„Lux perpetua” to książka, po którą nie miałam ochoty sięgać. To zakończenie trylogii husyckiej najbardziej znanego polskiego pisarza fantasy. Jak lubię część twórczości Andrzeja Sapkowskiego, tak te książki, które chciałam przez lata przeczytać, po prostu okazały się nie dla mnie. Jakie miałam wrażenia w 2018 roku po lekturze ostatniego tomu cyklu?

Recenzje innych książek z cyklu: „Narrenturm” | „Boży Wojownicy”
„Lux perpetua” sprawiła, że zasypiałam z nudów
Reynevan wraca na Śląsk. Samotnie próbuje znaleźć pomoc, dzięki której uda mu się uwolnić ukochaną z rąk Inkwizycji.
Po lekturze drugiego tomu trylogii husyckiej trzeci i ostatni – „Lux perpetua” – przeleżał swoje na półce. Nie miałam najmniejszej ochoty znów nudzić się przy książce, którą przecież powinnam bardzo lubić. W końcu jednak się przełamałam, sięgnęłam po nią i… znów zasypiałam z nudów.
Styl Sapkowskiego staje na wysokości zadania
Zaczęło się całkiem dobrze. Styl Sapkowskiego sam w sobie jest naprawdę dobry i tego odebrać mu nie mogę. Na dodatek miałam wrażenie, że znów wracamy do motywu ratowania damy z opresji z pierwszego tomu, co było całkiem znośne i sprawiło, że z pewnym zainteresowaniem śledziłam fabułę.

Im dalej, tym gorzej
Niestety, im dalej w las, tym było gorzej. Znów okazało się, że po prostu nie przepadam za tymi bohaterami. Reynevan irytuje mnie swoim ciągłym wpadaniem w kłopoty i brakiem pomyślunku, a pozostali nie wzbudzają mojego większego zainteresowania. Polityczne tło i intrygi również tym razem niespecjalnie mnie wciągnęły, a cała historia była dla mnie tak nieistotna, że moje oczy czytały kolejne strony, podczas gdy umysł zaczynał zastanawiać się, co muszę ugotować następnego dnia na obiad.
Nie wiem, dlaczego tak bardzo nie przepadam za tą historią. Naprawdę. Styl Sapkowskiego i jego ironiczny humor to coś, co powinnam kupić od ręki. Ale jednak… nie. Zabrakło tu czegoś, co pozwoliłoby mi zżyć się ze światem i opowiadaną historią. Dlatego też tym razem będzie tak krótko. Bo ja… po prostu nie mam tu o czym pisać.
Bo też ciekawa rzecz, ów terroryzm, o którym mówimy. Nie uważasz? Usuwa z rynku konkurencję, tworzy nowe miejsca pracy, napędza koniunkturę w przemyśle, rzemiośle, handlu, pobudza indywidualną przedsiębiorczość. Uzasadnia rację bytu licznych organizacji, stanowisk, funkcji i całych rzesz ludzi funkcje te pełniących. Rzesze całe czerpią zeń dochody, tantiemy, gaże, dywidendy, prebendy, pensje i premie. Zaiste, gdyby terroryzmu nie było, należałoby go wymyślić.
Fragment „Lux perpetua” Andrzeja Sapkowskiego

Tytuł: Lux perpetua
Tytuł serii: Trylogia husycka
Numer tomu: 3
Autor: Andrzej Sapkowski
Liczba stron: 560
Gatunek: historyczne fantasy
Wydanie: SuperNowa, Warszawa 2006
2 thoughts on “Lux perpetua: W końcu koniec! [recenzja] [archiwum]”