„Podróże Guliwera” to klasyka fantastyki i utopia, do której nawiązuje wiele późniejszych dzieł. Poznałam ją w 2017 roku, ponieważ wygrałam tę powieść w konkursie blogowym, razem z powieścią „Karmin”. Jak podobało mi się to spotkanie z twórczością Swifta?
Ta historia (podobno) wydarzyła sie naprawdę
Lemuel Guliwer przedstawia dziennik ze swych niezwykłych podróży. Bo gdziekolwiek by się nie wybierał, i tak trafiał w miejsce inne i do tej pory nieodwiedzone przez człowieka. Niech jednak nie zwiodą was pozory fantastyki – ta historia (podobno) wydarzyła się naprawdę.
Są książki, które mogę recenzować: fantastyka w czystej postaci, z naciskiem na fantasy, to coś, w czym raczej czuję się dobrze. A są też te klasyczne, trudniejsze, które oceniło wielu przede mną i które oceni pewnie wielu po mnie, z o wiele większą wiedzą. Dlatego ten tekst do miana recenzji nawet nie może startować. Ale jeśli interesuje Was moja opinia o „Podróżach Guliwera”, a nie ich rzetelna ocena, to zachęcam do dalszego czytania.
To tłumaczenie z XVIII wieku!
Gdy wzięłam książkę w ręce, nieco się przeraziłam. Tłumaczenie z XVIII wieku? Bałam się trudnego stylu i słów, których nie zrozumiem. Na szczęście moje obawy okazały się płonne. Choć „Podróże Guliwera” nie są najlżejszą lekturą i ich język odbiega od naszego, dzisiejszego, to jak najbardziej da się je przyjemnie czytać. W niektórych chwilach miałam wręcz wrażenie, że czytam historię stylizowaną na starszą polszczyznę. Wprawdzie układ zdań czy sposób prowadzenia narracji odbiega od dzisiejszego i wymaga pewnego skupienia oraz cierpliwości, ale na swój sposób ciekawi, przynajmniej w początkowej fazie czytania.
„Podróże Guliwera” na początku mnie zachwyciły
Początkowo byłam tą książką naprawdę zachwycona. Może nie w ten „zwykły” dla literatury sposób, a w ten, który pojawia się, gdy poznajemy coś sprzed lat i choć wiemy, że mamy teraz „lepsze”, „przyjemniejsze” i „sprawniej działające” rzeczy, to fakt, że to stare „działa”, robi na nas ogromne wrażenie. Schody pojawiły się w moim wypadku nieco później…
Po pierwszych stu stronach lektury moje pozytywne emocje zaczęły opadać, a książka zaczęła się dłużyć. „Podróże Guliwera” opowiadają o kilku przygodach tytułowego bohatera, z których każda wygląda dosłownie identycznie. Guliwer staje się „rozbitkiem”, trafia do nieznanego nam, tajemniczego lądu, na którym mieszkają dziwni ludzie, i przez jakiś czas żyje wśród nich, opowiadając nam o nich. A każdy z ludów ma w sobie coś podobnego: wprawdzie niby mają inne główne cechy, ale sam klimat każdej z podróży i to, jak przebiegają, jest identyczne.
To podobno satyra na Brytyjczyków
Podejrzewam, że gdybym więcej wiedziała o Swifcie i Anglii z XVIII wieku, pewnie wypatrzyłabym na kartach tej historii więcej niż proste i schematyczne przygody – niestety moja wiedza w tym wypadku kuleje i nawet nie chciałam rozważać tej książki jako satyry na Brytyjczyków. Niemniej te żarty, które udało mi się wyłapać, były naprawdę trafne i gdybym wiedziała więcej, pewnie na nudę bym nie narzekała.
Choć cieszę się, że poznałam „Podróże Guliwera” i wiem, że czas z lekturą nie był zmarnowany, to jednak nie jest to książka, którą mogłabym czytać codziennie przez resztę mojego życia, bo po prostu nieźle bym się na tym wynudziła. Niemniej to naprawdę książka warta poznania, pod warunkiem, że czytelnik czuje się gotowy na nieco trudniejszy styl i kontakt z klasyką literatury.
A warto ją poznać choćby z dwóch powodów: po pierwsze, by mieć kontakt ze starszym polskim i wiedzieć, jak kiedyś wyglądał. Po drugie – po to, by w końcu rozumieć, o co chodzi z tym całym Guliwerem: bo w końcu każdy wie, że był w historii literatury taki pan, który podróżował i poznał małych ludzików, ale tak naprawdę mało kto postanowił się z nim osobiście spotkać.
Na to nam jest dane używanie mowy, żebyśmy się wzajem rozumieli i przekazywali sobie wiadomości o rzeczach, które są. Owóż jeśli się mówi rzecz jaką, która nie jest, nie osiąga się tego celu, bowiem ja nie rozumiem tego, co ty mówisz, i nie wyprowadzasz mnie z mej niewiadomości, lecz ją powiększasz. Musiałbym tedy wierzyć, że czarne jest białe, a krótkie – długie.
Fragment „Podróży Guliwera” Jonathana Swifta

Tytuł: Podróże Guliwera
Autor: Johnatan Swift
Tłumaczenie: Anonim
Liczba stron: 272
Gatunek: klasyka literatury
Wydanie: Wydawnictwo MG, Kraków 2017