„Banda niematerialnych szaleńców” to powieść dla młodzieży, którą czytałam w 2018 roku w ramach współpracy recenzenckiej z portalem Czytam Pierwszy. Jak wypada ta powieść fantasy i czy warto się za nią zabrać? Sprawdź, co o niej sądziłam!

Danny odkrywa, że potrafi kontaktować się z duchami
Danny ma czternaście lat, kocha czekoladę i nienawidzi swoich guwernantek. Gdy pozbywa się kolejnej z rzędu, jego rodzice wysyłają go do rodziny mieszkającej w Warszawie. Chłopiec, mieszkający wraz z ciotką, wujkiem oraz piątką kuzynek, szybko odkrywa, że potrafi kontaktować się z duchami.
Maria Krasowska to osoba o wielu zainteresowaniach i talentach: prowadzi dwa kanały na YouTubie, studiuje, tańczy, a także – jak się okazuje – pisze. „Banda niematerialnych szaleńców” to jej druga powieść i pierwsza, z którą miałam okazję się zapoznać. Muszę jednak przyznać, że choć to bardzo sympatyczna książka, to do miana naprawdę dobrej jednak wiele jej brakuje.
„Banda niematerialnych szaleńców” ma ciekawą okładkę
Zacznijmy może jednak od samego wydania. Osobiście uwielbiam grafikę na okładce: jest bardzo przyjemna dla oka. Wewnątrz możemy znaleźć też drobne ozdobniki przy pierwszych stronach rozdziałów, przez co książka prezentuje się naprawdę nieźle, mimo braku twardej oprawy. Zresztą nie ma się co dziwić – SQN pod tym względem naprawdę dba o swoje tytuły.
Gdy jednak zagłębimy się w treść, okaże się, że nie dostajemy niczego szczególnego. „Banda niematerialnych szaleńców” to przede wszystkim książka oparta na znanych wszystkim schematach, w której wprawdzie widać masę pozytywnej energii autorki, jednak poza tym po prostu niczym nie zaskakuje.

To przerysowana historia dla młodszej młodzieży
Krasowska stworzyła powieść bardzo mocno przerysowaną, co z jednej strony jest dość typowe, jeśli mówimy o książkach dla tej młodszej młodzieży, ale z drugiej sprawia, że dorosły czytelnik niekoniecznie będzie czerpał taką samą radość z czytania co osoba młodsza albo mniej „doświadczona” literacko. Wystarczy wziąć na tapet głównego bohatera. Danny to postać, która lubi czekoladę ponad życie, podobnie jak granie w Monopoly, za to absolutnie nienawidzi guwernantek. To „cechy”, które bezustannie przewijają się przez tekst, są cały czas powtarzane, jednocześnie przysłaniając konkretne cechy charakteru chłopaka.
Ponadto sama fabuła powieści jest najzwyczajniej w świecie mocno naiwna, niekoniecznie logiczna i równie przerysowana. Na przykład dowiadujemy się, że duchy, które chodzą po Ziemi, to zwykle pozostałości po osobach złych do szpiku kości. Z tym że każdy z nich jest absolutnie sympatyczny… W przeciwieństwie – rzecz jasna – do antagonisty, który nie może poszczycić się praktycznie żadną pozytywną cechą.
Widzę tu mieszanie konwencji
W historii Danny’ego możemy dostrzec pewne mieszanie konwencji. Z jednej strony przez obecność duchów dostajemy książkę z gatunku fantasy. W trakcie lektury na jaw wychodzi jednak na tyle dużo technicznych elementów (oczywiście podanych w bardzo lekki i niekoniecznie sensowny sposób), że osobiście pokusiłabym się o stwierdzenie, że chwilami „Banda niematerialnych szaleńców” zmierza nieco w stronę science fantasy. I choć tego typu fragmenty nie wypadają najlepiej, to myślę, że mogą pokazać młodemu czytelnikowi, że fantastyka wcale nie musi być taka prosta i oczywista. Bo choć często osoby niezagłębione w ten gatunek nie mają takiej świadomości, to naprawdę nic nie stoi na przeszkodzie, by w tekście łączyć magię z wynalazkami.
To również komedia
Powieść jest utrzymana w komediowej konwencji. Krasowska pisze stylem lekkim i prostym, a w jej tekście nie zauważyłam żadnych szkodliwych treści. To nie jest książka, która traktuje siebie samą „na poważnie”. Mimo wszystko widać, że autorka musiała dość dobrze bawić się w trakcie pisania „Bandy niematerialnych szaleńców”. To wszystko sprawia, że książkę bardzo szybko się czyta, dzięki czemu myślę, że jako lektura dla młodszych czytelników naprawdę świetnie się sprawdzi.
„Banda niematerialnych szaleńców” jest powieścią, którą na pewno będę polecać młodzieży; na pewno wypada o wiele lepiej niż na przykład niedawno czytana przeze mnie trylogia Ruddena pt. „Rycerze pożyczonego mroku”. Nie jest to jednak uniwersalna fantastyka, którą śmiem polecać absolutnie każdemu. Najzwyczajniej w świecie jest na to zbyt naiwną pozycją.
Trzy rzeczy, które kocham: gorzka czekolada, gra w „Monopoly” i ciemność. (Z tą ciemnością to bez przesady: muszę widzieć, gdzie stawiam hotele oraz gdzie sięgać po czekoladę).
Trzy rzeczy, których nienawidzę: guwernantki, nuda i jeszcze raz guwernantki. Jeśli sądzicie, że bywają fajne guwernantki, to znaczy, że jeszcze żadnej nie mieliście.
Fragment „Bandy niematerialnych szaleńców” Marii Krasowskiej
Pozaj więcej literatury młodzieżowej, nie tylko fantasy!

Tytuł: Banda niematerialnych szaleńców
Autor: Maria Krasowska
Liczba stron: 384
Gatunek: urban fantasy
Wydanie: SQN, Kraków 2018
2 thoughts on “Banda niematerialnych szaleńców: Duchy w młodzieżowej konwencji [recenzja] [archiwum]”