„Księga jesiennych demonów” to zbiór opowiadań Jarosława Grzędowicza, który udało mi się przeczytać i zrecenzować w 2018 roku. To nie było moje pierwsze spotkanie z twórczością tego autora. Znałam już dość dużą część jego twórczości. Jak odebrałam tę książkę?

Sprawdź recenzje innych książek Jarosława Grzędowicza: „Hel 3” | „Wypychacz zwierząt” | „Pan Lodowego Ogrodu”
Za odrobiną magii kryje się zło
Gdy tracisz wszystko, próbujesz ratować swoje życie na wszystkie możliwe sposoby, nie wyłączając tych nadnaturalnych. Za odrobiną magii skrywa się jednak zwykle zło, które wcale nie wpłynie dobrze na twój los.
Jarosława Grzędowicza po prostu lubię. Odpowiada mi jego sposób narracji: jest taki „mój”, poza tym zawsze czuć w nim osobowość autora, którego lubię słuchać. Sięgając po „Księgę jesiennych demonów” miałam jednak dość wysokie wymagania: nasłuchałam się o tym, jaki to klimatyczny zbiór opowiadań i naprawdę na to liczyłam. Zabrałam się za czytanie i… za Chiny Ludowe nie potrafiłam się w nie wgryźć.
Nie przepadam za horrorem
Wydaje mi się, że mój problem z tymi tekstami polega głównie na tym, że po prostu nie przepadam za horrorem, a one sporo z niego czerpią. Zwykle mamy dość obyczajowe tło i jakiś element nadnaturalny, który wpływa na losy bohatera. Niestety to w połączeniu z wyraźnie odczuwalnym stylem typowym dla Grzędowicza u mnie nie dało dobrego efektu.
Fakt, że opowiadania wydają się być pozbawione konkretnej puenty, też nie pomógł: lubię, gdy krótki tekst czymś w końcu mnie zaskakuje, wnosi coś ciekawego. Tu mi tego po prostu zabrakło. Tak naprawdę dwa z pięciu opowiadań naprawdę chętnie przeczytałam. „Wiedźma i wilk” oraz „Czarne motyle” okazały się dość nostalgiczne i po prostu urocze, ale zwłaszcza w zakończeniu tego pierwszego czegoś mi jednak do pełnego szczęścia brakowało. Drugie zaś było miłe, ale nie nazbyt oryginalne: podobny motyw wykorzystywało już wiele dzieł i skłamałabym, mówiąc, że poczułam się zaskoczona.

„Księga jesiennych demonów” prezentuje typowy dla Grzędowicza styl
Jak już wspominałam, sam styl jest raczej typowy dla tego autora, dlatego jego fani na pewno jednak coś dla siebie w nim znajdą. A osobom, dla których jest obcy, nie powinien przeszkadzać: Grzędowicz pisze dość lekko, z typową dla siebie manierą, dlatego wiem, że wielu przypadnie do gustu.
Chciałabym móc napisać coś więcej o tej książce, ale niestety ja po prostu czuję się dość mocno zawiedziona, bo to w końcu mój Grzędowicz. Podejrzewam, że niejedna osoba zakocha się w tym zbiorze opowiadań, bo to nie jest zła pozycja. Po prostu to nie jest coś „mojego”. Zabrakło mi w niej i klimatu, i opowieści, które naprawdę by mnie porwały: w końcu to opowieści o lękach dojrzałych mężczyzn, a ja raczej do takich się nie zaliczam.
Po prostu zaczynał się kolejny samotny dzień – dzień, który, jeżeli nie będziesz chciała mówić do siebie, do zwierząt albo do telewizora, po prostu przemilczysz. Dzień samotności i ciszy, wypełniony tylko tobą i niczym więcej. I wtedy uświadomiłaś sobie, jak bardzo wiele było tych dni i jak były do siebie podobne. Ciążą ci niekończącym się szeregiem, którego początek ginie gdzieś w pomroce przeszłości. Dawno. Cholernie dawno.
Fragment „Księgi jesiennych demonów” Jarosława Grzędowicza

Tytuł: Księga jesiennych demonów
Autor: Jarosława Grzędowicza
Liczba stron: 480
Gatunek: horror, fantasy
Wydanie: Fabryka Słów, Lublin 2014