś spożywczych zakupów. I choć nie żałuję, że książka do mnie trafiła, to muszę szczerze przyznać – jest to zdecydowanie dziwna pozycja.
Powieść pięknych cytatów i analizy Holocaustu
Książka Yanna Martela to powieść pełna pięknych cytatów, pełna pewnej próby analizy Holokaustu pod kątem sztuki i jednocześnie trochę pozbawiona konkretnej treści. To historia mocno metaforyczna, w której raczej trzeba doszukiwać się drugiego dna. Nie jest więc książką typową, nastawioną na rozrywkę czytelnika.
W związku z tym trudno tu mówić choćby o bohaterach. Henry to pisarz, który ma zastój twórczy spowodowany tym, że wydawca odrzucił jego dzieło, nad którym pracował przez pięć lat. Nie jest jednak jakoś szczególnie analizowany, nie poznajemy zakamarków jego psychiki. Człowiek, któremu Henry pomaga, jest zaś zbudowany na pewnych niedopowiedzeniach. Martel wymusza na nas domyślanie się, co kryje się za jego słowami i poczynaniami, i choć te najważniejsze kwestie dość szybko stają się jasne, to wiele z tego, co ten bohater robi, przynajmniej dla mnie do końca pozostaje poetyckim bełkotem.

Kim jest narrator tej powieści?
Narrator tej powieści stoi jakby z boku wszystkiego, często nawet nie podaje nam dokładnych faktów na temat postaci. Jednocześnie tę niedługą książkę czyta się naprawdę szybko. Mimo poetyckości i trudnej tematyki „Beatrycze i Wergili” napisane są przystępnym językiem, pozwalającym na płynną lekturę. Ponadto, przynajmniej polskie wydanie tej książki ma naprawdę olbrzymią czcionkę, w związku z czym po prostu nie da się jej czytać zbyt długo.
Co zaciekawiło mnie w tej książce najbardziej?
Jeśli miałabym wybrać coś, co zaciekawiło mnie w tej książce najbardziej, to wskazałabym sam jej początek, w którym autor analizuje, dlaczego Holokaust jest swego rodzaju „świętą krową”. Dlaczego, choć piszemy prozę wojenną – romanse osadzone w realiach II wojny światowej, powieści akcji czy kryminały – jednocześnie unikamy fabularyzowania tego jednego elementu II wojny światowej. Tego najbardziej okrutnego i tragicznego.
To dzieło Martela niewątpliwie jest powieścią ciekawą i intrygującą dzięki licznym niedopowiedzeniom oraz dość oryginalnym rozwiązaniom, które wybiera autor. Nie powiedziałabym jednak, że to książka, która szczególnie mnie urzekła. „Beatrycze i Wergili” były dla mnie ciekawą odskocznią i możliwością poznania trochę innej prozy, niż ta, po którą sięgam zazwyczaj, ale zdecydowanie nie czuję potrzeby, aby szukać podobnych dzieł. Na pewno jednak osoby, które lubią poetyckie i nietypowe podejście do literatury, znajdą w prozie Yanna Martela coś dla siebie.
Fikcję nie tak łatwo oddzielić od literatury faktu. Fikcja nie może być realna, ale jest prawdziwa; przekracza girlandy faktów, by dotrzeć do emocjonalnej i psychologicznej prawdy.
Fragment „Beatryczy i Wergilego” Yanna Martela

Tytuł: Beatrycze i Wergili
Autor: Yann Martel
Tłumaczenie: Andrzej Szulc
Liczba stron: 240
Gatunek: literatura współczesna
Wydanie: Albatros, Warszawa 2010