Jak podobało mi się na Pyrkonie w 2017 roku? Chyba bardziej, niż rok wcześniej. Sprawdź moją relację z tamtego czasu. Oto Pyrkon 2017!

Ten rok był lepszy, niż poprzedni
Hej! Jak część z Was wie, ostatnie dni kwietnia spędziłam w Poznaniu na Pyrkonie, czyli największym w Polsce konwencie fantastycznym. W tym roku jednak byliśmy zdecydowanie lepiej zorganizowani niż rok temu, a co za tym idzie – więcej udało mi się zobaczyć i zrobić.
Pierwszy dzień konwentu
Zakwaterowaliśmy się w hotelu już w czwartek, by w piątek od rana móc być na terenie targów. Byliśmy tam ok. 10:00 i po ogólnym rozeznaniu ruszyliśmy coś zjeść, tak, by o 14:00 być już w sali dla wystawców. Właściwie piątek to przede wszystkim zakupy: to wtedy kupiłam właściwie wszystko, by na kolejne dni „mieć spokój”. Po zakupach byłam na prelekcji „Przebudzenie »Star Wars« – wiwisekcja epizodu VII” prowadzonej przez bardzo fajnych ludzi – blogerów zresztą 🙂 Następnie udało mi się zdobyć autograf Jakuba Ćwieka, mimo że wcale początkowo nie planowałam stać do niego w kolejce.
Sprawdź moje recenzje książek Jakuba Ćwieka: „Kłamca” | „Grimm City. Wilk!” | „Chłopcy”
Co robiłam na Pyrkonie 2017 w sobotę?
W sobotę też udało nam się zaliczyć jedną prelekcję: prowadził ją Krzysztof Piskorski, którego twórczość bardzo lubię. Były to warsztaty połączone z wykładem, trwające dwie godziny, o tworzeniu fantastycznych światów. Nie sądziłam, że ten pan będzie kolejnym polskim autorem, którego nie tylko dobrze się czyta, ale też bardzo przyjemnie słucha 🙂 Sporo z tego, co mówił, pokrywało się z jego artykułami z „Nowej Fantastyki”, które w sporej części czytałam, ale tak czy siak – było fajnie.
Po południu wybrałam się na zdjęcia, które wkrótce zobaczycie na blogu. W tym roku zrobiłam tylko dwie sesje, ale nie żałuję tak „małej ilości” – w końcu zdjęcia mogę robić zawsze, a Pyrkon jest raz do roku 😀
Chcieliśmy oglądać Maskaradę, czyli konkurs cosplay na Pyrkonie, na ekranie przygotowanym przez organizatorów, ale ostatecznie – przez „geniuszy”, którzy przed nami zajęli dwa miejsca w cztery osoby – nic nie widzieliśmy, więc dość szybko wybraliśmy się do hotelu: tam mogliśmy spokojnie obejrzeć stream z wydarzenia.

Niedziela też była pełna wrażeń
W niedzielę mieliśmy wyjazd dopiero przed 19:00 (przynajmniej planowo – pociąg miał dwie godziny opóźnienia), dlatego udało się jeszcze zaliczyć kolejne dwie prelekcje. W pierwszej brali udział Jakub Ćwiek, Rafał Kosik i Andrzej Pilipiuk i dotyczyła tego, czy lektury szkolne potrzebują fantastyki. Znów pozytywnie się zaskoczyłam, bo na nagraniach, które widziałam, Pilipiuk nie zrobił na mnie pozytywnego wrażenia, a na żywo odniosłam zupełnie przeciwne 😀 Rafał Kosik niestety jest z natury chyba cichszym człowiekiem niż pozostali panowie, więc prelekcja została zdominowana przez dwóch pozostałych pisarzy ;P
Następnie braliśmy udział w dwugodzinnym bloku, znów z Jakubem Ćwiekiem i Krzysztofem Piskorskim, dotyczącym seriali audio, które tworzą: nie powiem, choć audiobooków nie słucham, sama inicjatywa wydaje mi się co najmniej bardzo ciekawa. Ale o tym może kiedyś napiszę więcej, zobaczymy.

Dobrze jest lubić polskich twórców
Ta edycja Pyrkonu po raz kolejny uświadomiła mi prostą, może trochę głupią, ale bardzo fajną rzecz: dobrze jest lubić polskich twórców. Gdy uwielbiamy pisarzy albo jakichkolwiek artystów z USA czy innych krajów, szansa, że ich spotkamy, jest niewielka, zaś z wielkimi gwiazdami trudno się skontaktować. Przy polskich autorach zobaczenie ich nie jest trudne. Z porozmawianiem bywa nieco gorzej, ale tak czy siak – jest to możliwe i dla chcącego nie będzie żadnym wyzwaniem 😀 To sprawia, że doskonale nadają się na autorytety oraz osoby, które „zawsze pomogą”, jeśli tylko będą miały na to czas. Takie coś jest bardzo budujące.
Sprawdź artkuły i recenzje na temat polskiej literatury
Nie mam zamiaru narzekać na kolejki
Co do samego Pyrkonu – wiem, że wiele osób jest zawiedzionych kolejkami na prelekcje: w przypadku większości trzeba było stanąć co najmniej pół godziny wcześniej, by się na nie dostać. Niemniej ja nie mam zamiaru na to narzekać. Dobrze wiem, że przy takiej liczbie ludzi, jaka odwiedza ten konwent, trudno jest to sensowniej zorganizować, a dodatkowo uważam, że na takie imprezy nie jedzie się po to, by zawalić sobie cały dzień prelekcjami. Lepiej pójść na kilka, które nas interesują, a resztę czasu spędzić na tonie innych rzeczy, które ta impreza oferuje 🙂 Przy okazji obsługa Pyrkonu była naprawdę w porządku, a Maskarada w końcu była ogólnodostępna przez stream. Wprawdzie liczę na to, że ogólnodostępny ekran za rok będzie lepiej umieszczony, ale w porównaniu do poprzedniego roku i tak było lepiej zorganizowane.

Co kupiłan na Pyrkonie 2017?
Pozwólcie, że wyjątkowo pochwalę się zakupami! Na pierwszy ogień – książki.
Z racji Pyrkonu do mojej biblioteczki dołączyło sześć nowych egzemplarzy. Chciałam kupić „Zakazane życzenie” od SQN, ale ostatecznie jakoś tak wyszło, że w moje łapki wpadły inne rzeczy 😀 Oczywiście musiałam dorwać „Grimm City. Bestie” Jakuba Ćwieka. „Ciężkie próby” wygrałam w konkursie na blogu Świat Fantasy i odebrałam je na Pyrkonie 🙂 Myślałam, że długo ich nie przeczytam, bo nie posiadam tomu pierwszego, ale dosłownie chwilę później wybrałam się na stoisko Domu Wydawniczego Rebis i… dorwałam tom pierwszy, czyli „Czerwień” za 10 zł! Jednocześnie kupiłam chińskie hard SF, czyli „Problem trzech ciał”. Poza tym na samym Pyrkonie także za 10 zł upolowałam „Rycerza Kielichów” Jacka Piekary, a jeszcze w czwartek, przed festiwalem, odwiedziłam Matras w Poznaniu i także w tej samej cenie dorwałam „Dziewczynę płaszczkę i inne nienaturalne atrakcje”.

Z pozostałych rzeczy zakupiłam koszulkę z nadrukiem z „Pana Lodowego Ogrodu”, nową, cudowną zakładkę od Hekaterium, shurikena, którego oddam mojej siostrze, naklejki od Myszy oraz epicki notes razem z gargulcowym długopisem. Wszystko śliczne, prawie wszystko użyteczne 😀
Na dziś to tyle. Na blogu pewnie niedługo pojawi się recenzja najnowszej książki Ćwieka oraz zdjęcia z sesji, więc czekajcie cierpliwie.
2 thoughts on “Pyrkon 2017 [archiwum]”