„Fate / Stay night” z 2006 roku obejrzałam już po dwóch innych serialach anime z tej serii. Byłam w tamtym czasie bardzo dużą fanką fanczyzy, a przynajmniej: bardzo lubiłam te obejrzane już wersje. Jak podobała mi się najstarsza odsłona, kiedy oglądałam ją w 2017 roku?

Sprawdź, jakie anime jeszcze obejrzeć!
Powrót Świętego Graala
Po dziesięciu latach w Fuyuki znów ma pojawić się Święty Graal. Siedmiu magów i ich sługi mają stanąć do walki na śmierć i życie, by go zdobyć i spełnić swoje najskrytsze pragnienie.
Emiya Shirō pragnie zostać zbawcą świata. Mimo że daleko mu do prawdziwego maga, Graal wybiera go do walki w swojej wojnie.
„Fate / Stay night” to część ciekawej serii
Seria „Fate” jest co najmniej ciekawa: anime powstało na bazie wizualnej noweli, dzięki czemu stara wersja „Fate/stay night” z 2006 roku ma nieco inną fabułę niż wersja z 2014 – choć bohaterowie są ci sami, to ich wybory różnią się, co mocno wpływa na samą historię. Warto na wstępie wspomnieć też, że choć ta wersja powstała po „Fate/Zero”, to fabularnie dzieje się dziesięć lat po niej.
Pod względem wizualnym „Fate / Stay night” nieco się zestarzało, zwłaszcza w stosunku do nowszych wersji. Animacje są biedniejsze i mniej efektowne. Anime nie wygląda jednak źle: sam rysunek jest typowy dla całej serii i wygląda dość elegancko. Poza tym to animacja, która starzeje się wolniej niż film, dlatego nie wydaje mi się, by kogokolwiek to raziło.
Fabularnie jednak… to jest najsłabsza wersja „Fate”. Jest najbardziej młodzieżowa i najbardziej płytka, co do mnie nie do końca przemawia.
W tej wersji brakuje charyzmatycznych postaci
„Fate/Zero” to ogromna ilość charyzmatycznych bohaterów. W „Fate/stay night: Unlimited Blade Works” mamy takie postacie w tle. Wersja z 2006 nie ma ich wcale. Wszystkie zostały spłaszczone do granic możliwości, a przy tym dość mocno wybił się romans, który ani tu nie pasował, ani nie był potrzebny.
Przy okazji to w tej wersji siła przyjaźni i miłości pokonuje wszystko, za czym zdecydowanie nie przepadam. Wyobraźcie sobie bohatera, który z natury jest niezwykle pewny siebie i uważa cały świat za swoją własność, przy tym mając ku temu powody. Ma broń, która w ciągu chwili niszczy każdą inną. Przy tym to jego największy skarb, którego nie wyciąga bez powodu. Aż tu nagle postanawia walczyć nią z niegodnymi go kundlami, które na dodatek go pokonują. Tak zdecydowanie być nie powinno.

Walka magów nie wypada za dobrze
„Fate/Zero” to pełnoprawna bitwa magów, w której właściwie każdy ma po co być w tej walce i jest do niej mniej lub bardziej przygotowany. W „Fate/stay night” całość jest zupełnie losowa, a całość przypomina bardziej „Igrzyska śmierci”, w których każdy nawala się bez pomyślunku, byleby przeżyć i wygrać, a nie walkę ludzi, którzy cenią sobie tajemnicę, zasady i elegancję. Niestety, to nie działa zbyt dobrze…
Samo wprowadzenie do świata też nie wypada najlepiej: w nowszych wersjach twórcy je rozwinęli, dzięki czemu łatwiej jest wszystko zrozumieć. Tutaj wszystko jest mętne i źle wyjaśnione. Zwłaszcza że uniwersum należy do dość złożonych.
Mogę pochwalić rozwinięcie postaci Czarodziejki i jej Mistrza: to chyba jedyna para, poza Rin i Archerem (których lubię przez znajomość poprzedniej części :D), która wzbudziła moje większe zainteresowanie, zwłaszcza że nie pamiętałam ich historii z wersji z 2014 roku, którą oglądałam już jakiś czas temu.
„Fate / Stay night” jest przede wszystkim dla młodzieży
Targetem „Fate / stay night” jest przede wszystkim młodzież: i ona powinna się w tym anime jak najbardziej odnaleźć. Ale nowsza wersja wypada zdecydowanie lepiej, a przy tym także jest stosunkowo młodzieżowa, dlatego wydaje mi się, że mając do wyboru obydwie, lepiej jest postawić na „Unlimited Blade Works”. W każdym razie jeśli lubicie to uniwersum, a starej wersji jeszcze nie widzieliście, tę można spokojnie obejrzeć, by poznać inne wersje historii, ale nie sądzę, by było to koniecznością.
Sprawdź więcej historii urban fantasy!
„Fate / Stay Night”
anime, fantasy