To był ten moment, kiedy myślałam, że polubię się z twórczością Stephene Kinga. „Oczy smoka” znalazłam w bibliotece i z zaskoczeniem przyjęłam fakt, że ta powieść naprawdę mi się spodobała. Sprawdź, co dokładnie miałam na myśli, pisząc poniższą recenzję w 2014 roku.
Początek mojej przygody z książkami Kinga nie był dobry
O Stephenie Kingu usłyszałam pierwszy raz na początku gimnazjum. Horrory nigdy mnie zbytnio nie interesowały, więc chyba nic w tym dziwnego. Niemniej, gdy już w końcu jego nazwisko obiło mi się o uszy, usłyszałam o nim wiele pochwał i gdy do rąk wpadła mi „Christine”, zabrałam się do niej z niemałym entuzjazmem… i choć nie przypadła mi zbytnio do gustu, to czytało mi się ją w miarę przyjemnie. Następna książka, „Czarny Dom”… podeszłam do niej nieco bardziej sceptycznie, ale miałam nadzieję, że wtedy po prostu źle trafiłam… Cóż, ledwo dobrnęłam do końca. „Christine” przynajmniej przyjemnie mi się czytało, zaś ten horror zdawał mi się ciągnąć w nieskończoność. Ale do trzech razy sztuka, czyż nie? Zapraszam więc na moją recenzję książki fantasy Kinga, noszącej tytuł „Oczy smoka”.
Chyba dla nikogo, kto choć trochę zagłębił się w świat książek, nie jest obcy fakt, że King tworzy głównie horrory na dość wysokim poziomie i właśnie dzięki nim zdobył całą swoją popularność. Dlatego też, słysząc o jego książkach fantastycznych, w głowie miałam wizje mrocznych, tajemniczych światów i historie rodem z powieści tegoż autora. I naprawdę nie spodziewałam się tego, że „Oczy smoka” będą zupełnym zaprzeczeniem wszystkich moich przypuszczeń…
To fantastyczny świat rodem z animacji Disney’a
Dostajemy świat, który wygląda mniej więcej tak, jakby wypadł z jakiejś disneyowskiej bajki. Mamy niezbyt inteligentnego, ale mimo to dobrego króla, Rolanda, jego dwóch synów, Petera i Thomasa, z których pierwszy jest tym dobrym, inteligentnym i nieskazitelnym, drugi zaś jest tym głupim, którym wyjątkowo łatwo da się manipulować. Oczywiście nie może zabraknąć czarnego charakteru, którym jest bardzo zły i bardzo przebiegły czarnoksiężnik, Flagg, będący również doradcą króla. Bohaterowie są schematyczni, dość mocno przerysowani… Widać to wyraźnie, jednak jako że narrator wcale nie próbuje nam wmówić, że opowiada coś więcej niż baśń, mnie szczególnie to nie uderzyło.
Całą fabułę znamy niemalże od razu – znajduje się i na tyle okładki, i jest opisana na pierwszych stronach. Generalnie rozchodzi się o to, że Flagg zamordował króla Rolanda, wysłał Petera do więzienia i posadził na tronie Thomasa, którym sobie manipuluje i w ten sposób rządzi całym państwem, rozsiewając w nim wysokie podatki i brutalne traktowanie. Ale… ale mimo że sam narrator uprzedza nas, co zaraz się wydarzy, mimo że całość bazuje na prostych, baśniowych schematach, to jednak tę książkę po prostu chce się czytać dalej. Aby poznać szczegóły, aby może jednak przyłapać narratora na jakimś drobnym kłamstwie? Niby wiem, co się wydarzy, niby znam tę historię od dawna… ale po prostu chcę przeczytać jeszcze kawałek, chcę pójść trochę dalej… Oj tak, ta narracja, która z daleka wydaje się głupim i nudnym sposobem, w tym przypadku naprawdę fajnie się sprawdziła.
To prosta, barwna i zaskakująco niewinna opowieść fantasy
Co prawda niektóre scenki przynajmniej mnie nudziły, ale sam styl, w jakim „Oczy smoka” zostały napisane, jest prosty i kolorowy, przy okazji bardzo niewinny, i to chyba właśnie dzięki niemu ta powieść kojarzy mi się ze wspomnianą wcześniej disneyowską animacją.
Mnie osobiście ta książka bardzo przypadła do gustu – może nie jako coś wybitnego, do czego chcę wracać i co koniecznie chcę postawić na swojej półce, ale na pewno jako chwila przyjemnej rozrywki, powrotu do dzieciństwa i odstresowania się. I każdemu, kto właśnie takiej książki szuka, mogę z czystym sumieniem ją polecić 🙂

Tytuł: Oczy smoka
Autor: Stephen King
Liczba stron: 400
Gatunek: fantasy
2 thoughts on “Oczy smoka [archiwum] [recenzja]”