„Misery” to jedna z tych książek Stephena Kinga, które bardzo mnie zaskoczyły w sensie pozytywnym. Ten thriller to chyba jego najlepsza powieść, jaką przeczytałam do dziś, a mamy 2026 rok, kiedy przenoszę ten wpis na nową domenę i próbuje go nieco odświeżyć i poprawić. Jak podobała mi się ta powieść w 2018 roku?

Dowiedz się więcej o thrillerze!
Annie to niezadowolona fanka
Paul zasłynął z pisania romansów. W swojej poprzedniej książce zabił jednak swoją bohaterkę – Misery – mając zamiar zająć się poważną literaturą. Podczas podróży samochodem ma wypadek i zostaje uratowany przez swoją czytelniczkę Annie, której zdecydowanie nie podoba się to, co Paul zrobił z jej ukochaną bohaterką. Prędko okazuje się, że kobieta nie jest zupełnie normalna i pisarz musi walczyć o przetrwanie.
Nie lubię horrorów Kinga. Nie straszą mnie i nudzą. Ale „Misery” właściwie horrorem nie jest: nie ma w sobie elementów fantastycznych. To przede wszystkim thriller. I wychodzi na to, że nie mam nic przeciwko Kingowi w takiej odsłonie.
King nudzi mnie głównie w horrorze
Już drugi raz okazało się, że ten autor nudzi mnie przede wszystkim w horrorze właśnie. Jego „Oczy smoka” naprawdę lubię. „Misery”, jak się okazuje, także. Nie jest to może powieść, która by mnie przeraziła (bo mnie wyjątkowo trudno przerazić książką), ale wciągnęła i wessała – na pewno.
Tu nie ma czasu na zbędne tło. King od razu wrzuca nas w sam środek wydarzeń: Paul od razu jest po wypadku, u Annie. Tego, w jakich okolicznościach do niej trafił, dowiadujemy się w trakcie. Dzięki temu powieść jest bardzo dynamiczna, zwłaszcza na początku, gdy tak naprawdę nie wiemy, czego mamy się spodziewać.

„Misery” to dość wiarygodna historia
Sytuacja, o której opowiada, jest raczej łatwa do wyobrażenia sobie: fan, który nie chce opuścić swojego idola, który porywa go, byleby tylko mieć go przy sobie, to nie jest motyw, którego nie znamy, prawda? Ale jednocześnie King dodaje do tej powieści coś więcej. Po pierwsze, kreuje niezwykłą kobietę-psychopatkę, na którą po prostu cudownie się patrzy. Pomysły Annie, jej zachowanie, jej słowa, umiejętności, nawyki – to coś, co sprawia, że postać jest bardzo namacalna. Po drugie, daje nam pisarza wykreowanego przez człowieka, który wiele o pisaniu wie. Dzięki temu w „Misery” nie brakuje informacji dotyczących tego, jak wygląda tworzenie powieści od podszewki… co po prostu jest interesujące.
„Misery” wciąga. Wciąga relacja Paula z Annie, wciągają opisy, wciąga cała sytuacja: to książka, którą czyta się błyskawicznie, bo po prostu nie chce się jej odłożyć. Nie jest może najbardziej oryginalna czy nieprzewidywalna, ale ma w sobie coś, co sprawia, że czytanie jej to po prostu przyjemność.
To książka na jeden, wolny dzień
Gdybym miała cały dzień na czytanie tych prawie czterystu stron, to byłaby dla mnie lektura na jedną dobę. Naprawdę: wsiąkłam w ten świat, nie chciałam jej odkładać. To dobra, choć niekoniecznie bardzo wymagająca powieść. Niestety… albo mnie po prostu bardzo trudno przestraszyć, albo King tego nie potrafi. Bo nie bałam się w ogóle. Zakończenie w miarę przewidziałam, a makabryczne sceny mnie „nie ruszały”, mimo że powieść naprawdę sprawiła mi sporo przyjemności. Och, naprawdę marzy mi się książka, która w końcu wywoła u mnie takie emocje jak strach. Ale chyba niestety się tego nie doczekam…
„Misery” to thriller, a nie horror, z których słynie King. Przy tym jest chyba najlepszą jego książką, jaką do tej pory przeczytałam (w sumie jest ich obecnie pięć). Naprawdę warto ją sobie sprawdzić: nie uważam wprawdzie, by była to najlepsza powieść, jaką znam, ale na pewno jest satysfakcjonującą lekturą, z bardzo dobrą kreacją psychopatki.
Bo pisarze pamiętają wszystko […]. Zwłaszcza bolesne przeżycia. Rozbierz pisarza do naga, wskaż palcem na jego blizny, a on zaserwuje ci opowiastkę o najdrobniejszej z tych blizn. O tych większych napisze sporą powieść. Nie wymiga się amnezją. Dobrze jest mieć odrobinę talentu, jeżeli chcesz być pisarzem, ale tak naprawdę tym, czego potrzebujesz, jest zdolność przypominania sobie okoliczności, w jakich nabawiłeś się każdej z tych blizn.
Fragment „Misery” Stephena Kinga

Tytuł: Misery
Tytuł serii: Kolekcja Mistrza Grozy
Numer tomu: 1
Autor: Stephen King
Tłumaczenie: Robert P. Lipski
Liczba stron: 368
Gatunek: thillerWydanie: Prószynski i S-ka i inni, Warszawa 2017
2 thoughts on “Misery: Pisarz uprowadzony [recenzja] [archiwum]”