„Bogowie muszą być szaleni” to kolejny tom o przygodach Dory Wilk. Przeczytałam go w 2020 roku przy okazji wznowienia serii, we współpracy z portalem Czytam Pierwszy. Dziś, w 2026 roku, nie sięgnęłam dalej po tomy poprzednie. Dlaczego? Sprawdź recenzję tego polskiego urban fantasy!

Sprawdź recenzje książek z cyklu o Dorze Wilk: „Złodziej dusz”
Wampiry zaginione w akcji
Thorn zaczyna huczeć od plotek. Dora, starając się dowiedzieć, o co im wszystkim chodzi, odkrywa, że dwa uratowane przez nią wampiry nie wróciły do swoich bliskich. Była policjantka razem ze swoim aniołem i diabłem wyrusza więc do Trójprzymierza, aby rozwiązać tę zagadkę. Wkrótce zaś w snach nawiedza ją tajemnicza bogini zwiastująca apokalipsę.
Nowe wydanie i wielkie oczekiwania
Wydawnictwo SQN niedawno zaczęło wznawiać pierwszą serię Anety Jadowskiej. Pierwszą książkę z tego cyklu, „Złodzieja dusz”, czytałam w czerwcu 2018 roku, jeszcze w starym wydaniu. I chociaż tomu pierwszego w tej edycji nie posiadam, to samo nowe wydanie wygląda tak czy owak zdecydowanie lepiej. Jest większe i ilustrowane. Seria ma też ciekawsze okładki, które niekoniecznie sugerują od razu policyjną historię. A to jest zdecydowanie na plus – bo Dora w tym tomie ze śledztwami nie ma nadmiernie wiele wspólnego.
No, może nie z założenia. Bo z założenia Dora Wilk wciąż pracuje jako śledcza, tym razem działając prywatnie. Sam zaś zarys fabuły też ma trochę wspólnego z kryminałem. Być może w tej części nie dostajemy morderstwa i nie próbujemy się dowiedzieć „kto zabił”, ale jakieś zagadki autorka również rzuca nam i swojej postaci pod nogi. Tyle tylko, że odnoszę wrażenie, jakby ta cała fabuła była tylko pretekstem.

Seks zamiast śledztwa – co kryje książka „Bogowie muszą być szaleni”?
Pretekstem do tego, by skupić się na seksie. Ponownie. Spora część „Bogowie muszą być szaleni” to nomen omen dość obyczajowe sekwencje, w których Dora zastanawia się, czy przespanie się z wyjątkowo przystojnym przyjacielem jest dobrym wyjściem, jednocześnie myśląc, czy przy tym nie zrani tego drugiego. W tej powieści nie ma rozdziału, w którym nie byłoby żadnych aluzji seksualnych. Ba, nawet magia jest rozpisana tak, by sprzyjała pisaniu o takich wątkach. W końcu Dora ma w sobie geny bogini miłości, a nie jest jedyną istotą, która włada zbliżonymi umiejętnościami.
Dlatego nawet gdy miałam już nadzieję, że ten wątek chociaż na chwilę ucichnie, po kilku stronach okazywało się, że główni bohaterowie ponownie podejmują temat. Przyznam, że chwilami robiło się to naprawdę męczące. Niestety nie jestem czytelniczką, która po powieść urban fantasy sięga po to, aby czytać o ładnych pupach na każdej stronie książki. Po prostu nie.
Mam problem z tymi relacjami
Zostając jeszcze na chwilę przy tym bardziej „obyczajowym” wątku powieści, muszę powiedzieć słowo o samych relacjach między postaciami. Bo właściwie to jest rzecz, którą miło wspominałam po „Złodzieju dusz” – może i tam tej seksualności było dużo, ale same postacie były po prostu sympatyczne. Po tym tomie mam zaś mocno rozdarte uczucia. Z jednej strony lubię, gdy bohaterowie zachowują się jak ludzie – naprawdę się lubią i naprawdę wspierają. To w książce widać. Problem polega na tym, że… aż za bardzo.
Przez to wzajemne słodzenie sobie nawzajem przestaje wyglądać jak ludzka relacja (postacie mogą być wiedźmami i diabłami fabularnie – ale psychologicznie to dalej ludzie). Mam wrażenie, że Jadowska po prostu trochę przesadziła w tej książce z próbą realizacji swoich własnych fantazji. Bo jasne, każdy chciałby mieć bliskich przyjaciół, a wiele kobiet chyba pragnęłoby mieć obok siebie silnych i przystojnych panów… tyle tylko, że ta powieść poszła w dość infantylną i nierealną stronę. Nie było to wprawdzie bardzo męczące (wolę takie podejście niż kompletny brak budowania relacji), ale nie mogę powiedzieć, by ten element wyszedł autorce szczególnie dobrze.
Ilustracje nijak mają się do opisu bohaterów
Wspomnieć muszę też o tym, że opis charakteru naszego anioła nijak się ma do ilustracji zawartych w książce. Według nich Joshua jest przystojnym, jasnowłosym metalowcem… podczas gdy samemu zachowaniu postaci jest często bliżej do Licha z książek Marty Kisiel niż do tego typu wizerunku.
Na dodatek deus ex machina i Mary Sue to w tej powieści wręcz norma. Dzieje się coś ryzykownego? OK! Dora ma nowe moce! Ktoś zaraz umrze! A nie! Bo Bóg nie chciał! Dlatego też trudno mi było traktować fabułę stworzoną przez autorkę na poważnie. Bo nawet jeśli na chwilę Miron i Dora zapominają o wspaniałości swoich pośladków i zaczyna dziać się coś angażującego, to ja jako czytelnik wiem, że główna bohaterka wyjdzie z tego bez szwanku. To nie pomaga w budowaniu dobrego napięcia.

Książka urban fantasy napisana lekkim stylem
To nie jest jednak tak, że tej książki nie da się czytać. Styl Jadowskiej jest bardzo prosty i mocno potoczny, przez co „Bogowie muszą być szaleni” wchodzą niezwykle szybko. Nie są może napisani najbardziej wybitną polszczyzną, ale przeczytanie tej pozycji w jeden dzień naprawdę nie będzie wyczynem. Wprawdzie czasem miałam wrażenie, że coś mi nie do końca pasuje w strukturze zdań (co przy Jadowskiej się niestety zdarza), a opisy postaci bądź miejsc polegają na: „ma piękne włosy i ładną kuchnię”, ale koniec końców – lektura mi się nie dłużyła. Chociaż tyle.
Nie wzbudziła moich większych emocji, ale…
Koniec końców, nie żywię do tej powieści ani jakichś większych pozytywnych, ani negatywnych emocji. Nie była w żadnym razie dobra, ale gdy coś czyta się tak szybko i lekko, trudno mi pałać jakąś wielką nienawiścią czy niechęcią. Rozumiem, jeśli komuś tego typu podejście do tworzenia powieści się podoba. Fanów niewymagających romansów nie brakuje i jeśli taka osoba po tę książkę sięgnie, to myślę, że nie będzie narzekać na lekturę. A może akurat po serii o Dorze Wilk sięgnie po inną, nieco bardziej ambitną fantastykę?
Ja jednak czuję się chyba nieco oszukana. Miałam nadzieję, że po debiucie Aneta Jadowska stworzyła już coś bardziej skupionego na samej fabule i kryminale, a dostałam powtórkę z części pierwszej. A szkoda, bo z tą historią można było zrobić sporo ciekawych i naprawdę fajnych rzeczy.
Zdaje się, że niezależnie od tego, co postanowiłam, już byłam mamunią dla dwóch wampirów. Nie ma jak świadome macierzyństwo. OK, można zaliczyć wpadkę, lekkomyślny sex, chwila zapomnienia, ale jak można nieświadomie adoptować dwa wiekowe wampiry? Moja matka byłaby zachwycona, gdybym zadzwoniła ze słowami: mamo, jesteś babcią, chłopcy są śliczni, mają nieco nietypowe potrzeby żywieniowe i są starsi niż cała rodzina razem wzięta ale polubisz ich na pewno.
Fragment „Bogowie muszą być szaleni” Anety Jadowskiej

Tytuł: Bogowie muszą być szaleni
Tytuł serii: Heksalogia o Dorze Wilk
Numer tomu: 2
Autor: Aneta Jadowska
Liczba stron: 464
Gatunek: urban fantasy
Wydanie: SQN, Kraków 2020
1 thought on “Bogowie muszą być szaleni: Kolorowa oprawa „Dory” i średniej klasy wnętrze [recenzja] [archiwum]”