„John Wick” to film, ktory obejrzałam w 2017 roku. Jak na film akcji, zrobił na mnie wówczas duże wrażenie? Sprawdź dlaczego!

John Wick miał odejść z tego biznesu…
John Wick (Keanu Reeves) niegdyś był legendą: płatnym zabójcą, z którym nikt nie mógł się równać. Po tym, jak się zakochuje, odchodzi z biznesu. Gdy jednak po śmierci żony syn (Alfie Allen) jego byłego pracodawcy (Michael Nyqvist) zabija jego psa i kradnie samochód, powraca, aby się zemścić.
Nieczęsto oglądam „typowe” akcyjniaki – takie bez wątku fantastycznego, w których główną rolę odgrywa po prostu strzelanie do siebie i bijatyki na pięści. Dlatego „John Wick”, mimo bycia filmem raczej wtórnym, po prostu okazał się być dla mnie całkiem przyjemną odskocznią.
Prosta hisotria, dużo strzelania i pościgów
Jak to z filmami akcji bywa, „John Wick” to bardzo prosta historia połączona z ogromną ilością strzelania i pościgów. Jak to zwykle ze mną bywa, podoba mi się fakt, że główny bohater nie próbuje ratować świata: ma do załatwienia prywatną sprawę i nie kryje się z tym, po prostu robiąc swoje.
Jednocześnie na uwagę zasługuje naprawdę przyjemna dla oka choreografia. Twórcy filmu nie zapominają o tym, że broń trzeba przeładować, a obserwując samego Johna Wicka, miałam wrażenie, że hej! To faktycznie jest człowiek, który mógł być genialnym płatnym zabójcą, biorąc pod uwagę to, jak się rusza i jakie ma pomysły w trakcie samej walki.
Dzięki temu, że sceny akcji ogląda się bardzo płynnie i bardzo przyjemnie, seans zlatuje naprawdę szybko, zwłaszcza że to nie jest szczególnie długi film (trwa nieco ponad półtorej godziny). A że jest napakowany akcją i właściwie nie ma przestojów, trudno się w trakcie niego nudzić.

To nie jest film na poważnie
Oczywiście w „Johnie Wicku” nie znajdziecie głębokich rozważań dotyczących psychiki głównego bohatera. Większość informacji jest nam podawana w półsłówkach, krótko i na temat, dzięki czemu wiemy, o co chodzi. Poza tym to w żadnym razie nie jest film zupełnie „na poważnie” – w pewnym sensie tworzy swoje własne uniwersum, w którym istnieje „gildia zabójców” mająca własne układy, własny hotel, klub i walutę.
Podejrzewam, że gdybym miała ochotę wytykać temu filmowi błędy logiczne, znalazłoby się ich całkiem sporo. Ale… jak już wspominałam, to nie jest dzieło poważne, a coś, co ma nam dostarczyć rozrywki przez sceny akcji, w których John Wick biega z pistoletem i po prostu wymiata. I po prostu nie czuję potrzeby, by to robić.
Sam John to po prostu człowiek, który wie, co robi, i ma konkretny cel. Zabawne jest to, jak wszyscy trzęsą się przed nim, mimo że podobno jest już na „emeryturze”. Ciekawa jest też jego relacja z Marcusem (Willem Dafoe): żałuję jedynie, że została nam podana w bardzo skromnej wersji.
To nie jest filmowe dzieło sztuki; to nie jest film, do którego będę wracać myślami. Ale… ale jednocześnie jako kino akcji działa naprawdę nieźle. Nie przesadza z patosem, jest zgrabne, z dobrym rytmem. Także jeśli szukacie właśnie czegoś takiego, „John Wick” to film, który po prostu można obejrzeć.
„John Wick” (2014)
reż. David Leitech, Chad Stahelski
akcja
2 thoughts on “John Wick (2014): Po prostu akcja [recenzja] [archiwum]”