„Wygnaniec” to debiut Krzysztofa Piskorskiego, który przeczytałam w 2020 roku. To high fantasy w klimacie magii i miecza. Jak podobała mi się ta wtedy już wcale nie nowa książka? Czy warto się za nią zabrać? Sprawdź recenzję!

Sprawdź inne części z cyklu „Opowieści piasków”: „Najemnik”
W pustynnym mieście dochodzi o morderstwa
W pustynnym mieście Tel’Halik dochodzi do morderstwa w trakcie święta Wstąpienia. Kashim, wybitny wojownik w służbie paszy, trafia na niepokojący trop w sprawie. Nie ma pojęcia, że zaczynając ją badać, zsyła na siebie wyrok.
„Wygnaniec” po latach
Już dawno chciałam zapoznać się z „Opowieściami piasków”. To powieściowy debiut Krzysztofa Piskorskiego, którego lubię i znam od lat. Cenię jego umiejętności tworzenia fantastycznych światów, a gdy w 2017 roku zdobył Zajdla, zupełnie szczerze się z tego powodu ucieszyłam. Niestety trylogia nie jest już dostępna na rynku pierwotnym i za pierwszy tom serii – „Wygnańca” – udało mi się chwycić dopiero teraz.
Gdy myślę o tej książce, nasuwa mi się na myśl jedno słowo: „akurat”. „Wygnaniec” jest właśnie taki. Nieszczególnie długi i nierozwleczony. Akurat klasyczny, ale na tyle ciekawy, by utrzymać uwagę czytelnika. W sam raz prosty i klimatyczny zarazem. Chyba już dawno nie czytałam tak wyważonej, bardzo klasycznej powieści high fantasy. Takiej, która może nie jest przełomowa, ale z drugiej strony – to wciąż kawał dobrej rozrywki. Niestety o ten balans w literaturze naprawdę bardzo trudno. Zazwyczaj pisarz oferuje nam coś nowatorskiego, wybitnego albo coś kompletnie złego. A tu proszę bardzo: może niezbyt rozdmuchane, ale wciąż porządne warsztatowo high fantasy, które można po prostu wziąć i czytać.
Bohaterowie i osadzenie w realiach inspirowanych Wschodem
Nie powiedziałabym, że uświadczymy w tej książce niebywale ciekawego systemu magicznego czy jakichś nadzwyczaj intrygujących relacji między bohaterami. Czary tu oczywiście są, ale raczej klasyczne, a postacie również trzymają się pewnych schematów. Poza tym „Wygnaniec” to fantasy „starej daty” pod kątem podejścia do żeńskich postaci, czego absolutnie nie mam mu za złe.
Jak na powieść inspirowaną Arabią przystało, wojownicy w twórczości Piskorskiego są potężni i silni, kobiety zaś pozbawione wielu praw – istnieją raczej w tle jako ozdobnik niżeliby pełnoprawne bohaterki (choć pewne znaczenie też mają). To, wbrew pozorom, całkiem miła odmiana po tych wszystkich powieściach z silnymi (często sztucznie i na siłę) kobietami niepasującymi do realiów. Piskorski wziął na tapet kulturę i wierzenia Bliskiego Wschodu, więc chyba tylko szaleniec spodziewałby się tu silnej bohaterki grającej pierwsze skrzypce.

Sprawdź recenzje innych książek high fantasy: „Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe” | „Królestwo Mostu” | „Lodowy smok” | „Królowie Wyldu”
Światotworzenie i ekspozycja w narracji
Jeśli znacie klimat jakiegokolwiek dzieła fantastycznego osadzonego w realiach Bliskiego Wschodu, to znacie i klimat tej powieści: gęsty, pełen piasku pustyni i religii, w którą zamieszkujący świat ludzie ślepo wierzą. Piskorski dobrze oddaje językiem otaczającą postacie rzeczywistość, jednak muszę przyznać, że przedstawiony świat raczej nie będzie moim ulubionym.
Po pierwsze, jak już wspominałam, sam system magiczny istnieje tu jakby dla samego faktu istnienia. Po drugie, arabskie nazwy po prostu nie do końca mi „brzmią”, więc koniec końców zwykle nie próbuję ich czytać. Nie zmienia to jednak faktu, że samo światotworzenie jest w tym przypadku na dobrym poziomie. Krzysztof Piskorski musiał doskonale wiedzieć, o czym pisze i do jakich kultur się odwołuje. Dlatego jeśli takie klimaty Wam odpowiadają, nie powinniście narzekać.
Fabularnie dostajemy po prostu rozrywkowe high fantasy z mordercami, zagadką do rozwiązania i stopniowo odkrywanym światem przedstawionym. Zresztą nawet ekspozycja w tym przypadku wydaje się być wzięta z poprzedniej epoki twórczości fantastycznej. No bo jak przedstawić mitologię świata? Przecież nie w samej narracji! Gdy autor chce odsłonić przed nami kolejny istotny dla fabuły element świata, zazwyczaj przenosimy się do bohatera, który opowiada jakiemuś słuchaczowi legendę czy po prostu historię. Jest to trochę toporne i wyraźnie sztuczne rozwiązanie, ale ma w sobie pewien urok, przez co absolutnie mi to nie przeszkadzało.
Piskorski naprawdę się rozwinął
Znając późniejsze powieści autora, mam wrażenie, że Piskorski naprawdę się rozwinął – na przykład „Czterdzieści i cztery” jest po prostu powieścią napisaną dużo sprawniej. Mimo to „Wygnaniec” to przyjemna, niezbyt długa książka, po którą warto sięgnąć, jeśli akurat poszukuje się bardzo klasycznego high fantasy.

Tytuł: Wygnaniec
Tytuł serii: Opowieści piasków
Numer tomu: 1
Autor: Krzysztof Piskorski
Liczba stron: 317
Gatunek: high fantasy
Wydanie: Runa, Warszawa 2005
1 thought on “Wygnaniec: Klasyczne high fantasy w arabskich klimatach [recenzja] [archiwum]”