„Kości proroka” czytałam przy okazji premiery w 2018 roku w ramach współpracy recenzenckiej z portalem Czytam Pierwszy. Jak wówczas podobała mi się ta powieść? To było moje pierwsze i jak na razie do 2026 roku ostatnie spotkanie z twórczością Ałbeny Grabowskiej i muszę przyznać, że chyba był ku temu powód.

Poznaj więcej powieści kryminalnych!
W Bułgarii ginie polski poseł
Płowdiw, Bułgaria. W antycznym teatrze znaleziono zwłoki polskiego posła. Jego ciało pokrywają trudne do odczytania znaki. Dymitr, młody policjant, prosi swoją przyjaciółkę – Margaritę, Polkę bułgarskiego pochodzenia – o pomoc w rozwiązaniu zagadki.
Sukces twórczości Dana Browna nie zaskakuje: tajemnicze zagadki z przeszłości to coś, co naprawdę potrafi fascynować. Nic więc dziwnego, że na rynku co rusz pojawiają się nowe tytuły, w jakiś sposób nawiązujące do antycznej i średniowiecznej symboliki. „Kości proroka” są właśnie tego typu tytułem. Historia i religia przeplatające się z bułgarską kulturą to zdecydowanie elementy charakterystyczne tej książki. Niestety, wnętrze tej powieści nie wypada szczególnie dobrze.
„Kości proroka” mają trzy różne narracje
Przy omawianiu tego tytułu muszę zacząć od omówienia jego konstrukcji. „Kości proroka” to powieść składająca się z trzech narracji. Pierwsza pochodzi z I wieku i opowiedziana jest ustami Ariela, ucznia Jana Chrzciciela. Druga to wątek z XII wieku, opowiadający o mnichach z sekty bogumiłów. W końcu trzecia to opis perypetii życiowych Margarity oraz zbrodni, którą kobieta musi rozwiązać.
Taki wybór prowadzenia historii nie jest niczym szczególnie zaskakującym czy nowatorskim, zwłaszcza że wątki są wyraźnie od siebie oddzielone, dzięki czemu powieść nie jest szczególnie chaotyczna. Niestety, choć w trakcie lektury wyraźnie widać, że autorka dobrze przygotowała się do pisania książki pod względem merytorycznym, to chyba zabrakło jej i umiejętności, i dobrego pomysłu na całokształt, aby „Kości proroka” stały się naprawdę dobrą, pasjonującą lekturą.

Te wątki historyczne nie mają odpowiedniej stylizacji
Po pierwsze, styl wątków historycznych jest pozbawiony jakiejkolwiek stylizacji, przez co one same stają się – przynajmniej dla mnie – bardzo niewiarygodne. Jako osoba przyzwyczajona do tworzenia klimatu opowieści samym językiem najzwyczajniej w świecie nie potrafiłam uwierzyć w snute przez Grabowską historie. Być może nie dla każdego czytelnika będzie to wadą: zdaję sobie sprawę z tego, że są osoby, które tylko ten „współczesny” sposób pisania są w stanie w pełni przyswoić. Niestety, ja się do nich nie zaliczam.
Jan Chrzciciel jest zbędny dla fabuły
Po drugie, wątek dotyczący Jana Chrzciciela nie ma praktycznie żadnego wpływu na fabułę, na dodatek jest też niezwykle nudny. W naszym kręgu kulturowym historia tej postaci jest doskonale znana i przytaczanie jej w tak obszerny i nic niewnoszący do powieści sposób najzwyczajniej w świecie nie jest niczym interesującym. Nieco lepiej wypada wątek dotyczący sekty bogumiłów, bo ta niekoniecznie znana czytelnikowi organizacja ma w sobie coś intrygującego, a ponadto faktycznie do wątku kryminalnego coś wnosi, jednak w dalszym ciągu zdecydowanie nie jest to wątek najwyższej klasy.
Kryminał nie jest wcale na pierwszym planie
Po trzecie – wątek kryminalny często spychany jest na drugi plan, aby Margarita mogła porozmawiać sama ze sobą. Wtrącenia w pierwszoosobowej narracji, takie jak „Co o tym myślisz, Margarito”, są niezwykle irytujące, a naprawdę pojawiają się w tej historii co chwilę. Ponadto, jeśli bohaterka akurat ze sobą nie rozmawia, to prawdopodobnie wdaje się w niekoniecznie pasjonujący romans, przez co na samo śledztwo nie zostaje jej zbyt wiele czasu.
Mimo wszystko, tę książkę da się przeczytać
Mimo dość dużej liczby wad „Kości proroka” da się przeczytać dość szybko i z pewnym zainteresowaniem. Styl Grabowskiej jest naprawdę prosty, dlatego jeśli ktoś nie wymaga wiele od lektury i w trakcie czytania nie próbuje jej analizować, istnieje możliwość, że powieść przypadnie mu do gustu. Zdecydowanie nie jest to jednak powieść najwyższych lotów.
Widzę w „Kościach proroka” pasję. Widzę miłość Grabowskiej do bułgarskiej kultury i chęć zrobienia czegoś, co czytelnikowi naprawdę przypadnie do gustu. Niestety, dobre chęci to za mało: w tej opowieści brakuje interesującej historii, dobrego stylu i dogłębnej analizy symboliki, która jest elementem szczególnie zachęcającym do sięgnięcia po tę lekturę. Być może osobom, które nie lubią sensacji, cenią sobie bardzo prosty styl albo na co dzień czytają przede wszystkim niewymagające romanse, „Kości proroka” przypadną do gustu, jednak wszystkim innym raczej odradzam. Na rynku można znaleźć o wiele lepsze tytuły tego typu.
Czego właściwie chcesz od swojej matki, Margarito? Odkąd pamiętasz, czepiasz się jej i czepiasz. Co ci takiego zrobiła? Hmm, zastanówmy się. Może to, że przerzucała mnie jak przedmiot z Bułgarii do Polski i z powrotem, bo tak jej akurat pasowało? Do trzeciego roku życia mieszkałam w Polsce, bo matka zakończyła pracę w Egipcie. Zresztą zakończyła ją w samą porę – urodziłam się dwa dni po jej przylocie do Polski. Dobrze, że nie na pustyni albo na pokładzie samolotu. To by było dopiero coś.
Fragment „Kości proroka” Ałbeny Grabowskiej

Tytuł: Kości proroka
Autor: Ałbena Grabowska
Liczba stron: 560
Gatunek: kryminał, sensacja
Wydanie: Marginesy, Warszawa 2018
1 thought on “Kości proroka: Bułgarska zagadka [recenzja] [archiwum]”