Skip to content

Fantastyka Codzienna

Portal o fantastycznych książkach, filmach i kulturze

Menu
  • Kontakt
  • O redakcji
Menu

Cena szczęścia: Powieść pozbawiona warstwy fabularnej? [recenzja] [archiwum]

Posted on 27 kwietnia, 2019

„Cena szczęścia” to powieść, którą czytałam w 2019 roku, w ramach współpracy z wydawnictwem Zysk i S-ka. Czy ta fantastyka naukowa wówczas mi się podobała? Na co zwróciłam uwagę i dlaczego uznałam, że nie ma ona za bardzo warstwy fabularnej? Sprawdź też, czy to może być książka dla Ciebie!

Spis treści:

Toggle
  • Porwana przez UFO
  • „Cena szczęścia” to powieść bez historii?
  • Zmarnowany potencjał i nudna „drama”
  • Pomnik dla kanadyjskich pisarzy fantastyki
  • Czy warto sięgnąć po powieść Eriksona?
Cena szczęścia

Poznaj więcej kanadyjskiej fantastyki: „www.Wzrok” | „Królowie Wyldu”


Porwana przez UFO

Ruchliwa, kanadyjska ulica. Samantha August, pisarka fantastyki naukowej, zostaje porwana przez UFO. Gdy budzi się na pokładzie statku kosmicznego, dowiaduje się, że pozaziemska cywilizacja planuje wspomóc ziemski ekosystem – nawet jeśli będzie oznaczało to całkowite usunięcie rodzaju ludzkiego. Ona sama ma być zaś pośrednikiem między kosmicznymi siłami a Ziemią.

„Cena szczęścia” to powieść bez historii?

Co musi zawierać powieść, aby w jakikolwiek sposób zadziałała? Przede wszystkim – jakiś problem. Główny motyw przewodni, do którego rozwiązania będą dążyć bohaterowie. Może to być próba przetrwania w trudnych sytuacjach, zdobycie miłości, uratowanie kogoś czy realizacja jakichkolwiek innych pragnień. To jednak jest kluczem: powieść bez historii praktycznie nie istnieje. Steven Erikson w swojej „Cenie szczęścia” chyba jednak kompletnie o tym zapomniał… Mimo że wcale nie jest początkującym pisarzem, a twórcą, który ma na swoim koncie już naprawdę wiele uznanych dzieł.

Początkowo byłam do tej książki nastawiona naprawdę pozytywnie. Czytało się ją bardzo przyjemnie, bo styl Eriksona jest „akurat” – wystarczająco ciężki, by nie brzmieć infantylnie, ale na tyle lekki, by dało się przez całość bez problemu przebrnąć. Ponadto same pierwsze sceny wypadają naprawdę dobrze. Dostajemy całkiem ciekawie opisane porwanie Samanthy August, naszej głównej bohaterki, a następnie obserwujemy jej pierwszy kontakt ze sztuczną inteligencją wykreowaną przez pozaziemską cywilizację. Jej wymiana zdań z Adamem (bo tak ta SI się nazywa), jej spostrzeżenia i budująca się powoli relacja między tą dwójką zapowiadały naprawdę satysfakcjonującą lekturę.

Prędko jednak okazało się, że… „Cena szczęścia” nie oferuje absolutnie nic poza tą konkretną relacją, która z czasem i tak robi się coraz nudniejsza, bo do niczego szczególnego nie prowadzi. Erikson w swojej powieści spróbował odwrócić znane tropy. Zamiast zrzucić na Ziemię groźnych, agresywnych kosmitów, zaprezentował pokojowo nastawione istoty, które chcą nam tylko pomóc: naprawić ekosystem, zlikwidować głód i choroby, a także oduczyć nas agresji.

Cena szczęścia

Zmarnowany potencjał i nudna „drama”

To niestety był tylko pozornie dobry pomysł. Ludzkość przedstawiona w „Cenie szczęścia” nie ma absolutnie żadnych szans w starciu z pozaziemskimi siłami. Poza tym nie ma w tym też żadnego głębszego interesu. Co prawda wokół panuje chwilowy chaos, ale skoro docelowo nie ma głodu, zanieczyszczonej Ziemi ani wojen… to właściwie nie trzeba absolutnie niczego zmieniać. Przez 550 stron powieści obserwujemy więc ciągniętą na siłę „dramę” tworzoną przez władców i możnych naszego świata, która jednak nie prowadzi do żadnego konkretnego punktu kulminacyjnego. Ponadto poza Samanthą nie dostajemy tu żadnego wyrazistego bohatera. Bezustannie skaczemy pomiędzy innymi postaciami, których dialogi i działania są właściwie zupełnie puste, gdy już zrozumiemy, do czego to wszystko zmierza.

Śmiem więc twierdzić, że to odwrócenie tropów w „Cenie szczęścia” w żadnym razie nie wyszło. Erikson miał może ciekawy pomysł na opowiadanie, ale na pewno nie na aż tak długą powieść. Miał też dwójkę całkiem intrygujących bohaterów – bo Samantha i Adam naprawdę sympatycznie ze sobą współgrają – ale zmarnował ich potencjał, wrzucając ich do książki kompletnie pozbawionej treści.

Pomnik dla kanadyjskich pisarzy fantastyki

Cóż jeszcze mogę dodać? Na pewno warto wspomnieć, że „Cena szczęścia” wydaje się też pomnikiem zbudowanym dla kanadyjskich pisarzy fantastyki naukowej. Erikson bezustannie wspomina o swoich kolegach po fachu, próbując fabularnie robić z nich speców od pozaziemskiej inteligencji i wręcz wychwalając swój lokalny fandom. Nie mam nic przeciwko temu, choć jednocześnie… szkoda, że swoim przyjaciołom powierzył role w tak nijakiej historii.

Czy warto sięgnąć po powieść Eriksona?

„Cena szczęścia” być może zadziałałaby jako krótkie opowiadanie; jako powieść nie działa wcale, mimo że jej lektura nie jest jakoś szczególnie trudna. Być może komuś, kto nie miał wcześniej styczności z takim odwracaniem tropów, ten koncept sam w sobie po prostu się spodoba. Być może stanie się wystarczającym powodem, aby tą książką się zainteresować i nawet ją polubić.

Ja sama chyba mam już na swoim koncie za dużo fantastyki naukowej, aby się tą pozycją zachwycać. Mimo wszystko – taką zabawę motywami już widziałam i to w znacznie lepszym wykonaniu. Dlatego tym razem podziękuję za taką powtórkę z rozrywki.


Nie lubimy słuchać przykrych rzeczy, zwłaszcza gdy dotyczą nas samych – to całkiem normalne i tu się z wami zgodzę. Przy czym powszechny wstyd to nie to samo co powszechna radość. Przede wszystkim przeżywa się go w ciszy. Bez okrzyków, bez poczucia więzi. Bo wstyd jest czymś, z czym wracasz do domu. Żeby spędzić z nim noc w samotności i poważnie przyjrzeć się sobie w lustrze. Jest bruzdą na wodzie, która napełnia się oczyszczającym żalem. Obyśmy otworzyli oczy z nastaniem świtu mądrzejsi o nowe doświadczenie.

Fragment „Ceny szczęścia” Stevena Eriksona


Cena szczęścia

Tytuł: Cena szczęścia

Autor: Steven Erikson

Tłumaczenie: Dariusz Kopociński

Liczba stron: 554

Gatunek: fantastyka naukowa

Wydanie: Zysk i S-ka, Poznań 2019

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ostatnie posty

  • Upiory w Ruinach Teatru Victoria w Gliwicach
  • The Umbrella Academy: Rodzina, która musi się dogadać [recenzja] [archiwum]
  • Granice interpretacji: Merytoryczny powrót do szkolnego „koszmarka” [recenzja] [archiwum]
  • Bramy Światłości. Tom 3: Przygoda wraca na dobry tor [recenzja] [archiwum]
  • Doom Patrol. Sezon 1: Ludzie, nie superbohaterowie [recenzja] [archiwum]

Kategorie

  • Archiwum
  • Fantastyczne filmy i seriale
  • Fantastyczne gry
  • Kultura fantastyczna
  • Kultura niefantastyczna
  • Literatura fantastyczna
  • Literatura niefantastyczna
  • Niefantastyczne filmy i seriale
  • Niefantastyczne gry
  • Niefantastyczny teatr
  • Od serca o kulturze
  • Recenzje
  • Recenzje filmów i seriali
  • Recenzje gier
  • Recenzje literatury niefantastycznej
  • Recenzje niefantastycznych filmów i seriali
  • Recenzje niefantastycznych gier
  • Wydarzenia fantastyczne

Aghata Christie Alternatywna historia angel fantasy dark fantasy Dystopia fantastyka naukowa fantastyka socjologiczna fantasy fantasy historyczne high fantasy horror Jakub Ćwiek komedia kryminał kryminał fantastyczny literatura amerykańska literatura brytyjska literatura dziecięca literatura faktu literatura historyczna literatura hiszpańska literatura kanadyjska literatura młodzieżowa literatura niemiecka literatura obyczajowa literatura polska Literatura postapokaliptyczna literatura przygodowa Maja Lidia Kossakowska poradnik powieść drogi powieść historyczna przygodowe fantasy retellingi i baśnie romans romans paranormalny romantasy science fantasy space opera steampunk superbohaterowie thriller urban fantasy Ursula Le Guin zbiór opowiadań

©2026 Fantastyka Codzienna | Design: Newspaperly WordPress Theme