Skoro „Czerwień rubinu” tak mi się spodobała to nie omieszkałam się niedługo później zabrać za kontynuację. Do dziś jednak pamiętam, że „Błękit szafiru” przynajmniej trochę mnie rozczarował. Co sądziłam o tej młodzieżowej powieści z podróżami w czasie w 2016 roku, niedługo po przeczytaniu?
Gwen wybiera się na XVIII-wieczne przyjęcie
Gwen od niedawna potrafi podróżować w czasie. Już wkrótce ma wybrać się na przyjęcia w XVIII wieku, dlatego pilnie uczy się zachowań i zwyczajów istniejących w tamtych czasach. No, nie do końca pilnie… Towarzystwo Charlotte, otaczające ją zewsząd tajemnice i Gideon, który wysyła jej sprzeczne sygnały odnośnie swoich uczuć, wcale jej nie pomagają.
„Błękit szafiru” nie wnosi wiele nowego
Pierwszy tom trylogii okazał się dla mnie całkiem porządną młodzieżówką, dlatego z czystej ciekawości sięgnęłam po drugi. Cóż odkryłam? Nic nowego, no może poza nieco zmienioną koncepcją autorki. Ale po kolei!
Styl Gier cały czas jest lekki, przyjemny i choć nie oczarowuje – nie mogę się go czepiać. Dla młodzieżówki jest wręcz doskonały i o więcej w tym przypadku nie mam prawa prosić. Podobnie ma się sprawa z przerysowanymi bohaterami, którzy cały czas są widoczni, choć chyba mniej rzucają się w oczy. Nie bez przyczyny jednak, ale o tym za chwilę.
Zamiast podróży w czasie, wątek miłosny
Podróże w czasie robią się coraz niebezpieczniejsze, intryga jest coraz lepiej widoczna… i to wszystko budowałoby cudownie klimat dalszej części historii, gdyby nie jeden mankament. Mianowicie w tomie pierwszym skupiamy się bardziej na podróżach w czasie, na nowościach, które otaczają Gwen. A tu? Tu bohaterka przez większą część historii po prostu zastanawia się nad tym, co czuje do niej Gideon. Mimo że ma tyle na głowie, on jest jej oczkiem w głowie, przez co wszystkie plany i intrygi idą w las. Ba! Autorka oddała nawet rozwiązywanie jednej z tajemnic jej przyjaciółce, w chwili gdy Gwen przeżywała katusze dotyczące swojego ukochanego. Niestety to sprawia, że historia – choć dalej całkiem niezła – zbliżyła się swoim poziomem do paranormalnych romansów. Trochę boli mnie to, że z jednej strony autorka skupia się na relacji tych dwojga młodych ludzi, a z drugiej jej opisy są na tyle lekkie i naiwne, że wcale do mnie nie trafiają. Ale czy to sprawka wieku i obycia…? Cóż, prawdopodobnie. Najzwyczajniej w świecie nie uważam, by w tydzień dało się zbudować taką relację.
„Błękit szafiru” mnie nie zaskoczyła
Nie mogę powiedzieć, by ta część mnie zaskoczyła. Fabuła po prostu płynie, wciąga, ale nie ma w niej niczego, czego w jakiś sposób nie dałoby się przewidzieć. Zadawałam jej raczej pytania „kto i kiedy”, a nie „co i jak”, a to zdecydowanie świadczy o jej przewidywalności. Nie ma tu też wyraźnego odcięcia pomiędzy tą a poprzednią częścią, ale to odbieram jako zaletę. Bardzo nie lubię, gdy z książek robi się serial, w którym każdy tom ma swój odrębny motyw przewodni, nawet jeśli ogólnie trzymają się kupy.
Mimo że kontynuacja nie przebiła swojej poprzedniczki, dalej uważam, że to fajna literatura młodzieżowa skierowana do dziewczyn. Szkoda tylko, że autorki niemal na siłę wciskają im romanse… choć bądź co bądź, większość dziewczyn to lubi, więc może nie powinnam na to narzekać? Jeśli podobała Wam się poprzednia część – jasne, sięgajcie, nie widzę przeciwwskazań. Miejcie jednak na uwadze, że ta część naprawdę bardziej skupia się na romansie i relacji między dwójką bohaterów (która przy tym pozostaje stosunkowo płytka), niż na samych epickich podróżach w czasie i intrygach. Bo te są, ale nawet gdy autorka próbuje je rozwinąć, to koniec końców i tak zawsze wraca do Gwen i Gideona…
– Z wachlowaniem i menuetem dam sobie jakoś radę – oznajmiłam bez wahania. – To nie jest wielkie ryzyko, mamo. Jedyne niebezpieczeństwo polega na tym, że roztrzaskam wachlarz na głowie Charlotte.
– Sama widzisz, Grace. – Falk mrugnął do mnie.
– Kogo chcesz nabrać, Falk! – Mama rzuciła mu ostatnie mroczne spojrzenie, po czym wzięła mnie za rękę i pociągnęła za sobą. – Chodź. Czekają na nas z posiłkiem.
– Do jutra, Gwendolyn – zawołał za nami Falk. – I… och… do kiedyś tam, Grace.
– Do widzenia – mruknęłam. Mama też coś mruknęła, ale niezrozumiale.
– A więc jeśli chcesz znać moje zdanie: stóg siana – powiedział Xemerius. – Nie zmylą mnie tą swoją sprzeczką. Doskonale umiem rozpoznawać znajomości ze stogu siana.
Fragment z książki Kerstin Gier „Błękit szafiru”

Tytuł: Błękit Szafiru
Tytuł serii: Trylogia Czasu
Numer tomu: 2
Autor: Kerstin Gier
Liczba stron: 346
Gatunek: powieść młodzieżowa, fantasy