„Lewa ręka ciemności” to jedna z najważniejszych powieści fantastycznych XX wieku, która porusza tematykę LGBT. Gdy sięgałam po nią w 2016 roku nie miałam o tym bladego pojęcia, a po poprzednich tomach „Sześciu światów Hain” Ursuli Le Guin nie wiedziałam, czy polubię tę książkę, cz może jednak nie. Jak ją wówczas odebrałam?
Tożsamość płciowa i tolerancja
Gethen nie należy do najbardziej przyjaznych człowiekowi światów. Lato na planecie trwa krótko, zimy zaś są długie i mroźne. Genly Ai, przedstawiciel Ekumeny, przybywa na obcy ląd, aby zaprosić mieszkańców Gethen do bycia częścią wspólnoty wymieniającej się wiedzą i towarem. Niełatwo jest jednak przekonać władze, że połączenie sił może wyjść tylko obydwu stronom na dobre. Jak to u Le Guin bywa, „Lewa ręka ciemności” porusza tematy tożsamości płciowej i tolerancji, być może nawet silniej niż jej inne pozycje, które miałam okazję poznać. Czemu? A no dlatego, że na Gethen mamy do czynienia z odmianą ludzką będącą obojnakami, co oczywiście wzbudza zainteresowanie głównego bohatera, Genly’ego Aia, który fizjologią nie różni się od nas, Ziemian. Nie chcę jednak w tę tematykę wnikać i traktować powieści autorki pod tym kątem, dlatego pozwalam sobie tylko na wstępie o tym fakcie wspomnieć, by osoby zainteresowane lub zrażone taką tematyką wiedziały, czy mają się tą pozycją zainteresować, czy nie.
„Lewa ręka ciemności” różni się od poprzednich tomów
„Lewa ręka ciemności” różni się od poprzednich części z serii pierwszoosobową narracją. Tym razem Le Guin sadza Genly’ego Aia przed swoim maszynopisem i oddaje mu głos, co może sprawić, że ten tekst będzie bardziej atrakcyjny dla typowego czytelnika niż części poprzednie, zwłaszcza biorąc pod uwagę aktualne trendy. Niestety, choć dzięki temu zabiegowi książka jest mniej baśniowa i bliższa, to „Lewa ręka ciemności” potrafi nieco znudzić ciągnącą się fabułą. Wprawdzie treść jest dynamizowana poprzez oddawanie głosu jednemu z Gethańczyków oraz poprzez wstawki z legendami czy mitami z otaczającego nas świata (co, na marginesie, jest bardzo ciekawym zabiegiem), niemniej tu naprawdę nie dzieje się aż tak dużo, jak mogłoby się dziać.
Cała historia polega na przemieszczaniu się głównego bohatera, szukając zrozumienia i wsparcia dla swojej misji. Czy je znajduje? Cóż, tego Wam nie powiem, bo zdradziłabym za dużo z treści powieści. Sam bohater wzbudza raczej pozytywne emocje. Nie irytuje, ale przy okazji nie jest bardzo wyrazistą postacią. Zdecydowanie główną rolę w „Lewej ręce ciemności” gra świat, który otacza bohatera, a nie jego psychika, mimo że jako czytelnicy siedzimy w jego głowie. Muszę dodać, że stworzenie ludzi będących obojnakami to dość ciekawa i raczej oryginalna wizja, a że oglądamy świat wykreowany przez Le Guin oczami badacza, mamy okazję przyjrzeć się jej nieco bliżej. Zdecydowanie za taką kreację należą się autorce gratulacje, bo sama w sobie wypadła bardzo dobrze. Czy polecam „Lewą rękę ciemności”? Tak, ale bez ochów i achów. Kto ma ochotę na taką, niekoniecznie najprostszą lekturę, niech po nią sięga — nie ma się raczej czego bać, ale czy aby na pewno jest to lektura, którą pokochacie? Tego nie byłabym taka pewna.
Posunął w moją stronę mały zeszyt i ołówek. Na białej wyklejce tylnej wewnętrznej okładki przedzieliłem koło literą S i zaczerniłem połówkę jin, po czym oddałem notes Estravenowi.
– Czy znasz ten symbol? – spytałem.
Przyglądał mu się dłuższą chwilę z dziwnym wyrazem twarzy.
– Nie – powiedział. – Spotyka się go na Ziemi, na Hain i na Cziffewar. To jin i jang. „Światło jest lewą ręką ciemności…”, jak to szło? Światło i ciemność. Strach i odwaga. Zimno i ciepło. Żeńskie i męskie. To jesteś ty, Therem. Oba w jednym. Cień na śniegu.
Fragment z książki „Lewa ręka ciemności” Ursuli Le Guin

Tytuł: Lewa Ręka Ciemności
Tytuł serii: Ekumena / Sześć światów Hain
Numer tomu: 4
Autor: Ursula Le Guin
Liczba stron: 288
1 thought on “Lewa Ręka Ciemności: Zima, wysłannik i tożsamość płciowa”