„Narrenturm”, jak i pozostałe dwa tomy „Trylogii Husyckiej” dostałam na urodziny w 2017 roku, od dawna chcąc je przeczytać. Jednak Andrzej Sapkowski chyba nie do końca dostarczył mi tego, czego tak naprawdę chciałam… Jak odebrałam tę historyczną powieść fantasy?

Recenzje innych książek z cyklu: „Boży Wojownicy” | „Lux perpetua”
Sprawdź też: „Sezon burz” (recenzja)
Reinmar musi zejść ze ścieżki prawa
W 1420 roku miał nastąpić koniec świata. Ale choć było wesoło, ten dalej ma się całkiem nieźle. Husyci rozrabiają, Kościół próbuje z nimi walczyć, a bezprawie czuje się na Śląsku jak w domu.
Reinmar z Bielawy, zielarz i medyk, sam doskonale się o tym przekona, gdy zostanie przyłapany wraz ze swoją kochanką, żoną jednego z rycerzy, w łóżku. Czy mu się to podoba, czy nie, będzie musiał zejść ze ścieżki prawa, uciekając przed rodziną swojej ukochanej.
Od lat chciałam sięgnąć po Trylogię husycką Sapkowskiego i po lekturze pierwszej części cieszę się, że trochę zaczekałam. Choć „Narrenturm” to kawał dobrej powieści, to nie należy ona do tych najłatwiejszych książek, a przy okazji nie jest bez wad.
Historia poważniejsza od przygód Geralta
Gdybym miała porównać tę powieść do sagi o wiedźminie, powiedziałabym, że pod względem samego stylu i klimatu to po prostu poważniejsza historia, napisana nieco cięższym językiem. Opowieść o Geralcie miała w sobie ogrom barw oraz nawiązań do współczesności; w „Narrenturmie” nie ma tego w takiej ilości. Stylizacja językowa jest intensywniejsza, a sam klimat zdecydowanie bardziej historyczny, choć odrobiny baśni też w nim nie brakuje.
Niemniej to nie jest historia poważna. W żadnym razie! Już pomijam cudowny żart Sapkowskiego: ironiczny, dosadny i inteligentny, czyli taki, jaki lubię najbardziej. Ta książka nie bez powodu nazywa się „Narrenturm”, czyli wieża błaznów. Nasz główny bohater, Reinmar, jest jak Romeo: wiecznie zakochany, ba! Wiecznie nieszczęśliwie zakochany i pędzący jak głupi do celu, jakim jest łożnica z ukochaną. Nie bacząc kompletnie na nic i ryzykując życie, robi wszystko, aby być z aktualną miłością swojego życia. Nie przeczę, to jest zabawne, czasem nawet bardzo; niestety jednocześnie to ten główny wątek sprawia, że pierwszy tom Trylogii husyckiej może odrobinę nudzić.

„Narrenturm” jest wtórne…
W końcu ile można patrzeć, jak jakiś idiota ugania się za kiecką, prawda? Reinmar to bardzo sympatyczny człowiek, ale gdy po raz któryś okazuje się, że musi dalej podróżować, bo jego ukochanej nie ma w danym miejscu, a potem powtarza się to jeszcze kilkukrotnie, można poczuć się nieco znużonym. Ja się poczułam. Odrobinkę.
Te ciekawsze rzeczy dzieją się w tle: przewijają nam się jacyś husyci, bandyci, inkwizytorzy, jakieś magiczne stworzenia… Coś się dzieje, coś się szykuje: tylko jeszcze nie wiadomo co.
Jak według Sapkowskiego działała średniowieczna Europa?
Przez takie prowadzenie fabuły z jednej strony poznajemy dobrze głównych bohaterów, z drugiej zaś jesteśmy stopniowo wprowadzani w świat i poważniejsze sprawy, dlatego podejrzewam, że kolejny tom będzie bardziej konkretny i będzie opowiadał ważniejszą historię. W „Narrenturmie” wyraźnie mieliśmy się połapać, kto jest czym i jak działa średniowieczna Europa w oczach autora.
Mimo takiej budowy tekstu muszę przyznać, że nie od razu przywiązałam się do postaci. Reinmar długo wydawał mi się po prostu głupim idiotą, który mnie nie obchodzi, zaś jego kamraci, Samson i demeryt Szarlej, wydawali mi się niemal identyczni. Z czasem jednak nabrałam do nich sympatii. Gdybym znów miała porównywać ich do postaci z „Wiedźmina”, powiedziałabym, że Reinmar jest mniej artystycznym i mniej rozwiązłym Jaskrem. Szarlej nieco przypomina Geralta, Samson zaś jest trochę jak Zoltan. Nie są to jednak takie same postacie, broń Boże! Po prostu mają nieco zbliżone funkcje i, co będę ukrywać, działa to całkiem sprawnie.
„Narrenturm” ma swój urok
Z jednej strony narzekałam, że chwilami „Narrenturm” mnie nudził, zaś z drugiej muszę przyznać, że tak skromna i pozornie prosta fabuła ma w sobie ogromną ilość uroku. Jest stosunkowo niewinna, zwłaszcza że Reinmar naprawdę cały czas próbuje udawać szlachetnego rycerza, który pragnie tylko być ze swoją miłością. Co chwilę niemal prowadzi go to do zguby, z której jego przyjaciele, znajomi ze studiów i Bóg bezustannie muszą go ratować.
To dobra powieść. Napisana piękną polszczyzną, pozwalająca poznać nieco XV-wieczny Śląsk i mająca w sobie magię. Oby tylko w kolejnej historii nieco się rozbudowała, a Reinmar zmądrzał i zrozumiał, że narażanie życia z myślą o kobietach nigdy nie wychodzi mu na dobre.
Na ten widok zdenerwował się staruszek przeor. Poczerwieniał jak wiśnia, zaryczał jak lew i rzucił się w bitewną gęstwę, rażąc na prawo i lewo srogimi ciosami palisandrowego krucyfiksu.
– Pax! – wrzeszczał, bijąc. – Pax! Vobiscum! Miłuj bliźniego swego! Proximum tuum. Sicut te ipsum. Skurwysyny!
Fragment „Narrenturm” Andrzeja Sapkowskiego

Tytuł: Narrenturm
Tytuł serii: Trylogia husycka
Numer tomu: 1
Autor: Andrzej Sapkowski
Liczba stron: 593
Gatunek: historyczne fantasy
Wydanie: SuperNowa, Warszawa 2002
3 thoughts on “Narrenturm: Reinmar znów się zakochał! [recenzja] [archiwum]”