„Bram Światłości” to trylogia domykająca cykl anielski Mai Lidii Kossakowskiej. Dziś wydaje mi się, że to jednak słabsza strona historii skrzydlatych. Jak jednak odebrałam ją w 2019 roku, kiedy pisałam tę recenzję? Sprawdź!

Sprawdź inne tomy cyklu: „Żarna niebios” | „Siewca Wiatru” |„Zbieracz Burz. Tom 1” | „Zbieracz burz. Tom 1” | „Bramy Światłości. Tom 1” | „Bramy Światłości. Tom 2”
Powodzenie wyprawy wisi na włosku
Powodzenie wyprawy do Stref poza Czasem wisi na włosku. Sereda, zrozpaczona utratą Abaddona, popada w odrętwienie i niewiele brakuje, aby zawróciła całą ekspedycję w stronę królestwa. Jednocześnie Razjel, pełniący chwilowo rolę Imperatora Głębi, popada w tarapaty. Szef bezpieki, Nergal, odkrywa, że z „Lucyferem” coś jest nie tak i robi wszystko, by ujawnić jego sekrety.
Powrót do formy po słabszym tomie
Doskonale pamiętam, gdy w 2016 roku pisałam moją pierwszą opinię na temat książki z cyklu „Zastępy anielskie”. Był to pierwszy tom „Zbieracza burz”, w którego podsumowaniu stwierdziłam, że choć to przyjemna powieść dająca sporo rozrywki, to jednak nie jest dziełem sztuki. Minęło parę lat, zmieniły się nieco moje gusta i upodobania, poznałam wiele nowych pozycji… i dalej podtrzymuję tamtą tezę. Seria o aniołach Mai Lidii Kossakowskiej to nie jest najbardziej ambitna literatura, ale po prostu potrafi dać mnóstwo radości.
Co prawda drugi tom „Bram Światłości” wyraźnie odstawał od reszty, jednak – jak się na szczęście okazało – był częścią mocno przejściową, mającą na celu jedynie wydłużenie poszukiwań Jasności. Nie pochwalam tego zabiegu (ta część mogłaby właściwie nie istnieć), ale jednocześnie prozę Kossakowskiej czyta się na tyle lekko i przyjemnie, że nie mam tego pisarce mocno za złe. Szczególnie że zakończenie tej podróżniczej trylogii jest naprawdę niezłym domknięciem całości.
Dynamiczna narracja i irytująca maniera
Autorka dobrze przemyślała konstrukcję powieści. W trakcie lektury obserwujemy poczynania Razjela w Głębi oraz losy wyprawy Seredy, płynnie skacząc pomiędzy dwoma głównymi wątkami. Jednocześnie Kossakowska sprawnie operuje narracją, nie skupiając się wyłącznie na jednym bohaterze, a pozwalając nam spojrzeć na ten świat z różnych perspektyw. Robi to na tyle klarownie, że czytając trzeci tom „Bram Światłości”, po prostu nie da się zgubić, co przy takiej liczbie postaci jest nie lada wyczynem.
Styl pisarki ma w sobie coś unikatowego. Z jednej strony bywa potoczny, lekki i dynamiczny, mocno skupiony na akcji. Z drugiej – ma w sobie nieco poetyckości. Plastyczne porównania oraz liczne odwołania do różnorakich mitologii i klasyki literatury dobitnie pokazują, jak ogromną wiedzę posiadała ta kobieta.
To niezwykle ciekawe połączenie, choć przynajmniej w tym tomie irytowała mnie pewna drobna maniera. Narrator regularnie zapowiada nam bowiem to, co wydarzy się wkrótce. Na przykład: postać A robi coś i jest święcie przekonana, że udało jej się dopiąć celu. Wtedy jednak czytamy tekst pokroju: „nawet nie wiedział, jak bardzo się mylił”. Takie wtrącenia pojawiają się nagminnie i w pewnym momencie potrafiły mnie już nieco drażnić.

Czy warto było wyruszyć w tę drogę?
Pod kątem fabularnym czuję się po prostu usatysfakzowana. Co prawda sama końcówka powieści wydaje się niemiłosiernie wręcz pędzić, jednak poza tym mankamentem całość utrzymuje bardzo przyjemne tempo. Chyba każdy z naszych bohaterów czegoś się tutaj uczy i wyciąga cenne lekcje z całej tej potężnej ekspedycji. Nie jest to wprawdzie najbardziej zaskakująca historia, jaką przeczytałam w życiu, ale to przecież klasyczna powieść drogi – historia przygodowa, a nie zawiła zagadka kryminalna. W zupełności wystarcza fakt, że sam świat wykreowany przez Kossakowską jest niezwykle kolorowy i fascynujący.
Dobrze wiem, że wielu czytelników uznaje tylko kultowego „Siewcę wiatru”, nie przepadając ani za „Zbieraczem burz”, ani za „Bramami Światłości”. Sama jednak czytałam tę serię tak długo, że pewnych subtelnych różnic pomiędzy poszczególnymi tomami mogę już po prostu nie dostrzegać. Zresztą od tej serii oczekuję przede wszystkim dobrej rozrywki, przyjemnej przygody i sprawnej zabawy mitologiami, a nie wybitnie głębokiej literatury. I to zwykle od niej dostaję.
Trzeci tom „Bram Światłości” nie jest pod tym względem żadnym wyjątkiem. Dobrze się bawiłam w trakcie lektury i błyskawicznie pochłonęłam całą książkę.
Razjel siedział w samotni Lucyfera, pijąc wino i patrząc w gwiazdy. Nefer, który bezbłędnie wyczuwał, że opiekun jest zasmucony i niepewny, trącił łebkiem jego dłoń.
– Nie martw się – mruknął. – Razem damy radę!
Książę Magów pogłaskał pasmo mgły między uszami zwierzątka.
– Jasne, mały – przytaknął. – Pewnie, że damy.
Nie wiedział, niestety, jak niesłychanie trudno będzie spełnić tę obietnicę.
Fragment „Bram Światłości. Tom 3” Mai Lidii Kossakowskiej

Tytuł: Bramy światłości. Tom 3
Tytuł serii: Zastępy anielskie
Numer tomu: 7
Autor: Maja Lidia Kossakowska
Liczba stron: 658
Gatunek: angel fantasy
Wydanie: Fabryka Słów, Lublin 2018
1 thought on “Bramy Światłości. Tom 3: Przygoda wraca na dobry tor [recenzja] [archiwum]”