„Żarna niebios” to było moje drugie spotkanie z twórczością Mają Lidii Kossakowskiej. Drugie, bo zaczęłam od „Zbieracza burz”, trzeciego tomu jej anielskiego cyklu. To dzięki tym książkom w 2016 roku odkryłam, że istnieje coś takiego, jak angel fantasy. I nawet dziś, przenosząc ten wpis w 2026 roku na nową stronę, mam do tej historii pewną dawkę nostalgii. Jak wówczas oceniłam ten zbiór opowiadań?

Nic, co anielskie, nie jest nam diabelnie obce…
Dziesięć opowiadań. Każde inne. Ale każde — o istotach stworzenia boskiego.
Pewien człowiek widzi „Światło w tunelu” i trafia do Nieba. Przez, wydawałoby się, zbieg okoliczności poznaje dwóch aniołów, którzy potrzebują pomocy Syna Adama.
„Dopuszczalne Straty” w szeregach anielskich nie są zbyt duże, szczególnie gdy Pan postanowił odejść z tego świata. Archaniołowie robią wszystko, aby utrzymać porządek w nowym ładzie.
Czasem zdarza się, że twój klient to „Sól na pastwiskach niebieskich”, szczególnie gdy wykonujesz robotę anioła stróża. A co, gdyby tak z tej pracy zrezygnować…?
„Zobaczyć czerwień” nietrudno, gdy twoją matką jest wściekła na ciebie Lilith… oj, nietrudno! Tylko jak poradzić sobie z tą jędzą, gdy służy jej pół Głębi?
Czasem tak rysujesz, rysujesz… i wyrzucasz kartki do „Kosza na Śmierci”. A potem okazuje się, że dzięki temu oraz gadającej toalecie poznajesz tożsamość jednego z największych aniołów w Królestwie…
Nawet w świecie Boga można poczuć spływającą po ciele „Smugę Krwi”, szczególnie gdy wędrujesz samotnie, szukając pracy, i wpadasz na biedną, młodą demonicę.
Jeden anioł umiera, a drugi jakimś cudem przeprowadza młodą kobietę na Drugą Stronę, mimo że ta jeszcze żyje… dzięki czemu będzie miała okazję obserwować, jak pracują „Żarna Niebios”.
Jak nawrócić złego człowieka, gdy jest się jego aniołem stróżem…? Podobno działania zbliżone do budowania „Wieży zapałek” są najskuteczniejsze.
Gdy demon się nudzi, czasem wpada, by pomóc biednemu wieśniakowi wspiąć się na szczyt. Któż zabroni, skoro może, a w roli seniora „Gringo” sprawdza się całkiem nieźle?
Kiedyś w świecie rozbrzmiewała legenda o „Beznogim Tancerzu”, który mimo braku nóg dalej potrafił zachwycać swym kunsztem. Jak jednak ma się to do Daimona Freya?
Opis i owszem, długi, może nieco za długi — ale w końcu dostajemy od Kossakowskiej aż dziesięć opowiadań, które na dodatek traktują o zupełnie innych historiach, mimo pojawiających się w nich elementów wspólnych.
„Żarna niebios” nie zaskoczyły mnie światem przedstawionym
Jako że miałam już okazję czytać trzeci tom serii, nie byłam jakoś zaskoczona światem przedstawionym. O ile jednak w tamtym tomie przybrana przez autorkę konwencja trochę mnie irytowała, to tym razem chyba po prostu do tego już przywykłam i anioły rzucające kolokwializmami wcale mnie nie irytowały, szczególnie że pierwszy tom ma w sobie tak wiele różnorodnych historii, że po prostu nie miałam czasu, by zwracać na to uwagę.
Opowiadania Kossakowskiej są… po prostu dobre. To ciekawe, wciągające historie. Niektóre nieco chaotyczne — fakt — ale przyjemnie i szybko się je czyta, a świat przedstawiony trzyma się kupy. A o to chodzi.

Tu nie brakuje ciekawych bohaterów
Bohaterów mamy naprawdę ogrom, jednak dwójka szczególnie zapadła mi w pamięć. Przede wszystkim Daimon Frey, którego już dane było mi polubić. Nie ma go w tym tomie zbyt wiele, ale owszem, pojawia się i jest naprawdę cudownym wojownikiem. Ma charakter, jest pomysłowy, ba, nawet żartobliwy, choć nieprzesadnie. Bardzo dobrze się go obserwuje. Drugą taką postacią jest Nuriel z „Żarn Niebios”. Nie został szczególnie rozwinięty przez formę przyjętą przez autorkę (bo cóż można zdziałać, mając do dyspozycji pięćdziesiąt stron?), ale w jakiś sposób po prostu go polubiłam. Ot, tak, bo mogę, bo mi się podobał 🙂
Co rzuca się w tej serii w oczy, to fakt, że aniołowie nie różnią się wcale od demonów. To znaczy, owszem, mają konkretnie przydzielone funkcje, jednak mieszkańcy Nieba nie są wcale aż tacy święci, a diabły i demony potrafią być całkiem sympatyczne, na tyle, że aż człowiek chciałby się z nimi spotkać. Nic dziwnego zresztą, skoro nie tylko mają tego samego twórcę, ale również razem piją, bawią się i paktują…
Jak wyglądają relacje anielsko-ludzkie?
To, co jeszcze zwróciło moją uwagę, to relacja aniołów — i nie tylko ich — z ludźmi. Synowie Adama i Córki Ewy traktowane są przez nich jak kumple. Tak po prostu. Z jakimś szacunkiem, ale raczej na luzie, tworzą bardzo przyjemne relacje, na które aż chce się patrzeć. Naprawdę, ja chcę mieć takich przyjaciół w Niebiosach jak ci ludzie w opowiadaniach Kossakowskiej! To postacie, którym spokojnie mogłabym zaufać, znacznie mi bliższe niż te pozbawione pierwiastka zła stworzenia z obrazków dla dzieci.
Historie Kossakowskiej są naprawdę bardzo kreatywne, ciekawe. Wciągają i są napisane prostym stylem. To dobra pozycja — i jeśli tylko interesuje Was fantasy traktujące o niekoniecznie świętych aniołach, warto po nią sięgnąć.

Tytuł: Żarna Niebios
Tytuł serii: Zastępy Anielskie
Numer tomu: 1
Autor: Maja Lidia Kossakowska
Liczba stron: 512
Gatunek: angel fantasy
6 thoughts on “Żarna Niebios: Co słychać w Królestwie? [recenzja] [archiwum]”