„Openminder. Tom 1. Koty” to powieść Magdaleny Świerszczek-Gryboś, która mimo nazwy po 7 latach od wydania nie doczekała się kontynuacji. Był to w pewnym sensie jej debiut; wcześniej wydawane przez autorkę książki ukazywały się metodą samowydawania. Czy podobała mi się ta lektura, która pojawiła się na rynku dzięki wydawnictwu SQN?

Sprawdź recenzje innych dystopii SF: „Twarzą ku ziemi” | „Silos” | „Różaniec” | „Futu.re”
Możemy kontrolować negatywne zachowania
Po odkryciu nowej technologii, pozwalającej na kontrolę ludzkich negatywnych zachowań, wybuchła wojna. Świat podzielił się na pół. W tej lepszej – bogatszej i cywilizowanej – połowie mieszka Nikodem, wyjątkowo utalentowany uczeń, który wraz z innymi sobie podobnymi rozpoczyna szkolenie na kogoś, kto w przyszłości może stanąć na czele swoich ludzi.
„Openminder” okazał się pozytywnym zakoczeniem
Skoro „Trupokupców” Świerczek-Gryboś uznałam za ciekawą lekturę, postanowiłam dać szansę debiutowi autorki. „Openminder” brzmiał jednak początkowo dość „strasznie”. Druga powieść tej pisarki jest dość specyficzna i kojarzy się raczej „ciężko”, a znając jej estetykę, wydawało mi się, że debiut może być podobny, lecz gorszy, słabszy. Recenzje zresztą też niekoniecznie mnie uspokajały, bo wiele z nich tę powieść po prostu dość mocno krytykuje.
Dlatego pierwsze ok. 170 stron książki (na nieco ponad 300 w sumie) okazało się pozytywnym zaskoczeniem. Choć w tekście nie brakuje neologizmów, język wydał mi się nieoczekiwanie przystępny, szczególnie że przecież w „Trupokupcach” potrafił być bardzo specyficzny, a co za tym idzie – bywał męczący. Debiut Świerczek-Gryboś jest zresztą książką kompletnie inną niż jej druga powieść, mimo że w obydwu pojawia się postapokaliptyczny motyw oraz raczej dość gęsty klimat.
Siła popkulturowych nawiązań
To, co jednak spodobało mi się szczególnie, ale jednocześnie dla wielu czytelników może być w tym przypadku wadą, to… nawiązania. Dlatego, że choć estetykę z autorką mamy kompletnie inną, to jednak do pewnego stopnia znamy bardzo podobne dzieła kultury. Nawiązania do polskiej fantastyki socjologicznej z lat 80. XX wieku czasem wręcz bezpośrednio kojarzyły mi się z Markiem Oramusem czy Maciejem Parowskim. Nie brakuje tu odniesień do tak znanych autorów jak Lem czy Sapkowski, a że na temat anime mam przynajmniej podstawową wiedzę, to i tu byłam w stanie te mrugnięcia okiem wyłapać. To było dla mnie naprawdę niezmiernie miłe przeżycie, dlatego że niełatwo jest znaleźć kogoś, kogo kręci zarówno starsza polska fantastyka, anime, jak i popkultura w ogóle.
Co z tą fabułą?
Pod kątem fabularnym sam początek jest dość ciekawy, ale raczej nie odbierałabym tej powieści jako ponadczasowej historii, która ma podjąć dyskusję z jakimś problemem społecznym bądź być krytyką obecnego systemu. Oczywiście pewnie i takie wątki da się tu znaleźć, ale dla mnie to jednak przede wszystkim zabawa i mieszanie motywów. Zupełnie mi to nie przeszkadzało i mimo że nie przepadam ani za mechami, ani za „Neon Genesis Evangelion” (do którego wg Pawła Majki autorka nawiązuje), to nie miałam zamiaru na to narzekać.

Druga połowa gubi rytm
Gorzej zrobiło się później. Miałam wrażenie, że po połowie książki autorka zgubiła gdzieś rytm. Zaczyna się dziać dużo, a właściwie – zbyt dużo, przez co przynajmniej ja traciłam zainteresowanie historią, traciłam jej sens i nie miałam większej ochoty brnąć dalej. Na dodatek, nawiązując do fantastyki socjologicznej, autorka sięga po brutalne motywy, które powinny szokować, ale mam wrażenie, że chwilami wypadają one dość prostacko.
Ciekawe podejście, ale…
„Openminder” to na pewno ciekawy debiut. W twórczości Magdaleny Świerczek-Gryboś jest coś unikalnego. Jednocześnie, czy jest to po prostu dobra powieść do „poczytania”? Wydaje mi się, że nie. Bo aby w pełni się w niej odnaleźć, dobrze byłoby znać przynajmniej kilka dzieł, z których autorka czerpie. Dlatego kompletnie nie dziwię się osobom, które przez tę powieść nie przebrnęły albo które po prostu się w trakcie lektury nudziły. Przy tym nie da się ukryć, że druga połowa powieści jest po prostu dużo słabsza. Ale jeśli ktoś z Was ma ochotę – proszę bardzo, możecie próbować dać tej książce szansę.

Tytuł: Openminder. Tom 1. Koty
Autor: Magdalena Świerczek-Gryboś
Liczba stron: 304
Gatunek: dystopia
Wydanie: SQN, 2019