„Czerwień Rubinu” Gier to książka, o której istnieniu wiedziałam co najmniej od 2012 roku. Do dziś pamiętam, że stała na półce mojej ówczesnej koleżanki. Jednak jako butna nastolatka nie sięgnęłam po nią aż do 2016 roku. Jak wówczas spodobała mi się ta młodzieżowa powieść fantasy z podróżami w czasie?
Ten gen pozwala na podróże w czasie
Gwen ma szesnaście i pół roku. Jest outsiderką z jedną przyjaciółką, która wiecznie czuje się nieco odrzucona: wszystko dlatego, że większa część rodziny wychwala pod niebiosa Charlotte, która podobno ma w sobie gen pozwalający na podróże w czasie. Gwen zaś zdaje się być czarną owcą, która przynosi rodzinie tylko wstyd. Wszystko zmienia się jednak, gdy matka dziewczyny przyznaje się do zmiany daty jej narodzin, co oznacza, że to jednak ona może być jedną z dwunastu podróżników w czasie. Jakie sekrety zostaną odkryte przed dziewczyną i w co zostanie wplątana?
Podejrzewam, że na wstępie zaskoczę wszystkich, którzy mnie zwykle czytują… Mianowicie „Czerwień Rubinu” to porządnie napisana młodzieżówka dla dziewczyn. Naprawdę! W końcu udało mi się na taką trafić i… właściwie jestem zadowolona, mogąc o tym w końcu wszystkich powiadomić.
Nie jest to w żadnym razie wielka, epicka historia, która przez swoją ponadczasowość nadaje się dla dosłownie każdego czytelnika, ale tak – jest po prostu w porządku. Daleko jej do dzieł na przykład Cornelii Funke, ale zdecydowanie zasługuje na polecenie nastoletnim dziewczynom, które szukają lekkiej, przyjemnej i przy tym ciekawej pozycji.
„Czerwień Rubinu” czyta się szybko i przyjemnie
Styl Gier jest bardzo przyjemny, leciutki – przez co historię czyta się niezwykle szybko i miło. Nic w historii się nie przeciąga, akcja jest wartka i nawet trzyma się kupy, o ile oczywiście nie zaczniemy wchodzić w szczegóły i zastanawiać się nad niektórymi mechanizmami dotyczącymi podróży w czasie. Niemniej to nie jest pozycja napisana po to, by się nad tym zastanawiać – „Czerwień Rubinu” to bajka i nawet nie próbuje udawać, że nią nie jest. Dobra zabawa przy tej pozycji wymaga więc przyjęcia wszystkiego, co daje nam narratorka, i nierozdrabniania tego na części pierwsze.
No i właśnie jedną z cech, które sprawiły, że „Czerwień Rubinu” uznałam za dobrą pozycję, jest jej bajkowość, a co za tym idzie – przerysowanie. Gier nie próbuje udawać, że pisze dla dorosłego, dojrzałego czytelnika, pozwalając sobie na karykaturalne przedstawianie niektórych postaci, zwłaszcza tych negatywnych. Od razu wiemy, kto jest fajny, a kogo mamy nie lubić. Najintensywniej przerysowana jest Charlotte oraz jej matka, które chwilami są przez to wręcz śmieszne. Z drugiej strony autorka zachowuje ciut realizmu i sprawia, że jest mi trochę żal tej dziewczyny: przygotowywała się przez całe życie do wielkich czynów, a tu nagle wszystko idzie na marne! To zdecydowanie jest nieco przykre, nie sądzicie? I autorka też nie próbowała tego przed czytelnikiem ukrywać.
Poza tymi dwiema postaciami właściwie wszystkie inne kreowane są na zasadzie: dobry, zły, fajny, niefajny. Bohaterowie nie są zbyt mocno rozbudowani, ale mają konkretne cechy i motywacje, a to wystarcza, by dobrze poprowadzić taką niezbyt skomplikowaną fabułę.
Gwen to normalna dziewczyna
Najnormalniejszą postacią w „Czerwieni Rubinu” jest oczywiście główna bohaterka. Zwyczajna, dość szara, nie ogarniająca, co się wokół niej dzieje, ale jednocześnie pragnąca wyjaśnień – innymi słowy zachowuje się jak niemal każda dziewczyna, która znalazłaby się w takiej sytuacji, dzięki czemu czytelniczka ma spore szanse, by się z nią utożsamić, i wydaje mi się, że autorce o to właśnie chodziło. Nie przeczę – ten zabieg wyszedł jej całkiem dobrze.
W powieści YA dla dziewczyn nie mogło zabraknąć romansu
Jak na młodzieżówkę przystało, nie mogło tu zabraknąć romansu między głównymi bohaterami. Ten na szczęście nie jest bardzo mocno widoczny i to nie na nim skupia się Gier, także nie sądzę, aby komukolwiek mógł on przeszkadzać, a dla większości jego istnienie powinno być zaletą pozycji. Niestety muszę się do niego nieco przyczepić: w jednej chwili podczas czytania poczułam pewien zgrzyt. Autorka wręcz za słabo rozwinęła relację Gwen z jej ukochanym, co sprawiło, że gdy zaczęli się zbliżać do siebie nieco mocniej, było to dość nagłe. Zwłaszcza że ów chłopak podobno przez wiele lat budował jakąś relację z kuzynką Gwen. I tak w ciągu chwili rzucił to wszystko dla niemal mu obcej dziewczyny? Nie sądzicie, że to nieco wątpliwe?
Wracając jeszcze na chwilę do fabuły – sam pomysł z podróżami w czasie uważam za całkiem ciekawy, choć w tym przypadku (jak już wcześniej pisałam) nie można czepiać się szczegółów. Poza tym historia jest dość tajemnicza i wydaje mi się, że sporej liczbie osób, zwłaszcza młodszym, może przypaść do gustu.
Koniec końców „Czerwień Rubinu” to jedna z lepszych pozycji młodzieżowych, na jakie trafiłam w ostatnim czasie i chyba pierwsza kierowana typowo do dziewczyn. Jeśli więc szukacie fajnej, lekkiej młodzieżówki, to śmiało możecie po nią sięgać – nie sądzę, byście byli zawiedzeni. W kategorii młodzieżowej zasługuje na naprawdę wysoką ocenę. Niestety, jeśli szukacie czegoś dojrzałego, to lepiej sięgnijcie po coś kierowanego do dorosłych, ale… wydaje mi się, że to chyba rzecz oczywista 🙂 „Czerwień Rubinu” dobrze spełnia swoją rolę i jest tym, czym powinna być – i takich pozycji naprawdę chciałabym widzieć więcej.
Pan Whitman wyjął klasówkę z rąk Gordona i przewrócił stronę.
– Elżbieta I była tak okropnie brzydka, że nie mogła znaleźć męża. Dlatego wszyscy nazywali ją brzydką dziewicą – odczytał na głos.
Klasa zachichotała.
– No i co? Przecież to prawda – bronił się Gordon. – Wyłupiaste oczy, zaciśnięte usta, a już na pewno kretyńska fryzura.
Fragment z książki Kerstin Gier pt. „Czerwień Rubinu”

Tytuł: Czerwień Ribnu
Tytuł serii: Trylogia Czasu
Numer tomu: 1
Autor: Kerstin Gier
Liczba stron: 344
Gatunek: powieść młodzieżowa, fantasy
5 thoughts on “Czerwień Rubinu: Podróż w czasie czas zacząć [recenzja] [archiwum]”