Skip to content

Fantastyka Codzienna

Portal o fantastycznych książkach, filmach i kulturze

Menu
  • Literatura fantastyczna
    • Aktualności książkowe
    • Recenzje
  • Kultura fantastyczna
    • Fantastyczne filmy i seriale
      • Recenzje filmów i seriali
    • Fantastyczne gry
      • Recenzje gier
    • Komiksy fantastyczne
      • Recenzje komiksów
    • Wydarzenia fantastyczne
  • O redakcji
    • Kontakt
Menu

Exodus: Ucieczka w nicość [recenzja] [archiwum]

Opublikowano 17 marca, 2018

„Exodus” to moje piersze spotkanie z twórczością Łukasza Orbitowskiego. Czytałam tę książkę w 2018 roku. Jak mi się wówczas podobała? Sprawdź recenzję na jej temat!

Spis treści:

Toggle
  • Zostawić dawne życie za sobą
  • „Exodus” pod względem technicznym to dobra książka
  • Nie lubię Jana
  • Jak wypada fabuła książki „Exodus”?
Exodus

Dowiedz się więcej o literaturze polskiej!


Zostawić dawne życie za sobą

Ucieka. Zostawia swoje życie za sobą i zaczyna podróż. Jest człowiekiem bez twarzy. Nieznajomym. Pałęta się po świecie. Szuka odkupienia? Cierpienia? A może zatracenia?

Łukasz Orbitowski kusił mnie już od dłuższego czasu, głównie za sprawą felietonów jego autorstwa, które miałam okazję czytać. W końcu sięgnęłam więc po jego najnowszą powieść, „Exodus”. Głównie po to, by zobaczyć, jak wygląda jego styl i zorientować się, czy chcę więcej. Po lekturze zaś… sama do końca nie wiem, na co się w przyszłości zdecyduję.

„Exodus” pod względem technicznym to dobra książka

Zacznijmy od technicznej strony książki, bo ta wypada naprawdę dobrze. Powieść napisana została w narracji pierwszoosobowej i czytając, łatwo wyczuć, że autor wie, jak pisać. Po prostu. To osoba z pewnym doświadczeniem, która wie, w jakiej kolejności składać słowa i zdania, dzięki czemu całość czyta się bardzo płynnie. Na dodatek doskonale wprowadza różne linie czasowe. W przypadku „Exodusu” mamy takowe w ilości dwóch, nieoddzielone od tekstu kompletnie niczym, ale narracja poprowadzona jest w tak dobry sposób, że po prostu nie da się w tym zgubić. Styl Orbitowskiego jest sam w sobie dość surowy i konkretny.

Jedyna rzecz, która mnie w warstwie czysto tekstowej irytowała, to nadmiar współczesnych nazw: marek, filmów, gier czy książek. Chociaż rozumiem, że taki był zamysł („Exodus” to powieść bardzo mocno zakotwiczona w naszej rzeczywistości), to jednak tego po prostu było czasami za dużo. Naprawdę nie muszę wiedzieć, jakiej marki są buty, kurtka i czapka bohatera: nie jest mi to absolutnie potrzebne. Niemniej taki był wybór Orbitowskiego i podejrzewam, że jestem wśród mniejszości, której to jednak trochę przeszkadza.

Exodus

Nie lubię Jana

Zwłaszcza że ta książka ma w sobie inne rzeczy, które zadziałały na mnie zdecydowanie bardziej negatywnie. Przede wszystkim główny bohater, Jan, którego życie obserwujemy z pierwszej osoby, jest dla mnie postacią, której za żadne skarby nie jestem w stanie polubić. Wprawdzie jest bohaterem z krwi i kości, który ma naprawdę porządnie rozbudowany charakter i z którym wielu mężczyzn pewnie się utożsami, ale… to po prostu osoba, z którą nie chciałabym mieć prywatnie nic wspólnego. A tu okazuje się, że muszę spędzić ponad czterysta stron w głowie człowieka, który wzbudza we mnie sporo obrzydzenia… Cóż, przyznam, że „Exodus” nie był dla mnie zbyt sympatyczną podróżą właśnie głównie przez wzgląd na niego.

Jakby tego było mało, poza Jankiem nie dostajemy absolutnie żadnego bohatera, który wnosi do historii coś konkretnego i jest postacią z krwi i kości. Postacie pojawiają się i znikają albo są stereotypami, które istnieją, bo są potrzebne historii. Na dodatek w nich też raczej nie ma niczego sympatycznego — niczego, do czego mogłabym się przywiązać.

Jak wypada fabuła książki „Exodus”?

A co z historią w takim razie? Czytając kilka pierwszych stron, czułam się naprawdę mocno zaintrygowana. Widzę człowieka, który gdzieś ucieka. Gdzie? Nie wiem. Po co? Nie wiem. Za to mam świadomość, że skrywa jakąś tajemnicę, którą faktycznie od początku chcę odkryć. Chcę wiedzieć, o co chodzi. Tyle że to napięcie z początku utrzymuje się przez większość książki. Nasz bohater mota się po świecie, nie zaznając nigdzie miejsca na dłużej; główna linia fabularna trochę stoi w miejscu, tajemnicy długo nikt nie chce mi ujawnić. A napięcie stoi ciągle na tym samym poziomie, co w pewnym momencie po prostu zaczyna mnie męczyć. A zakończenie nie wynagradza mi tego dostatecznie. Zwłaszcza że z całego „Exodusu” emanuje atmosfera cierpienia, szarości i obrzydliwości.

Wydaje mi się, że sporo moich problemów z tą książką dla innych może być zaletą. Osobiście nie lubię książek fabularnych, które mówią o tym codziennym, nudnym życiu. Mam je na co dzień, więc po co mam tego szukać w powieściach? Ja wiem, jak wygląda taki świat — nikt mi nie musi go przedstawiać. A w tej książce od tej szarości codzienności wręcz się roi. Niemniej wiem, że wiele osób szuka w literaturze odbicia samych siebie, swoich problemów i swojego życia — i wierzę, że takim osobom „Exodus” spodoba się znacznie bardziej.

„Exodus” jest dla mnie książką dobrą i złą zarazem. Dobrą, bo widzę w niej, że Orbitowski pisać potrafi. To człowiek z dobrym piórem, którego książkę czytało mi się naprawdę płynnie. Ale jednocześnie złą, bo… przekazującą mi emocje, których w literaturze nie szukam. Złą, bo i historia sama w sobie, i bohater, to nie jest coś, do czego chcę wracać.


Idę przez siebie, pchany przez zimny wiatr i kulę światła w żołądku. Chcę się zmęczyć. Zduszę kulę, zduszę wiatr, dowlokę się do domu i zasnę. Przyjmie mnie brama, trawnik i chodnik. Przecież tutaj ludzie śpią pokotem, pod podświetloną reklamą nowego iPhone’a, zakutani w śpiwory, otoczeni przez białe jednorazowe kubki i wypchane plecaki.

Fragment „Exodusu” Łukasza Orbitowskiego


Exodus

Tytuł: Exodus

Autor: Łukasz Orbitowski

Liczba stron: 445

Gatunek: powieść obyczajowa

Wydanie: SQN, Kraków 2017

Autor: Aleksandra Brzezińska

Tagi: literatura obyczajowa, literatura polska, Łukasz Orbitowski, Wydawnictwo SQN

2 thoughts on “Exodus: Ucieczka w nicość [recenzja] [archiwum]”

  1. Pingback: Całe miasto o tym mówi: opowieść o Elmwood Springs [recenzja] [archiwum] - Fantastyka Codzienna
  2. Pingback: #Luzaczka: Nieliteracka powieść jeździecka [recenzja] [archiwum] - Fantastyka Codzienna

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ostatnie posty

  • Specjalistka od słoni szkoli mamuty. „Ciosy zagłady” Raya Naylera [recenzja]
  • „Papierowy Mag” Holmberg wcale nie jest o origami. Mormonka i jej powieść fantasy [recenzja]
  • „Daleka droga do małej, gniewnej planety” Chambers to przykład cozy SF [recenzja]
  • Edycja limitowana „Death Note” już (i tylko) w przedsprzedaży
  • Vesper wyda Robin Hobb. Niedługo wznowienie „Ucznia skrytobójcy” 

Alternatywna historia dark fantasy Dom Wydawniczy Rebis Dystopia fantastyka naukowa fantastyka socjologiczna fantasy fantasy historyczne high fantasy horror komedia kryminał kryminał fantastyczny kryminał fantasy literatura amerykańska literatura brytyjska literatura dziecięca literatura faktu literatura historyczna literatura młodzieżowa literatura niemiecka literatura obyczajowa literatura polska Literatura postapokaliptyczna literatura przygodowa przygodowe fantasy retellingi i baśnie romans romantasy science fantasy Smoki space opera steampunk thriller urban fantasy Wydawnictwo Dolnośląskie Wydawnictwo Fabryka Słów Wydawnictwo Mag Wydawnictwo Muza Wydawnictwo Powergraph Wydawnictwo Prószyński i S-ka Wydawnictwo SQN Wydawnictwo Uroboros Wydawnictwo Zysk i S-ka zbiór opowiadań

©2026 Fantastyka Codzienna | Design: Newspaperly WordPress Theme