W 2016 roku odkrywałam wielu nowych dla mnie wówczas autorów. „Para w ruch” pozwoliła mi wówczas pierwszy raz spotkać się z twórczością Terry’ego Pratchetta. Nie był to chyba najlepszy wybór. Co sądziłam o tej książce po jej lekturze?

Pan Simmel tworzy wyjątkową maszynę
Pan Simmel dokonuje niezwykłego odkrycia. Tworzy olbrzymią machinę, która za pomocą węgla i wody potrafi się poruszać. Wynalazek ten szybko zyskuje rozgłos… a Moist von Lipwig otrzymuje zadanie związane właśnie z nim. W tym samym czasie niezadowolona grupa krasnoludów snuje coś niedobrego…
„Para w ruch” była nieco spontanicznym zakupem – wiedziałam, że chcę przeczytać coś od Pratchetta, a akurat znalazłam ją na wyprzedaży. Wzięłam bez namysłu. Pamiętałam, że podobno można sięgnąć po dowolny tom z tej serii i rozumieć, o co chodzi, dlatego nawet nie sprawdziłam, czy to część jakiejś większej historii. I jak zwykle nie wyszło mi to na dobre. Chociaż „Para w ruch” to po części osobna powieść, zdecydowanie lepiej jest poznać część bohaterów, zanim sięgnie się po ten tom.
Czemu? Bo choć da się połapać, co i jak, to… tego wszystkiego jest po prostu za dużo. Za dużo postaci, za dużo niekoniecznie istotnych wydarzeń i wzmianek – w połączeniu z brakiem przywiązania do świata przedstawionego sprawiło, że przez „Parę w ruch” ledwo przebrnęłam.
Problemem była nie tylko nieznajomość bohaterów
W każdym razie nie tylko nieznajomość bohaterów utrudniła mi czytanie. Często miałam wrażenie, że Terry Pratchett dobrze pisze, ale jego styl nijak mi nie odpowiadał. Opisów było za dużo i często były kompletnie niepotrzebne. Żarty przypominały mi bardziej „śmieszkowanie” z czasów gimnazjum. Przykładowo, nazywanie postaci imionami, które miały mnie zmusić do śmiechu, u mnie wcale go nie wzbudza – poza naprawdę pojedynczymi przypadkami, a takich w „Parze w ruch” nie znalazłam.
Poza tym sama tematyka nijak mnie nie interesuje. Jak już wspomniałam, opisów w tym tomie znajdziecie wiele, a sporo z nich dotyczy pociągów – ich mechaniki oraz tego, jak ich pojawienie się wpłynęło na społeczeństwo – co samo w sobie kompletnie mnie nie wciągnęło.

Inne książki robią to samo, tylko lepiej?
Tak, mogę mówić, że to nie jest głupia książka, która ma przesłanie: trzeba szanować odmienność – rasową, płciową, jakąkolwiek. Emm… no tak… szkoda tylko, że istnieje wiele innych książek, które bardziej mnie zaciekawiły, a poruszają podobne tematy. Więc jaki jest sens, żeby to tak zachwalać?
Nie chcę Wam tu dłużej narzekać. Jeśli lubicie twórczość Pratchetta, jasne – sięgajcie i po „Parę w ruch”, bo pewnie odnajdziecie w niej sporo interesujących Was tematów i aluzji. To nie jest źle napisana książka, naprawdę… ale mi najzwyczajniej w świecie nie przypadła do gustu i skutecznie zgasiła chęć sięgania po inne pozycje tego autora. Przynajmniej na razie.

Tytuł: Para w Ruch
Tytuł serii: Świat Dysku -> Cykl o Moiście von Lipwigu
Numer tomu: 40 -> 3
Autor: Terry Prachett
Liczba stron: 331
Gatunek: high fantasy, steampunk
1 thought on “Para w Ruch: Machina czterech żywiołów wkracza na tor [archiwum] [recenzja]”