„Takeshi. Cień śmierci” czytałam niedługo po tym, jak w 2016 roku skończyłam moją przygodę z „Zastępani anielskimi” Kossakowskiej. Poznawałam tę książkę w trakcie matur i liczyłam chyba, że to będzie kolejny tytuł od autorki, który mnie zachwyci. Tak się jednak wówc zas nie stało. Jak odebrałam tę powieść Kossakowskiej?
Dawny zabójca, teraz wędrowny artysta
Niegdyś zabójca i Cień Śmierci, teraz Takeshi, wędrowny artysta próbujący uciec przed przeszłością.
Już miał nadzieję, że mu się udało, że do końca swoich dni będzie wiódł spokojne życie…
Los jednak chce inaczej. Gdy gospoda, w której przebywa, zostaje napadnięta, wdaje się w bójkę, nieświadomie napuszczając na siebie Mariko — psychopatyczną córkę gangstera, która gotowa jest umrzeć, szukając godnego jej przeciwnika.
Nie mam pojęcia, czego spodziewałam się po tej książce. W sumie… chyba niczego konkretnego. Po prostu dobrej historii napisanej prostym językiem, z fajnymi zwrotami akcji i bohaterami. Czy dostałam to, czego chciałam?
Tak, po części owszem.
Takeshi to dobrze wykreowany bohater
Takeshi to dobrze wykreowany bohater. Idealny zabójca: inteligentny, zmyślny. Nie jest jednak wszechwiedzący, popełnia błędy, które znacząco wpływają na jego los. Mimo to został doskonale wyszkolony i to w jego postępowaniu widać. Nie jest jak bohaterka „Szklanego Tronu”, która tylko z nazwy jest zabójczynią. On naprawdę potrafi zabić bez wahania każdego.
Drugą dość istotną dla fabuły postacią jest Haru — nastolatka, córka wójta, myśląca, że jest księżniczką. Swoim zachowaniem przypominała mi trochę dziewczynę Lighta z „Death Note’a” i chyba rzeczywiście ma z nią sporo wspólnego. Była czasami irytująca, niemniej miała w sobie trochę uroku jako postać. Podobnie było z przyjaciółmi Takeshiego.
Dopóki autorka trzymała się tych postaci, mimo świata, do którego mam kilka zarzutów, o czym napiszę za chwilę, całość w moich oczach wyglądała całkiem fajnie. Naprawdę polubiłam Takeshiego, choć nie został wcale moją ukochaną postacią. Problemem były wszystkie postacie poboczne, którymi Kossakowska próbowała budować polityczną otoczkę, a które mnie po prostu nudziły. Najmniejszy problem stanowiła Mariko, która była po prostu zupełnie psychopatyczną postacią, ale pozostałe… po prostu mnie nudziły i nie miałam najmniejszej ochoty o nich czytać.
Co sądzę o świecie przedstawionym, inspirowanym Japonią?
A co z tym światem? Cóż, jest świetnie wykreowany. Naprawdę jest dobry. Kossakowska połączyła japońskie średniowiecze z biostworami, holoobrazami i skuterami, co dało dość ciekawy efekt. Niemniej… o ile na pewno docenią to fani kultury japońskiej, o tyle mnie to połączenie nie do końca pasowało. Nie jestem wielką fanką tego kraju. Owszem, lubię i doceniam, ale wschodnie imiona niekoniecznie są miłe dla mojego ucha, sama kultura jest dla mnie dość obca, a jeśli jeszcze to połączymy z science fiction, którego niekoniecznie uwielbiam… to wychodzi świat, w który nie mam ochoty się wgłębiać. Ale jak wspomniałam, to tylko i wyłącznie moje preferencje. Fanom Japonii powinien naprawdę przypaść do gustu, bo w to, że Kossakowska nieźle zagłębiła się w temat, nie wątpię.
Jaki jeszcze jest „Takeshi”? Pełny akcji, nieprzesłodzony, stosunkowo brutalny, choć dalej muśnięty kobiecą ręką. Sposób, w jaki „Takeshi” został napisany, nieco mnie irytował. Z jednej strony mamy sceny walki, z drugiej ciągle zmieniającą się perspektywę, ciągle to uczucie, że książka nie została dopracowana tak, jak powinna… Mamy akcję, która skacze z miejsca na miejsce, i treści, które niekoniecznie są interesujące. Fabularnie wszystko się klei, ma sens, jest logicznie i dobrze przedstawione… ale… ale… nie czuję się przekonana do tej książki. Naprawdę nie.
„Takeshi” spodoba się tym, którzy szukają czegoś brutalnego, i tym, którzy lubią wschodnią kulturę. W takiej sytuacji może okazać się fajnym pożeraczem czasu. Ja jednak jestem do tego tytułu nastawiona bardzo sceptycznie… Jest OK, nie nazwę tej powieści złą książką. Ale czegoś mi jednak w niej zabrakło…

Tytuł: Takeshi. Cień Śmierci
Tytuł serii: Takeshi
Numer tomu: 1
Autor: Maja Lidia Kossakowska
Liczba stron: 460
Gatunek: science-fiction / fantasy
2 thoughts on “Takeshi. Cień Śmierci: SF o średniowiecznej Japonii [recenzja] [archiwum]”