Ta książka wzbudza we mnie trochę nostalgii. Wyszła niedługo po tym, jak zapoznałam się z cyklem o Geralcie z Rivii. „Sezon burz” nie jest przez fandom wspomonany najlepiej, ale ponieważ czytałam tę książkę w 2015 roku, mając lat 18 i nie do końca jeszcze rozumiejąc tak naprawdę polski rynek książki i to, kim Andrzej Sapkowski tak naprawdę jest, postrzegałam ją trochę inaczej. Co sądziłam o tej powieści?
„Sezon burz” musiał trafić do mojego koszyka
Gdy dowiedziałam się, że ma wyjść, pierwsze co poczułam, to niezwykle przyjemne zaskoczenie – akurat skończyłam czytać wszystkie części wiedźmińskiej sagi (bo dość długo zajęło mi kompletowanie ich), a tu proszę! Niespodzianka od Sapkowskiego – kolejna książka o Geralcie z Rivii! Niestety akurat wydałam wszystkie swoje kieszonkowe na inne książki i nijak nie mogłam sobie na nią pozwolić… aż los sprawił, że pojawiła się w Biedronce niedługo po premierze. A skoro już tam była… trafiła do mojego koszyka.
A więc, panie i panowie, oto „Sezon burz”, który – przynajmniej według Sapkowskiego – nie jest częścią wiedźmińskiej sagi, mimo że opowiada historię właśnie jej bohaterów.
Powracamy do przygód Geralta z Rivii
Powracamy do Geralta z Rivii. Do czasów sprzed opowiadania „Wiedźmin”, które zapoczątkowało cały cykl książek o tym bohaterze. Biały Wilk wplątuje się w niezłą aferę: traci miecze, mniej lub bardziej świadomie bierze udział w politycznych intrygach, daje się ponieść emocjom i… zostaje kochankiem czarodziejki. I nie, nie jest to żadna z tych, które pojawiły się w poprzednich częściach, mimo że jak najbardziej była wspominana.
Niby o niczym, a jednak cholernei wciąga!
Czytając, miałam wrażenie, że „Sezon burz” opowiada o niczym konkretnym… a jednocześnie cholernie wciąga. Czułam, że akcja jest luźna, jakby autor nie miał na nią większego zamysłu – że to po prostu historia, która kiedyś przydarzyła się Geraltowi. Mimo to czytanie jej było czystą przyjemnością: klimat, choć nieco inny niż w pozostałych książkach z serii, nadal jest przepełniony magią i przekleństwami, Jaskier dalej jest Jaskrem, czarodzieje dalej knują, a śmierć czai się na każdym kroku… I chociaż jest to powieść, a więc ma ciągłą linię fabularną, to kilka fragmentów mogłoby spokojnie zostać wydanych osobno jako opowiadania – i nie ustępują one tym z „Ostatniego życzenia” czy „Miecza przeznaczenia”.
W pamięć najbardziej zapadła mi historia o aguarze, która spokojnie mogłaby być osobnym opowiadaniem. Zaskakująca, utrzymana w klimacie, za który „Wiedźmina” uwielbiam, z typowym dla Sapkowskiego moralnym „ukłuciem”. Sam romans Geralta również jest dość ciekawym wątkiem, a sposób, w jaki autor zbudował powieść i ją zakończył, sprawił, że nie tylko przypomniały mi się niektóre wątki z wcześniejszych części, ale też zostałam zaskoczona. Co prawda nie mogłam przy tym nie poczuć ukłucia smutku… ale na to chyba niewiele można poradzić.
To powieść dla fanów przygód Geralta z Rivii
„Sezon burz”, mimo że chronologicznie pierwszy, nie jest książką pisaną dla osób, które nie miały wcześniej styczności ze światem „Wiedźmina”. Takie osoby mogą się w nim pogubić i poczuć zdezorientowane. Dla tych, którzy znają wcześniejsze tomy Sapkowskiego, będzie natomiast miłą wisienką na torcie – powrotem do uwielbianego świata i klimatu całej serii. Bo to jest magia – najczystsza magia, tylko nieco bardziej zaawansowana, dlatego aby po nią sięgnąć, trzeba znać podstawy.
– Ciemność wciąż istnieje – potwierdził – Pomimo dokonującego się postępu, który, jak się nam każe wierzyć, ma rozjaśniać mroki, eliminować zagrożenia i odpędzać strachy. Jak dotąd, postęp większych skucesów w tej materii nie odniósł. Jak dotąd, postęp tylko wmawia nam, że ciemność to wyłącznie ćmiący światło przesąd, że nie ma się czego bać. Ale to nie prawda. Jest się czego bać. Bo zawsze będzie istniała ciemność. I zawsze będzie rozpanoszone w ciemności Zło, zawsze będą w ciemności kły i pazury, mord i krew. I zawsze będą potrzebni wiedźmini. I oby zawsze zjawiali się tam, gdzie są właśnie potrzebni. Tam, skąd dobiega wołanie o pomoc. Tam, skąd się ich przyzywa. Oby zjawiali się, wzywani, z mieczem w ręku. Mieczem, którego błysk przebije ciemność, którego jasność mroki rozproszy. Ładna bajka, prawda? I kończy się dobrze, jak każda bajka powinna.
A. Sapkowski, „Sezon burz”, str. 402
.jpg)
Tytuł serii: Wiedźmin
Tytuł: Sezon Burz
Autor: Andrzej Sapkowski
Liczba stron: 404
Gatunek: powieść fantasy
1 thought on “Wiedźmin: Sezon Burz [recenzja] [archiwum]”