Gdy przeczytałam całą trylogię „Metra” Głuchowskiego, wiedziałam, że chcę poznać kolejne książki autora. Dlatego pod koniec 2016 roku zaczęłam czytać „Futu.re” i w konsekwencji powstała poniższa recenzja. Jak wówczas spodobała mi się ta dystopiczna powieść fantastyczno-naukowa?

Ludzkość pokonała śmierć
Pokonaliśmy śmierć. Ludzkość od zarania dziejów dążyła do nieśmiertelności i w końcu ją osiągnęła. Jej koszt jest jednak ogromny. Europa jest przeludniona i chwieje się, będąc na skraju przepaści ekonomicznej. Dlatego potrzebni są oni — Nieśmiertelni, którzy pilnują ładu i strzegą świata przed upadkiem. Nie myśl więc, że uda ci się wychować dziecko, nie tracąc przy tym swojej nieśmiertelności.
Plątanina korytarzy, brud i mrok
Glukhovsky jest autorem, który uwielbia niepewność, plątaninę korytarzy, brud, mrok i ciemność. Widać to jednak nie tylko w jego debiutanckim „Metrze 2033” — mimo że „Futu.re” to powieść opowiadająca o XXV wieku, jej klimat jest bardzo zbliżony do tamtej, postapokaliptycznej historii. Ta przyszłość chce być utopią, ale nie potrafi nią być. Ludzie chcą być równymi sobie bogami — ale równość to wielkie kłamstwo, a człowiek nie został stworzony do bycia wszechmogącym i wiecznym. Rząd wprawdzie próbuje wmówić ludności, że osiągnęli sukces, jednak życie pokazuje coś zupełnie innego.
W tak ciężkim klimacie i niesprzyjających warunkach autor daje życie pewnemu Nieśmiertelnemu. Mężczyźnie, który urodził się w wyniku przestępstwa i wykonuje swoją robotę wybitnie skrupulatnie. Zresztą to nie on wydaje rozkazy, by kobietom przerywać ciąże, odbierać dzieci oraz nieśmiertelność, i dobrze wie, że jego zadanie jest nadzwyczaj istotne — w końcu gdyby nie jego oddział, ludzkość szybko umarłaby z głodu. I tak przestrzeń życiowa w „Futu.re” jest już ograniczona do minimum.
Wszystko zmienia się, gdy pewien pan minister zaprasza Jana — bo tak się nasz bohater nazywa — do siebie, aby zlecić mu wykonanie pewnego zadania. Ma pozbyć się przywódcy Partii Życia, który ma zamiar zburzyć europejską równowagę.
„Futu.re” trzyma w napięciu
„Futu.re” to bardzo dobra historia, utrzymująca klimat i napięcie dokładnie tak, jak powinna. Wprawdzie część początkowa nieco mi się dłużyła, jednak im bardziej zagłębiałam się w historię, tym bardziej mnie zaskakiwała i zachęcała do czytania kolejnych stron. „Futu.re” to sześćset stron małego dzieła sztuki, po które każdy fan antyutopii powinien sięgnąć.
Jan nie jest doskonałym człowiekiem
Główny bohater, Jan, to postać ze słabościami. Nie jest doskonały. Próbuje myśleć, próbuje postępować racjonalnie, ale jest tylko człowiekiem i nie zawsze mu to wychodzi. Mimo to trudno mu nie kibicować, nawet gdy popełnia głupoty, zwłaszcza że cała historia napisana jest w pierwszej osobie. No bo właśnie — gdyby nie jego błędy, cała fabuła nie miałaby możliwości zaistnieć.
Mimo że „Futu.re” okazało się wcale nie gorsze od tak uwielbianego przeze mnie „Metra”, muszę przyznać, że nie jest to książka dla każdego. Debiut Glukhovsky’ego był zdecydowanie delikatniejszy — ta powieść zaś nie przebiera w słowach i opisach. Potrafi być dość brutalna, a gierek politycznych tu nie brakuje. Dlatego zdecydowanie nie jest to powieść dla dzieci czy osób, które nie czują się na tyle dojrzałe psychicznie, by po coś takiego sięgnąć. Wszystkim innym jednak z czystym sumieniem polecam. To kawał dobrej historii, która wciąga i pokazuje bardzo ciekawie skonstruowaną wizję przyszłości.
Ludzie marzyli o tym od milionów lat — zwyciężyć śmierć, pozbyć się jej ciężaru, przestać żyć w wiecznym strachu, stać się wolnymi! Ledwo się wyprostowaliśmy, ledwo nasze ręce chwyciły kij, a już myśleliśmy, jak oszukać śmierć. I przez całą naszą historię, a nawet jeszcze wcześniej, kiedy historia była pogrążona w nieświadomości bezczasem, dążyliśmy tylko do tego. Ludzie pożerali serca i wątroby swoich wrogów, szukali legendarnych źródeł tam, gdzie diabeł mówi dobranoc, zjadali sproszkowane rogi nosorożca i sproszkowane kamienie szlachetne, uprawiali seks z dziewicami, wydawali majątki na alchemików, żarli same węglowodany albo same proteiny zgodnie z zaleceniami gerontologów, uprawiali jogging, wydawali majątki na szarlatanów chirurgii plastycznej, żeby tu i ówdzie podciągnęli im skórę i wygładzili zmarszczki… Wszystko po to, aby pozostać wiecznie młodymi — albo chociaż na takich wyglądać. Nie jesteśmy Homo sapiens. Jesteśmy Homo ultimus.
Fragment powieści „Futu.re” Dmitra Glukhovsky’ego

Tytuł: Futu.re
Autor: Dmitry Glukhovsky
Liczba stron: 640
Gatunek: antyutopia
5 thoughts on “Futu.re: Nadszedł czas na nieśmiertelność [recenzja] [archiwum]”