„Wszyscy patrzyli, nikt nie widział” to polska powieść Tomasza Marchewki, debiutanta, zaangażowanego wcześniej w pracę przy popularnych grach komputerowych. Jak podobała mi się ta książka, kiedy czytałam ją i recenzowałam w 2018 roku?

Więcej polskich powieści fantasy: „Narrenturm” | „Szamanka od umarlaków” | „Nocarz” | „Ruda sfora” | „Król Bezmiarów”
Miasto mroku, tajemnic i karcianych oszustw
Hausenberg to miasto mroku i tajemnic oraz – przede wszystkim – karcianych oszustw. Młody i niezwykle utalentowany szuler, Salva, zostaje przyjęty pod skrzydła jednego z legendarnych graczy. Tworząc komitywę z zabójcą o imieniu Niko oraz złodziejaszkiem Peterem, postanawia wykonać przekręt, dzięki któremu nigdy nie zostanie zapomniany.
„Wszyscy patrzyli, nikt nie widział” zbierało różne opinie: od pozytywnych po zdecydowanie negatywne. Nie dziwię się ani jednym, ani drugim: to zdecydowanie nie jest książka idealna i choć sama ją polubiłam, to do ideału wiele jej brakuje.
„Wszyscy patrzyli, nikt nie widział” ma wiele problemów
Zacznijmy więc może od tych negatywnych aspektów. Tomasz Marchewka to osoba, która pracowała przy „Wiedźminie 3” jako autor scenariusza, więc teoretycznie miał już do czynienia z pisaniem. Jednak stworzenie książki to trochę inna para kaloszy i kilka rzeczy naprawdę wyszło tutaj kiepsko. Zacznijmy od fabuły: w książce o łotrzykach ta powinna być raczej prosta i klarowna, z jasno wyznaczoną akcją. Niestety tego tu zdecydowanie brakuje. Teoretycznie „coś” cały czas się dzieje, jednak często trudno odpowiedzieć sobie na pytanie, co konkretnie.
Wynika to, w mojej ocenie, z dwóch głównych problemów. Po pierwsze, Marchewka bawi się chronologią i chociaż jest ona zaznaczona przed każdym z rozdziałów, to poukładanie sobie tego w całość w trakcie czytania może być męczące. Po drugie, same charaktery nie są zbyt wyraziste. Poza Salvą raczej nie mają w sobie niczego konkretnego — nawet jego kompani zlewali mi się w jedno, a co dopiero postacie trzecioplanowe, knujące w tle istotnej dla całości intrygi.

Widzę potencjał w twórczości Marchewki
Mam jednak nadzieję, że Marchewka jeszcze się „wyrobi”, bo osobiście widzę w nim potencjał. Przede wszystkim zaczął od czegoś niekoniecznie oczywistego. Jego świat przypomina mi trochę „Grimm City” Jakuba Ćwieka: dostajemy wymyślone miasto z bandziorami i mrocznym klimatem, ale z minimalną ilością nadprzyrodzonych elementów. Z tym że całość skupia się nie na baśniach, a grach karcianych, od których tu się wręcz roi. Jednocześnie wyraźnie widać, że twórca jest tym tematem po prostu mocno zainteresowany, co buduje naprawdę ciekawy nastrój całości.
Styl autora jest stosunkowo przystępny, choć czasem brakuje mu lekkości. Niemniej przyjął w tym wszystkim konkretną konwencję i nie gubił się. Miałam wrażenie, że jeszcze przed pisaniem zaplanował, jakie zwroty będą w tekście budowały język specyficzny dla tego świata i nie wahał się ich używać, co także tworzy dobry klimat.
Naprawdę chciałabym zobaczyć książkę tego autora utrzymaną w dokładnie tym klimacie, ale napisaną teraz, po tym jak już zdobył doświadczenie przy tworzeniu pierwszej. A że „Wszyscy patrzyli, nikt nie widział” rozpoczyna serię, mam na to spore nadzieje. Przyznam jednak, że życzyłabym sobie, aby nie były to teksty bezpośrednio ze sobą związane: choćbym chciała, to do tych postaci nie przywiązałam się wcale i zapewne za jakiś czas będę pamiętała jedynie klimat tego świata, a nie jego bohaterów.
— Poza tym — zagadnął znowu Nino — nie wiem, coście tacy naburmuszeni. Prawda, może nie wszystko poszło, jak zaplanowaliśmy, ale przynajmniej była pierwszorzędna awantura! Zupełnie jak wtedy, kiedy zawalił się ten burdel w Salinie, pamiętacie?
— Nino — westchnął ciężko Petr — on się nie zawalił. Rozpieprzyłeś belki podporowe głową ochroniarza.
Fragment „Wszyscy patrzyli, nikt nie widział” Tomasza Marchewki

Tytuł: Wszyscy patrzyli, nikt nie widział
Tytuł serii: Miasto Szulerów
Numer tomu: 1
Autor: Tomasz Marchewka
Liczba stron: 325
Gatunek: urban fantasy
Wydanie: SQN, Kraków 2017