„Dom między chmurami” czytałam w 2020 roku i miałam wówczas zamiar śledzić dalsze kroki autora. Niestety, sześć lat po jego debiucie dalej nic się nie ukazało, włącznie z kontynuacją tego cyklu. Jak podobała mi się ta powieść high fantasy, kiedy czytałam ją we współpracy z wydawnictwem Zysk i s-ka?

Poznaj więcej powieści high fantasy: „Wygnaniec” | „Królestwo Mostu” | „Lodowy smok” | „Królowie Wyldu”
Ludzie dosiadający wielkich ptaków
Koro pochodzi z krainy, w której ludzie dosiadają wielkich ptaków – ortisów. Jako pierwszy w historii z sukcesem pokonuje ocean i poznaje obce mu lądy. Gdy jego podopieczna umiera, dostaje inne zadanie: ma oswoić i dosiąść jedynego ortisa w Ostrodzie – potężnego i dumnego samca, który nie dopuszcza do siebie absolutnie nikogo.
„Dom między chmurami” to debiut, o którym jest cicho
W kwietniu miał swoją premierę „Dom między chmurami”. To debiut C. Klobucha, wydany niedługo po „Imieniu Boga” Michała Dąbrowskiego – także pierwszej książce autora, której szansę dało to samo wydawnictwo. O ile jednak na tę drugą powieść wpadam w social mediach dość regularnie, o tyle o „Domie między chmurami” jest dość cicho. A szkoda, bo choć to debiut – to wcale nie jest najgorsza literatura.
Idealnie nie jest…
Nie zrozumcie mnie źle: „Dom między chmurami” idealny nie jest. Miałam z tą historią kilka zgrzytów, a pierwszy (i najmocniejszy) miał miejsce w pierwszej jednej trzeciej powieści. Na starcie dostajemy bowiem sporo ekspozycji dotyczącej ortisów i świata przedstawionego w ogóle (co jest raczej normalne w przypadku fantasy). W związku z tym autor zaczyna dość mocno wchodzić w opis szkolenia ptaka i relację, którą Koro buduje ze swoim podopiecznym. Dało mi to nadzieję, że właśnie o tym będzie ta powieść. Wiecie – taka „Flicka” czy inny film o oswajaniu dzikiego rumaka, tylko w wersji ptasio-fantastycznej. Że relacja Koro i jego zwierzęcia będzie kluczowa dla fabuły.
A potem nagle, ni stąd, ni zowąd… autor po prostu ucina ten wątek. Najpierw bohater się męczy i męczy… a potem (bez dobrego opisu punktu kulminacyjnego oswajania) ot tak, już na nim lata. I to dało mi do zrozumienia, że „Dom między chmurami” wcale o tej relacji człowieka i zwierzęcia nie będzie. Za to będzie… o czym właściwie?
O czym tak naprawdę jest „Dom między chmurami”?
A no, jak się okazało, „Dom między chmurami” to w gruncie rzeczy opowieść o Koro, który nie jest mile widziany w krainie, w której przebywa. Otacza go nieufność i osoby, które chcą go zabić. I choć może ewentualne kolejne tomy będą już o czymś bardziej konkretnym, o tyle tę książkę odbieram jako fantastyczną powieść obyczajową o zwiadowcy borykającym się z problemami rasistowskimi. Nie jest to więc szczególnie skomplikowana lektura.
Tę książkę czyta się zaskakująco miło
I tu powoli dochodzimy do rzeczy, które są plusami (czasem z dodatkiem „minusa”). „Dom między chmurami” czyta się bowiem zaskakująco miło. Autor ma dość lekki styl, który przyjemnie prowadzi przez fabułę, chociaż jednocześnie ta historia aż prosi się, by był nieco bardziej klimatyczny. Trochę bardziej stylizowany, trochę mniej współczesny. Nie raziło mnie to jednak zbytnio.

Zabrakło mi relacji i ciepła w tej powieści high fantasy
Zabrakło mi tu jednak lepszego zbudowania relacji między bohaterami. Koro nie jest w końcu jedynym bohaterem powieści. Autor serwuje nam między innymi lekki romans, ale tu dzieje się podobnie jak z ortisem. Zamiast zbudować relację postaci na ciekawych dialogach, część z tego „wycina” – uznaje, że minęło kilka tygodni i bohaterowie po prostu już się uwielbiają. Ot tak, bez głębszej chemii między nimi. Stało się, bo ludzie po prostu się w sobie zakochują, prawda? To pewnie nie byłoby tak rażące, gdyby Klobuch skupił się na relacji Koro z ptakiem… ale i tego trochę brakuje.
Mogę chyba więc dojść do konkluzji, że w tej narracji brakuje mi… ciepła. Jest lekkość, jest całkiem ciekawy świat przedstawiony, jest trochę akcji i jakiś może niezbyt dużych, ale interesujących problemów. Ale nie ma ciepła pomiędzy postaciami, które lepiej popchnęłoby historię do przodu.
Za to jest ciepło w stosunku do samych zwierząt jako takich. Czytając tę książkę, miałam wrażenie, że autor po prostu lubi zwierzęta. Mogę się oczywiście mylić, ale w opisach zachowań ortisów, koni czy psów było w moim odczuciu coś niezmiernie przyjemnego.
Dodatkowo widzę w tej książce pewną świadomość gatunku. Autor zdaje się nieźle rozumieć, o co w fantastyce jako takiej chodzi. Dużo lepiej niż np. Samantha Shannon, która pisząc „Zakon Drzewa Pomarańczy”, debiutantką nie była, a popełniała błędy jak takowa. Ma całkiem niezłe wyczucie tego, co do świata trzeba wprowadzić, ile i w jakim tempie, by całość przynajmniej w miarę się kleiła.
To nie jest słowiańskie fantasy!
Tu muszę wspomnieć parę słów o oryginalnym opisie z tyłu okładki. Pozwólcie najpierw, że zacytuję pierwsze zdanie: „Miłość, poświęcenie i zdrada w pasjonującej opowieści fantasy, w której słowiańska mitologia miesza się z barbarzyńskimi kultami i wszechobecną magią.”
Te pierwsze trzy słowa faktycznie jako tako z prawdą się mają. „Dom między chmurami” nie jest zbyt „epicką” historią, ale owszem – te elementy w nim występują. Problem mam jednak ze słowiańską mitologią, bo jeśli ona tu występuje, to tylko gdzieś daleko w tle. Mimo wszystko głównym magicznym stworzeniem w tej historii są wielkie ptaki, a nie przypominam sobie, by w rodzimej mitologii takowe funkcjonowały. Zresztą czarnoskórego głównego bohatera (co akurat samo w sobie jest fajne, bo brakuje takich w polskiej fantastyce) też bardzo słowiańskim nazwać nie można. Tak jak jego sposobu treningu ortisów czy czegokolwiek innego, składającego się na główny trzon tej historii.
Barbarzyńskie kulty? Albo źle czytałam i ich nie zauważyłam, albo ich tu po prostu za bardzo nie ma. Jakieś plemiona oczywiście są gdzieś w tle… ale nie są aż tak istotne i nie poznajemy ich za dobrze. A magia? Jedyna, jaka tu bardziej występuje, to magia iluzji – wcale nie jest szczególnie wszechobecna. To pierwsze, wytłuszczone zdanie może więc bardzo skutecznie wprowadzić czytelnika w błąd. Przynajmniej w moim odczuciu: bo to po prostu nie jest powieść o tym, co obiecuje okładka.
To całkiem solidny debiut
Mimo pewnych wad „Dom między chmurami” to naprawdę całkiem przyjemny i w miarę solidny debiut. Na pewno daje obietnicę, że w kolejnych ewentualnych tomach może być lepiej i ciekawiej, o ile tylko autor wyciągnie wnioski z obecnych recenzji, które raczej się nad powieścią nie rozpływają. Ta książka ma kilka elementów, które ją wyróżniają: ciekawe, olbrzymie ptaki, czarnoskórego bohatera nietypowego dla polskiej fantastyki czy dobrą podstawę do budowania relacji (nawet jeśli nie do końca wyszło to w tym tomie). Jestem więc skłonna dać autorowi kredyt zaufania i sprawdzić, jak poradzi sobie ze swoją kolejną powieścią.

Tytuł: Dom między chmurami
Tytuł serii: Opowieści Ostrodu
Numer tomu: 1
Autor: C. Klobuch
Liczba stron: 392
Gatunek: high fantasy
Wydanie: Zysk i S-ka, 2020