„Muza Koszmarów” jest ostatnim tomem dylogii Laini Taylor, opowiadającej o Lazlo, marzycielu-bibliotekarzu, który wyruszył do miasta swoich marzeń. Czytałam i recenzowałam tę powieść w 2019 roku w ramach współpracy z wydawnictwem SQN. Czy warto po nią sięgnąć? Sprawdź, czy to lektura dla Ciebie!

Sprawdź recenzję poprzedniego tomu: „Marzyciel”
Sarai czy mieszkańcy Szlochu?
Lazlo i Sarai są w końcu razem, choć nie do końca tak, jakby chcieli. Oboje stopniowo odkrywają swoje możliwości. Jednocześnie czeka przed nimi trudny wybór. Ktoś musi zginąć i będzie to albo Sarai, albo mieszkańcy Szlochu.
„Marzyciel” był chyba jednym z moich największych zaskoczeń 2018 roku: spodziewałam się powieści młodzieżowej, a dostałam książkę, którą właściwie trudno określić tym mianem. Miała wprawdzie drobne elementy sugerujące target, ale pod względem stylu autorki zdecydowanie odbiegała od mojej wizji typowej, amerykańskiej powieści fantasy dla młodych czytelników. Na kontynuację, czyli „Muzę Koszmarów”, naprawdę bardzo czekałam. Nie zawiodłam się na niej, choć w tym przypadku ta „młodzieżowość” jest jednak bardziej dostrzegalna.
„Muza Koszmarów” jest trochę bardziej młodzieżowa
A dostrzegalna jest – moim zdaniem – głównie przez pewien drobny dysonans, który autorka stworzyła w „Muzie Koszmarów”. Z jednej strony ponownie dostajemy absolutnie przepiękny styl Laini Taylor. Jej słowa układają się w przepiękne brzmienia, a porównania zaskakują. Ta odziana w czerwoną okładkę powieść zachwyca swoją wrażliwością, która jednocześnie nie jest w żadnym razie infantylna.
Z drugiej zaś strony dialogi w „Muzie Koszmarów” brzmią naprawdę młodzieżowo. Brakuje im tej głębi i mocy, którą mają opisy. Czasami wydają się spłaszczać nieco historię, sprowadzać ją na ziemię i choć są raczej przyjemne, to po prostu nie mają w sobie aż takiej magii. To jest zdecydowanie jedna z tych książek, w której czekałam na „ściany tekstu”, a nie na wymianę zdań między bohaterami.

Ta książka fantasy ma dość wysoki próg wejścia
Mimo powyższego „Muza Koszmarów”, podobnie jak poprzedni tom, ma jak na powieść młodzieżową naprawdę wysoki próg wejścia. Po części dlatego, że nie jest to typowe fantasy, a książka z elementami realizmu magicznego. Nie wszystko w świecie Taylor musi mieć pełny sens logiczny, nie wszystko musi być dokładnie wyjaśnione, a wiele rzeczy trzeba brać „na wiarę”, co nie każdemu czytelnikowi, zwłaszcza młodemu i niedoświadczonemu, może się spodobać. Niemniej to właśnie ta cecha sprawia, że czytanie „Muzy Koszmarów” przypomina bardzo baśniowy sen i nadaje jej tę niezwykłą, magiczną otoczkę.
Powieść fantasy o radzeniu sobie z traumą
Gdybym miała powiedzieć, o czym jest „Muza Koszmarów”, powiedziałabym, że to przede wszystkim powieść o osobach skrzywdzonych przez los i o tym, jak radzą sobie z traumą. Taylor porusza tę tematykę z naprawdę olbrzymią wrażliwością i wyczuciem, czasami wymuszając na czytelniku zatrzymanie się i przemyślenie pewnych faktów.

„Marzyciel” wydwał się bardziej magiczny
Przy tym wszystkim mam jednak wrażenie, że tom pierwszy był dla mnie bardziej magiczny. Nie czuję się wprawdzie zawiedziona tomem drugim, ale po prostu sam początek „Marzyciela”, stopniowe zagłębianie się w świat i sny Lazla miały w sobie pewną magię, której „Muza Koszmarów” po prostu nie była w stanie powtórzyć. Jednocześnie osobom, które nudziły się przez pierwszą połowę poprzedniej części, powinien spodobać się fakt, że w tym przypadku nie dostajemy tak długiego i powolnego wstępu.
„Muza Koszmarów” to po prostu dobra kontynuacja dobrej książki. Jest wprawdzie powieścią dedykowaną młodzieży, ale jednocześnie jest świetną historią w zupełnym oderwaniu od wiekowego targetu. Naprawdę, styl Taylor nie ma w sobie nic z prostoty i infantylności, która zwykle towarzyszy tego typu książkom, a sama historia jest tak magiczna i baśniowa, że wiek czytelnika pełni tu drugo- czy trzeciorzędne znaczenie. Dylogia Laini Taylor jest naprawdę oryginalną i ciekawą historią, po którą warto sięgnąć. Zwłaszcza że nie jest to wielotomowa seria, której kolekcjonowanie i czytanie zajmie lata.
Istniało takie słowo z mitologii: „sathaz”. Oznaczało pragnienie posiadania czegoś, co nigdy nie mogło być twoje. Oznaczało bezmyślną, beznadziejną tęsknotę, marzenie ulicznika o byciu królem, i pochodziło z opowieści o człowieku, który ukochał księżyc. Lazlo uwielbiał tę historię, lecz teraz ją znienawidził. Mówiła bowiem o pogodzeniu się z niemożliwym, a tego zrobić nie mógł. Gdy Sarai rozwiewała się w jego ramionach, był pewien jednego: musiał z tym walczyć.
Fragment „Muzy Koszmarów” Laini Taylor

Tytuł: Muza Koszmarów
Tytuł serii: Strange The Dreamer
Numer tomu: 2
Autor: Laini Taylor
Tłumaczenie: Bartosz Czartoryski
Liczba stron: 512
Gatunek: fantasy
Wydanie: SQN, Kraków 2019
1 thought on “Muza Koszmarów: Opowieść o traumie podana w baśniowy sposób [recenzja] [archiwum]”