„Grimm City. Wilk!” to nawet w 2026 roku jedna z moich ulubionych książek Jakuba Ćwieka. Poniższą recenzję napisałam w 2016 roku, po tym, jak kupiłam tę książkę na Pyrkonie. Ten mroczny kryminał noir zrobił na mnie wówczas duże wrażenie. Co wtedy o nim myślałam?

Gdy zobaczyłam tę książkę, musiałam ją mieć!
Recenzja trochę wciska się w kolejkę – nie bez powodu, bo nowa książka Ćwieka dopiero co wyszła i uznałam, że jak najbardziej jej się to należy. To, to też drugi post tego dnia, no ale… trudno 😀 Za dużo nieinteresujących rzeczy tu było ostatnio! Generalnie ta książka była taką trochę małą przygodą – jeśli mogę tak rzec. Czemu? A no, bo miałam zamiar kupić „Chłopców” tegoż autora. Niemniej, gdy dowiedziałam się, że „Grimm City” będzie przedpremierowo na Pyrkonie, a ja akurat ostatnio miałam ochotę na coś z urban fantasy, przy okazji dawno też nie czytałam żadnego kryminału… to uznałam, że po prostu muszę swój egzemplarz mieć 😉
Przemysłowe miasto, pełne baśni
Przemysłowe, brudne miasto, zbudowane na ciele olbrzyma, pełne kryjących się za rogiem niebezpieczeństw, z policją nieradzącą sobie z utrzymaniem sprawiedliwości – oto właśnie „Grimm City”, miejsce, w którym nikt, nawet taksówkarze, nie mogą czuć się bezpiecznie. Szczególnie że ostatnio ktoś zaczął ich mordować… Na domiar złego życie traci policjant Wolf, którego wprawdzie nikt nie lubił, ale w końcu – to stróż prawa. I sprawę trzeba rozwiązać w trybie natychmiastowym.
Zaczynając, muszę bardzo pochwalić to wydanie. Jest… doskonałe dla tego typu książki. Okładka jest naprawdę klimatyczna. Wewnątrz możemy znaleźć ilustracje, a czcionka jest w sam raz: nie jest to czternastka czy piętnastka, która zabiera więcej miejsca, niż przekazuje treści, ale też nie jest tak mała, by wzrok przy czytaniu bardzo się męczył. Zdecydowanie książka wygląda dobrze i równie dobrze się ją czyta i przegląda. A to mimo wszystko rzecz bardzo istotna 🙂
Ta książka skojarzyła mi się ze zurbanizowanym „Wiedźminem”
A sama treść…? Jest chyba jeszcze lepsza. Naprawdę, dawno nie trafiłam na tak dobrą książkę utrzymaną w takim klimacie, który mi skojarzył się nieco ze zurbanizowanym „Wiedźminem”, choć rzecz jasna fabuła nijak ma się do tworów Sapkowskiego.
Miasto wykreowane przez Ćwieka po prostu żyje. Ma swoje legendy, zbirów oraz stróżów prawa. Wszystko jest na swoim miejscu – może czasem nieco irracjonalnym, ale jednak – miejscu. „Grimm City” przesycone jest zurbanizowanym, gęstym klimatem, z jedynie delikatną domieszką baśniowości, co nadaje całemu światu przedstawionemu nieco kolorytu, dzięki czemu nie jest aż tak surowe, jak mogłoby być.

Bohaterowie w „Grimm City” są naprawdę ciekawi
Bohaterowie również nie są byle jacy. Mamy ich całkiem sporo, owszem, co wprawdzie mnie odrobinkę irytowało – łatwiej odnaleźć mi się w historii, gdy główne skrzypce gra jedna postać. Niemniej, to tylko moje indywidualne odczucie, które mam zawsze przy takich historiach, niezależnie, jak dobre czy złe by nie były. Bohaterowie sami w sobie są jednak wykreowani wyraźnie i ciekawie. Mają swoje historie i charaktery, raczej nie gubią się w tłumie. Przy tym myślą. Nie są głupi i mają swoje zdanie, co też się chwali. W „Grimm City” zdecydowanie nie znajdziecie niepewnych siebie, nijakich postaci.
Czego również nie znajdziecie w tej powieści? Romansu i delikatności. Tak, to brutalna, zdecydowana historia i na pewno nie jest opowiastką dla małych dziewczynek lubiących bajki. Niemniej nie jest aż tak źle, jak myślałam. Ta delikatna domieszka baśni, które czają się w tle, sprawia, że „Grimm City” naprawdę ma w sobie jakąś niewysłowioną magię.
Kryminalna zagadka nie jest aż tak istotna
Co jest dość istotne, to fakt, że choć głównym wątkiem jest zagadka, to jednak nie odgrywa ona aż tak ważnej roli w historii, jaką mogłaby odgrywać. Ćwiek poświęca dość dużo czasu na pokazywanie nam miasta, jego zaułków i wierzeń. Jednak ta cała otoczka jest na tyle ciekawa i na tyle dobrze wyważona, że doskonale wplata się w całość i jest integralną częścią tekstu, bez której ta powieść nie miałaby prawa zaistnieć. Bądź co bądź, sama w sobie zagadka jest dość zwyczajna – to klimat całości, a nie ona sprawia, że „Grimm City” jest tak dobrą książką.
Nie boicie się mroku? Krwi? Brudu? „Grimm City” jest dla Was. Niestety, choć osobiście nie wyobrażam sobie, aby komuś ta powieść się nie spodobała, obiektywnie patrząc, dobrze wiem, że nie spodoba się osobom lubującym się w barwnych, wręcz kolorowych i delikatnych historiach. Ale każdy, kto tylko ma ochotę na tego typu historię, naprawdę powinien dać jej szansę, bo to po prostu kawałek dobrej, klimatycznej baśni dla dorosłych.

Tytuł: Grimm City. Wilk!
Autor: Jakub Ćwiek
Liczba stron: 384
Gatunek: kryminał / urban fantasy
3 thoughts on “Grimm City. Wilk!: Baśń o zbrodni dla dorosłych [recenzja] [archiwum]”