„Piąta fala” powstała, kiedy „Igrzyska śmierci” były bardzo popularne. Jak podobał mi się ten film, kiedy oglądałam go w 2017 roku? Sprawdź, czy warto się za niego zabrać!

Sprawdź recenzje książek post-apokaliptycznych!
Kosmici zaczęli wyniszczać ludzkość
Była najzwyczajniejszą w świecie, szarą nastolatką. Do czasu… do czasu, w którym nad Ziemią pojawił się statek kosmiczny, którego właściciele stopniowo zaczęli wyniszczać ludzkość, zsyłając na nią katastrofy. Cassie (Chloë Grace Moretz) próbuje przetrwać i odnaleźć swojego młodszego brata, Sama (Zackary Arthur).
Do młodzieżowych filmów science fiction podchodzę jak pies do jeża. Niełatwo jest stworzyć coś, co uznałabym za przynajmniej znośne, ale na szczęście „Piątej fali” jakimś cudem to się po prostu udało.
Jako film dla młodzieży „Piąta fala” daje radę
Dla jasności już na początku podkreślę: to nie jest dobry film, jeśli potraktujemy go jako pełnowartościowe postapo. Ale jako coś dla młodzieży… nie jest zły.
W moim odczuciu to początek „Piątej fali” wypada najlepiej. Sam pomysł na apokalipsę jest naprawdę ciekawy: ludzkość jest powoli mordowana. To niepokojąca i mocna wizja, która naprawdę wydaje się być całkiem oryginalna.
„Piąta fala” jako coś, na co patrzymy jednym okiem, oglądając ją w tle, sprawdza się całkiem przyjemnie. Film jest płynny i całkiem miły dla oka, motywacje bohaterów zaś bardzo proste, więc nie sposób się w nich pogubić. Spodobało mi się też to, że Cassie nie próbuje ratować świata: ona idzie uratować brata. To jest jej motywacja, to jest jej cel. I dobrze, bo dzięki temu obraz nabiera odrobiny realizmu.

Lepiej nie zastanawiać się nad szczegółami
Niestety to młodzieżowe science fiction działa tylko tak długo, jak nie zastanawiamy się nad detalami. Jeśli to zrobimy, dobre wrażenie zawala się niczym domek z kart.
Jak to z filmami kierowanymi do tego targetu bywa, „Piąta fala” to ogrom dziur fabularnych. Wiele rzeczy gdzieś w trakcie gubi swój sens. Działanie obcych robi się głupie, a o jednym z bohaterów w pewnym momencie po prostu zapominamy i tyle: nikt nam nie mówi, co się z nim stało, jego po prostu nagle nie ma. Sama historia zaś jest dość prosta do przewidzenia, a zwroty fabularne po prostu są bardzo jasne dla kogoś, kto choć trochę orientuje się w temacie.
Muszę dodać, że mam drobny problem z samymi zdjęciami. Postapo kojarzy mi się raczej z mrocznym, brudnym klimatem, a „Piąta fala” to bardzo kolorowy film, w którym po prostu brakuje ducha.
Działa jako odmóżdżacz
Nie widzę sensu dłużej rozwodzić się nad tym filmem. Jako „odmóżdżacz” może zadziałać, zapewne młodsza młodzież też będzie nim usatysfakcjonowana, ale daleko temu dziełu do wybitnego filmu. Niemniej zawiera w sobie kilka ciekawych pomysłów, co daje mi nadzieję na to, że książkowy oryginał wypada lepiej.
„Piąta fala”
ang. „The 5th Wave”
młodzieżowa post-apokalipsa
reż. J. Blakeson
2 thoughts on “Piąta fala (2016): Znośne, młodzieżowe post-apo [recenzja] [archiwum]”