Kiedy jakoś w 2021 albo 2022 powtarzałam tę książkę, okazało się, że nie potrafię już do niej wrócić z entuzjazmem. Jednak w 2016, kiedy „Siewca Wiatru” był dla mnie zupełną nowością, zaskoczył mnie naprawdę pozytywnie. To było kolejne moje spotkanie z twórczością Mai Lidii Kossakowskiej; wcześniej czytałam „Żarna niebios”. Sprawdź recenzję, którą napisałam w 2016 roku!

W Królestwie nastały niepewne czasy
Pan odszedł. W Królestwie nastały niepewne czasy, a jakby tego było mało, ktoś kradnie „Księgę Tajemnic” Razjela. Zaczyna się bunt, zaczyna się rewolucja… W tym samym czasie Daimon Frey, Anioł Zagłady, wpada na Jagnię, istotę mającą obwieścić koniec świata.
Wszystko wskazuje na to, że już wkrótce nadejdzie Antykreator, który pochłonie każde żywe i nieżywe stworzenie.
Opis brzmi nieźle. I nic dziwnego, fabuła też jest naprawdę dobra. Mamy dużo Daimona Freya, całkiem sporo bohaterów z opowiadań, Archaniołów, masę akcji i kilka niekoniecznie poważnych scenek wprowadzających do całości fajny klimat. Czego chcieć więcej od dobrej rozrywkowej historii?
Zazdroszczę Kossakowskiej stylu!
Styl Kossakowskiej jest godny pozazdroszczenia. Prosty, mroczny, ale jednocześnie niepozbawiony kobiecej ręki i kobiecego spoglądania na mężczyzn, co paniom powinno przypaść do gustu. Ale, ale! Nie jest to literatura kobieca, w żadnym wypadku. Panom ta historia powinna spodobać się zdecydowanie bardziej. W końcu mamy wojnę, szlachetne i mniej szlachetne wybory. Męskie przyjaźnie. Dużo męskich przyjaźni. Mimo to ta kobiecość w tym tomie zdecydowanie gdzieś tam się przebija. W „Siewcy” mamy przynajmniej trzy dość istotne postacie kobiece, które mają wpływ na dwóch z bohaterów i myślę, że obserwowanie ich będzie dla pań czymś jak najbardziej przyjemnym.

Książka z akcją w Niebie, wśród aniołów
O ile w tomie pierwszym i trzecim Ziemia jako taka odgrywa główną rolę, tak w tym akcja toczy się głównie w Królestwie oraz jego okolicach, zaś na naszej planecie miejsce ma ledwie kilka scenek. Nie skupiamy się wcale na różnicach życia ludzi i aniołów, co przy tak wielkim wydarzeniu, jakim jest pojawienie się Antykreatora i jego owocu, Siewcy Wiatru, jest zabiegiem dobrym i jak najbardziej zrozumiałym. Zarówno postacie Skrzydlatych, jak i Głębian są naprawdę ludzkie. Początkowo na to narzekałam — tak, wiem — jednak teraz nie wyobrażam sobie świata wykreowanego przez Kossakowską z aniołami i demonami, które miałyby w sobie więcej boskości niż sam Bóg. Są potężni, owszem. Mają przewagę nad ludźmi, bo wiedzą, że Pan istnieje. Nie muszą w niego wierzyć. Ale poza tym cechami charakteru nie różnią się od nas, dzięki czemu bez problemu możemy wczuć się w ich wybory.
Ciekawostki po epilogu
Co ciekawe, po zakończeniu czytania przeżyłam bardzo przyjemne zaskoczenie. Mianowicie autorka po epilogu umieściła wyjaśnienie, skąd wzięła się jaka postać i nazwa, wyjaśniając, z jakich wierzeń pochodzi i co dodała sama od siebie. To naprawdę ciekawa lekcja, dzięki której można łatwo zapamiętać kilka ciekawostek. Nie miałabym nic przeciwko, gdyby taka notka pojawiała się przy wszystkich powieściach czerpiących mocno z mitologii czy jakichś wierzeń.
„Siewca Wiatru” to bardzo dobry akcyjniak z fajnymi bohaterami i kreatywnymi wyjściami z sytuacji. Warto się z nim zapoznać, wcześniej oczywiście sięgając po tom pierwszy 😉

Tytuł: Siewca Wiatru
Tytuł serii: Zastępy Anielskie
Numer tomu: 2
Autor: Maja Lidia Kossakowska
Liczba stron: 656
Gatunek: angel fantasy
6 thoughts on “Siewca Wiatru: Antykreator nadchodzi [recenzja] [archiwum]”