„Kull. Banita z Atlantydy” to moje pierwsze spotkanie z twórczością Roberta E. Howarda. Kupiłam ją podajrze na Pyrkonie w 2018 roku na jakiejś wyprzedaży stoiska wydawnictwa. Jak podobało mi się to klasyczne heroic fantasy? Sprawdź!

Sprawdź więcej recenzji przygodowych książek fantasy: „Przeznaczenie Adhary” | „Królowie Wyldu” | „Narzeczona księcia”
Kull zasiadł na tronie dzięki swojej sile
Kull, król Valusii, jest barbarzyńcą pochodzącym z Atlantydy. Tron udało mu się zdobyć dzięki swojej sile fizycznej. Czy jednak będzie w stanie go utrzymać?
Gdy czyta się dany gatunek literacki, są nazwiska, których „głupio” jest nie znać. Jedną z takich osób dla fantasy niewątpliwie jest Robert E. Howard, uznawany często za ojca podgatunku magii i miecza. Sama do tej pory nie miałam jednak styczności z jego piórem i „Kull. Banita z Atlantydy” był moim pierwszym spotkaniem z tym autorem. Muszę przy tym przyznać, że absolutnie nie mogę narzekać.
Kim w ogóle jest Kull?
Zacznijmy jednak od tego, kim w ogóle jest tytułowy Kull. To postać, która poprzedziła najpopularniejszego bohatera Howarda, Conana. Pierwsze opowiadanie z nim zostało opublikowane w 1929 roku, zaś jego młodszy brat został przedstawiony światu już po latach 30. Howard zaczął trzynaście opowiadań o Kullu, z czego przed swoją samobójczą śmiercią zakończył dziesięć, zaś tylko trzy przed tym faktem zostały opublikowane. „Kull. Banita z Atlantydy” zawiera zaś dwadzieścia dwa teksty. Czemu? Przede wszystkim poza prozą zawiera też nieco poezji. Ponadto znajdziemy wewnątrz różne fragmenty tekstów czy ich robocze wersje.

„Kull. Banita z Atlantydy” to także robocze teksty
To, że autor nie dopracował każdego tekstu, niestety mocno „czuć” – fragmenty się urywają, fabuła czasem się powtarza. Są one raczej smaczkiem dla fanów autora niż faktyczną rzeczą do czytania. Niemniej, choć te w pełni ukończone teksty opierają się na znanych nam już schematach (bo od lat 30. popkultura przemieliła je wielokrotnie), to czyta się je po prostu naprawdę bardzo dobrze.
Teksty, które można znaleźć w „Kullu. Banicie z Atlantydy”, są trochę jak plemienne bębny: każdy z nas zna ich brzmienie, bo to wypływa z naszego wnętrza, ale dopiero gdy usłyszymy je na żywo, tuż obok, poczujemy ich prawdziwą moc. Opowiadania Howarda są szorstkie i konkretne, zawierają ciekawą fabułę z dużą ilością przygody i najzwyczajniej w świecie interesują. Wiele z nich ma powtarzającą się historię: zwykle Kull nie dostrzega kłopotów wystarczająco wcześnie, po czym sam lub z przyjaciółmi stawia im czoło. Każde jednak ma zupełnie inny motyw przewodni, dzięki czemu w trakcie lektury tego zbioru po prostu nie da się nudzić.
Co sądzę o stylu Howarda?
Jak zawsze w przypadku literatury, dość istotny jest dla mnie styl autora i, jak zawsze w przypadku klasyki, bałam się, że w tym przypadku ten po prostu będzie dla mnie zbyt nieprzystępny. Na całe szczęście Howard pisał literaturę rozrywkową i dobrze zdawał sobie z tego sprawę. Dzięki temu jego opowiadania mają wprawdzie swoistą „wagę”, typową dla nieco starszej prozy, nie są jednak ani szczególnie przestarzałe, ani szczególnie skomplikowane pod względem językowym. Dlatego to naprawdę nie jest element, którego w przypadku tych tekstów można się w jakikolwiek sposób obawiać.
Oczywiście „sercem” wszystkich opowiadań jest tytułowy Kull, postać, która dla współczesnego czytelnika może wydać się nieco schematyczna, ale jednocześnie zdecydowanie ma własny, unikalny charakter. To bohater o gwałtownym charakterze, który jednak jest człowiekiem bardzo honorowym. Ponadto bardzo ceni sobie przyjaciół i nienawidzi głupoty i niesprawiedliwości. Zresztą to właśnie ta niechęć, połączona z brakiem szacunku do tradycji, sprawiła, że stał się tytułowym banitą.
Ta książka zawiera piękne ilustracje
Muszę zwrócić uwagę na samo wydanie. Książka sama w sobie nie wygląda perfekcyjnie: ma dość dziwny format, a wewnątrz ma biały papier, za którym nie przepadam. Zawiera jednak naprawdę przepiękne i bardzo klimatyczne ilustracje, na których przyjemnie było zawiesić wzrok.
„Kull. Banita z Atlantydy” okazał się dla mnie dobrym startem z literaturą Howarda. To zbiór naprawdę ciekawych opowiadań, które zapewniają dość wysoki poziom rozrywki, o ile oczywiście czytelnik weźmie poprawkę na to, że nie wszystkie z tekstów wewnątrz zostały przez autora ukończone. Wydaje mi się, że tego autora nie trzeba polecać – jego proza od dziewięćdziesięciu lat broni się sama.
– Ale prawo! – wrzasnął Tu.
– Ja jestem prawem! – ryknął Kull, zamachnąwszy się toporem. Ten błysnął, opadając, i kamienna tabliczka rozleciała się na sto kawałków. Ludzie zacisnęli w przerażeniu pięści, czekając oniemiali na walące się niebo. Kull zatoczył się w tył, oczy mu płonęły. Izba zawirowała przed skołowanymi oczyma.
– Ja jestem królem, państwem i prawem! – ryknął i chwyciwszy podobne do buławy berło, które leżało w pobliżu, przełamał je na pół i odrzucił od siebie. – To powinno być moje berło! – Potrząsnął wysoko poczerwieniałym toporem, chlapiąc na pobladłych nobilów kroplami krwi. Lewą ręką złapał za wysmukłą koronę, a plecy wsparł o ścianę. Tylko to oparcie uchroniło go przed upadkiem, lecz w jego ramionach wciąż tkwiła siła lwa. – Jestem albo królem, albo trupem! – krzyknął. Sznury jego mięśni spiętrzyły się, a oczy płonęły mu strasznie. – Jeśli nie podoba wam się moje królowanie… chodźcie i weźcie tę koronę!
Wyciągnął przed siebie napiętą lewą rękę trzymającą koronę, prawą groźnie ściskając nad nią topór.
Fragment „Kulla. Banity z Atlantydy” Roberta E. Howarda

Tytuł: Kull. Banita z Atlantydy
Autor: Robert E. Howard
Tłumaczenie: Tomasz Nowak
Liczba stron: 416
Gatunek: magia i miecz
Wydanie: Rebis, Poznań 2014