„Diabeł na wieży” to moje czwarte książkowe spotkanie z twórczością Anny Kańtoch. Przyznaję na starcie: jej Domenic Jordan nie od razu skradł mi serce. Sprawdź moją opinię na temat tego kryminalnego fantasy z włoskim klimatem, pełnego demonów i zagadek.

Elegancja, magia i surowy debiut
Tajemniczy medyk, Domenic Jordan, przemierza XVIII-wieczny świat. Kierowany ciekawością, bada nietypowe przypadki, stykając się z magią i demonami.
„Przedksiężycowi” Anny Kańtoch to lektura praktycznie idealna – oryginalna, ciekawa, dobra zarówno na poziomie rozrywkowym, jak i intelektualnym. Nie mogłam więc poprzestać tylko na niej. Gdy tylko nadarzyła się okazja, kupiłam „Diabła na wieży”. To zbiór opowiadań zawierający debiut autorki z 2004 roku oraz pięć jej innych pierwszych tekstów, jakie zostały wydane w formie książkowej.
Konstrukcja świata i fascynujący główny bohater
Koncept, jaki stoi za tym zbiorem, jest wybitnie prosty i nienowy na naszym rynku. „Diabeł na wieży” przypomina opowiadania wiedźmińskie czy – nawet bardziej – cykl inkwizytorski Jacka Piekary. Tak jak i tam, nasz główny bohater to powiązany z religią (choć nie tak bezpośrednio) człowiek, który rozwiązuje magiczne zagadki. Podobnie jak u Piekary, świat udaje nasz własny, choć w tym przypadku miasta, lokacje, osoby czy rodziny są w pełni fikcyjne.
W przeciwieństwie jednak do opowieści o Mordimerze Madderdinie, Domenic Jordan jest postacią spokojniejszą, bardziej zamkniętą w sobie i inteligentniejszą. Jest też znacznie mniej wulgarny i o wiele bardziej elegancki, swoją konstrukcją przypominając nieco Sherlocka Holmesa. Jako że to właściwie jeden z moich ulubionych typów detektywów (a tych generalnie bardzo lubię), miał spore szanse, aby wpisać się do kanonu moich ulubionych bohaterów.

„Diabeł na wieży” nie jest idealny
Niestety, choć bardzo liczyłam na Kańtoch, to… to się niestety nie zdarzyło. Te opowiadania są debiutem autorki i to bardzo, ale to bardzo widać. „Diabeł na wieży” ma fragmenty wybitnie klimatyczne, a jego styl zapowiada już inteligentną i zgrabnie poprowadzoną narrację znaną z „Przedksiężycowych”. Ogół tych opowiadań wypada jednak dosyć miernie – autorce wyraźnie brakowało jeszcze warsztatu, aby tak prosty pomysł dobrze ograć.
W swoich tekstach autorka często skacze po narracjach. Buduje tajemnicę wokół Jordana, ale nie trzyma się jej odpowiednio. Spójrzmy choćby na tytułowe opowiadanie. Tekst zaczyna się z perspektywy innego medyka, z którym spotyka się Domenic. Widzimy go jego oczami; powoli zaczynamy zastanawiać się, kim jest ten tajemniczy i dobrze ubrany człowiek i dlaczego zachowuje się tak, a nie inaczej. A potem, zamiast trzymać się tego od początku do końca, autorka nagle przeskakuje na Jordana, niszcząc cały budowany dotąd suspens.
Kolejnym problemem jest samo budowanie zagadki. Mam wrażenie, że Kańtoch w tamtym okresie jeszcze nie do końca potrafiła kreować świat przedstawiony. Informacje, które podaje czytelnikowi, zwykle wydają się być niepewne i niedorobione. Zagadek nie rozwiązuje się więc płynnie: albo zbyt szybko da się odgadnąć zakończenie, albo Jordan dochodzi do konkluzji ot tak, bez odpowiedniej drogi dedukcyjnej. To psuje zaskoczenie. Niestety, kryminał fantasy jest często trudniejszy do napisania niż ten realistyczny, bo trzeba skutecznie wpleść w ekspozycję opis świata przedstawionego, ale robiąc to tak, by czytelnik nie połączył od razu wszystkich kropek.
Czy warto sięgnąć po książkę „Diabeł na wieży”?
Ze wszystkich opowiadań najbardziej podobało mi się chyba to zatytułowane „Serena i cień”. Było jednym z najdłuższych i naprawdę dobrze budowało klimat, choć i w nim nie wszystko gra doskonale. Niestety te pozornie drobne elementy sprawiały, że wybijałam się z lektury. Choć chciałabym uwielbiać Domenica Jordana – na tę chwilę nie umiem tego zrobić. Kańtoch przedstawiła jego oraz otaczającą go rzeczywistość zbyt topornie.
Zapewne sięgnę po kolejne tomy, choćby po to, aby sprawdzić, czy kolejne teksty będą warsztatowo lepsze. W końcu dobrze wiem, jak mocno wyrobiła się ta pisarka i mam szczere przeczucie, że kolejne opowiadania mają pełne prawo wypadać znacznie lepiej i płynniej. Przyznam jednak, że spodziewałam się czegoś lepszego. Sięgałam po ten zbiór z nadzieją na bardzo porządnie skonstruowane historie, a dostałam raczej dość zwyczajny i problematyczny debiut. Na szczęście z dwojga złego wolę to w tę stronę – zawsze cieszy mnie widok autorów, którzy faktycznie rozwijają się literacko.

Tytuł: Diabeł na wieży
Tytuł serii: Domenic Jordan
Numer tomu: 1
Autor: Anna Kańtoch
Liczba stron: 324
Gatunek: kryminał fantasy
Wydanie: Powergraph, Warszawa 2018